Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serwetka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serwetka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2013

Czerwcowe radości cz. II

Czerwiec był miesiącem pracowitym, gorącym, ale także pełnym miłych zdarzeń. Najpierw była miła niespodzianka ze strony kuzynki, którą obdarowałam takim zestawem w podziękowaniu za przywiezienie mnie i odwiezienie z sanatorium:


Krysia zaś zebrała do worka włóczki, które nie miała zamiaru już wykorzystać i mi go przywiozła:


Dzięki tym motkom spełnię kilka swoich większych marzeń. Pokrowiec na podnóżek już powstał. ^^

Na wymiankę umówiła się za mną Lidia prowadząca bloga Misiowy Zakątek. Oto co przygotowała dla mnie Lidia - mnóstwo dzierganych drobiazgów, w tym otulinki na moje dwie stare puszki, otulacz na świeczuszką, bransoletkę, haftowany pojemniczek na karteczki, niesamowity dekoracyjny bukiet na pachnącym mydełku, serwetki, scrapki, śliczną karteczkę, przydasie oraz słodkości.:






 
Ja przygotowałam dla Lidii taką paczuszkę:
- kartka z moim ulubionym wierszem;
- notesik;
- otulacz na kubek;
- podkładka decu;
- szpilecznik - pieróg;
- świeczka z otulaczem;
- sówka-zawieszka;
- lawendowy domek;
- scrapki;
- wstążeczki;
- herbatki;
- oraz słodkości:



 




Krysia, która prowadzi bloga CreaDiva Decoupage oraz bloga CreaDiva w ramach wymianki przygotowała dla mnie zestaw serwetek, herbatki oraz wspaniałą dzierganą serwetkę i koronkę:



Dla Krysi przygotowałam zestaw serwetek i ślubny komplet - kartkę kopertówkę w pudełku - który pokażę bliżej w kolejnym poście:
 

 
Dziękuję, moje Kochane, za udane wymianki. Cieszę się z naszego spotkania w sieci.  =)
 
Pokazuję Wam także paczuszkę, która trafiła do Eli, która kiedyś mnie tak hojnie obdarowała zestawem serwetek:

 
Ela była mile zaskoczona moim skromnym darem serca.  =)

Na koniec pragnę podziękować Wandzie, która przysłała mi nieziemsko kreatywną paczuszkę w ramach wygranego u niej candy:
 
 
 
 
Coś dla ducha i coś dla ciała. Aż chce się tworzyć. Po stokroć dziękuje Wam dziewczyny za tak udany koniec miesiąca.  =)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kartka według dyktanda Teo

Wzięłam udział w nietypowej zabawie zorganizowanej w Diabelskim Młynie, a mianowicie w kartkowym dyktandzie Teo:
 

Trzeba było wykonać kartkę według ściśle określnych wytycznych. Zgłoszono 21 niezwykłych prac. Obejrzyjcie wszystkie tutaj. Była to dla mnie kolejna okazja nauczenia się czegoś nowego. Dopiero dziś mogę pokazać zgłoszoną kartkę, gdyż takie były zasady zabawy:





Serwetkę udziergałam własnoręcznie. Sama też zrobiłam kwiatka i oryginalną dedykację:


Niedługo karteczka ruszy w świat do kogoś wyjątkowego.  ^^

wtorek, 21 maja 2013

Kapturek gra w czerwone

Miałam przyjemność stworzyć oryginalne pudełeczko na drobny prezent dla wielbicielki bajki o Czerwonym Kapturku:
 
 
Pudełeczko na bazie opakowania po serku topionym zostało przemalowane farbą akrylową na biało i ozdobione ze wszystkich stron - z zewnątrz:
 
 
I od środka:
 
 
 
Do jego ozdobienia wykorzystałam papierową serwetkę, biały i czerwony papier, własnoręcznie przygotowane kwiatuszki i listki:
 
 
Pokolorowane przez siebie ręcznie kolorowanki tematyczne z Internetu:
 
 
Biedronkę według własnego pomysłu:
 
 
Przesłanie na malutkim tagu:
 
 
Oraz kokardę z wstążeczek z boku:
 
 
Wszystkie elementy zostały przygotowane nożyczkami i połączone klejem. Jedynym dodatkiem ze sklepu są na pracy kryształki samoprzylepne, reszta to recykling.  =)
 
Przepis na biedroneczkę jest bardzo prosty. Wystarczy wyciąć czy to ręcznie nożyczkami, czy to dziurkaczami serduszko i koło, które przecina się na pół. Kropki można po prostu domalować lub jeśli serduszko i koło są większe, to do zrobienia kropek można wykorzystać malutkie kółeczka, które powstają, gdy używamy zwykłego biurowego dziurkacza do papieru:
 
 
Ze względu na wykorzystanie własnoręcznie przygotowanego zwierzaka - biedronkę - zgłaszam pracę na Wyzwanie nr 18 - Zwierzaki:
 
 
Ze względu na biedronkę i oraz kropki na ubranku Kapturka pracę zgłaszam na wyzwanie Biedroneczki są w kropeczki Scrapowego Pasa Startowego:
 
 
Ze względu na wykorzystanie palety naszej polskiej flagi narodowej zgłaszam pracę na Wyzwanie Gościnnego Projektanta - Flagi UE - w Skarbnicy Pomysłów:

 


niedziela, 14 października 2012

Pasje dla cierpliwych

Kochani, nauka nowych rzeczy od samego początku nie zawsze idzie gładko i szybko. Przyznam się Wam, że decoupage to trudna sztuka. Kiedy nie widziało się na żywo, jak ktoś to robi, to najlepsza książka nie pomoże. Metodą prób i błędów powstał ten oto mój zestaw podkładek pod kubki, z których część ma nawiercone dziurki i jest również zawieszką, a część nie, bo w międzyczasie na innym dziele wiertło się złamało:
 
 
Decoupage na drewnianej powierzchni jest najprostsze. Dziadek do orzechów, który już Wam pokazywałam powstał szybko i bezproblemowo w zasadzie, choć nie był powierzchnią idealnie gładką:
 
 
Wykorzystałam wtedy do ozdobienia jedną z serwetek od Karolinki i jej wskazówki:
 
 
Kolejną jej część wykorzystałam przy pierwszej podkładce. Z braku dostatecznej ilości drewienek ambitnie walczyłam z korkową powierzchnią:
 
 
Wszystkie okrągłe podstawki są dwustronne:
 
 
W planach mam jeszcze większe powierzchnie - rozpoczętą już deseczkę i butelkę oraz pudełko. Żeby nie zwariować czekając aż wyschnie kolejna warstwa, jak nie farby, to werniksu, ogarniałam sobie troszkę biżuterii wykorzystując półfabrykaty, którymi mnie obdarowała Karolinka w ramach naszej prywatnej wymianki:
 

Wśród drobiazgów były drewienka, na których powstały moje pierwsze decu-kolczyki - pierwsze z lewej na powyższym zdjęciu. To była bardzo ciekawa przygoda. Dziękuję jeszcze raz Karolince za nasza wymiankę, drobiazgi, które bardzo twórczo zostały wykorzystane, a przede wszystkim rady dotyczące techniki decoupage, które tak poszerzyły moje horyzonty twórcze. Uwielbiam, jak mnie Karolinka inspiruje swoimi wpisami na blogu i motywuje komentarzami na moim. Karolinka jest jedną z tych osób, dzięki którym zawsze bardziej mi się chce, niż nie chce. Podziwiam ją za upór i wytrwałość. Ona się zaczęła uczyć szyć, zamiast mówić, że tego nie umie. Potrafię zrozumieć, że uszycie bardziej skomplikowanych rzeczy wymagających maszyny, może nie jednego zniechęcić, ale fastrygą to chyba każdy sobie poradzi coś uszyć, choćby skarpetę zacerować. Inspirujcie się, uczcie się, próbujcie. Jak się chce, to się jakoś da. Mi zwykle przyświeca prosta idea, że potrzeba jest matką wynalazków. Tak właśnie było na przykład z pokrowcem na parasol z poprzedniego posta. Z takiej potrzeby właśnie powstał też, drugi już, ulepszony nieco worek na skarpetki do pralki, żeby się one nie mieszały z resztą prania i nie zatykały odpływu, uciekając z bębna, co się kiedyś zdarzyło jakimś cudem:
 
 
Na zdjęciu worek jest złożony na pół, aby się zmieścił w kadr i tak, aby było widać dobrze zamek, który jest wzłóż krótszego boka worka. Możecie mi uwierzyć na słowo, że uszycie takiego "patentu" nie jest zbyt trudne. Wystarczy prostokątny kawałek firanki o bardzo drobnych oczkach lub kawałek siatki, takiej co się w oknach zakłada, żeby owady do domu się nie pchały latem. Do tego zamek obszyty kawałkami materiału. Krótsze boki prostokąta przyszywamy do części z zamkiem od lewej strony. Po czym przeszywamy wzdłuż dłuższe boki. Wywracamy na prawą stronę i gotowe. Dokładniej nie umiem wytłumaczyć, bo ze mnie początkująca i amatorska krawcowa. Szczegółów nie pokażę, jak to było krok po kroku, bo to było bardzo pilne szycie. Kombinujcie. Warto mieć takie cuś - wiem to z wieloletniego już doświadczenia - i nie koniecznie trzeba za to przepłacać w sklepie, bo można to sobie uszyć.  =)

niedziela, 16 września 2012

Lawendowy spacer po Lnianym Zaułku

Pamiętacie, kochani, jak zapraszałam Was do udziału w lawendowej wymiance w jednym z sierpniowych postów? Sama spełniłam wszystkie warunki zgłoszeniowe - zapisałam się w terminie pod postem, wkleiłam baner na blogu, zaobserwowałam blog organizatorki, wysłałam maila na jej skrzynkę:
 
 
Niestety w dniu ogłoszenia par wymiankowych mnie jak i ponad dziesięć (!) innych dziewczyn spotkało wielkie rozczarowanie, gdyż organizatorka ot tak sobie nas nie uwzględniła, twierdząc że nie dopełniłyśmy formalności, przy czym ze swej strony nie zrobiła zupełnie nic, żeby się z nami skontaktować. Mi było do kwadratu przykro, ponieważ jej słowa były dla mnie zupełnym kłamstwem - ja spełniłam wszystkie warunki i to w terminie. Napisałam jej, co mi na sercu leżało i podziękowałam za taką zabawę teraz i w przyszości. Będę się trzymała z dala od tego blogu i Was też przed nim ostrzegam, bo co to za człowiek, który sprawia taki zawód tylu osobom, a nawet się do błędu przyznać nie potrafi i uczciwie przeprosić.
 
Od dnia zapisania się na wymiankę lawendową szykowałam już paczuszkę. W dniu ogłoszenia par była ona już prawie gotowa, dlatego z tym zawodem było mi tak strasznie źle. Nie umiałam się pogodzić z tym, że mój prezent do nikogo miał nie trafić, bo ktoś miał taki smutny kaprys. Napisałam do pierwszej osoby, która się wpisała nade mną pod postem z widniejącymi parami wymiankowymi, gdzie nas obu nie było. Ta osobą była Marta prowadząca bloga *Lniany Zaułek*. Marta zgodziła się na to, abyśmy sobie zorganizowały prywatną międzyblogową wymiankę lawendową. Poznałyśmy się bliżej i wysłałyśmy sobie paczuszki. Dla Marty zaszalałam z szyciem przydasiowych woreczków. Nie było łatwo, bo przecież moja starusieńka już i rozklekotana mocno maszyna do szycia zna tylko ścieg zygzakowy, ale jakoś wyszyłam kilka woreczków. Jeden duży na całość drobiazgów:
 

Oto co pomieścił:


Lawendową akwarelkę, o której pisałam wcześniej, którą ozdobiłam zestaw papeterii:


Pachnące przydasie do domu:


W tym pachnący fioletowy susz:


Przydasie do szycia, bo Marta pisała, że zdarza jej się coś dziergać:

 
A także kilka karteczek, fioletową sówkę, którą Wam już pokazywałam, słonik z fioletową kokardką na szczęście dla miłośniczki porcelany, troszkę moich ulubionych herbatek w ramach słodyczy, bo umówiłyśmy się, aby to było coś zdrowego oraz żółto-fioletowy zestaw mojej filcowej biżuterii:
 

Udało mi się wszystko zapakować w pudełeczko i okleić papierem w kolorze fioletu, który będzie tłem poniższych zdjęć. =)

Marta przysłała mi ślicznie zapakowane pudełeczko pełne rozkosznych, ręcznie robionych, pachnących lawendą cudów:


Przygotowała mi szczegółową "instrukcję" podziwiania zawartości paczuszki:


Do "instrukcji" była załączona przeurocza malutka miotełka w spódnicy do wymiatania wszelkich smutków, która od razu zaczęła działać i robić porządek w moim stroskanym serduchu:


Paczuszka po otwarciu wprost wybuchła lawendowym zapachem:


Urzekło mnie kamienne serduszko znalezione na klifie oraz serduszko z papieru czerpanego, który dotykałam pierwszy raz w życiu:


Lawendowe kompozycje rozniosły cudny zapach po całym domu:

* w kuchni:


* przy moim łóżku:


W sercu paczuszki były drobiazgi, do których trzeba mieć wyjątkowo zdolne paluszki i cierpliwość:


Serwetka w lawendowym kolorze, śliczne bordowe kolczyki, o jakich marzyłam, pomysłowy hustecznik, na uszycie sobie którego jakoś nigdy nie mogłam znaleźć czasu i pierwsze uszyte dla mnie serduszko-zawieszka wypełnione lawendą - szczyt radości.

Profesjonalnie wydany album pełen autorskich aranżacji wnętrz wykonanych przez Martę oraz przepiękny, delikatny obrazek-wycinanka z ptaszkami, który sobie oprawię:


Rewelacyjna konfiturka oraz domek z ciasta solnego z dołączonym motto o miłości, pełnym życiowej prawdy:


Największą niespodzianką okazały się jednak białe kulki amarantusa, o którym nawet nie słyszałam nigdy:


Poświęcę mu trochę miejsca w kolejnym poście, bo nie wiem, czy Wy, kochani, słyszeliście o nim. ^^

Łezka mi się w oku zakręciła, kiedy zobaczyłam, ile serca można włożyć w rękodzieło i stworzenie dla kogoś paczuszki wymiankowej. To zaszczyt zostać tak obdarowanym. Cieszę się, Marto, że podobała Ci się paczuszka ode mnie - pakowana sercem, pełna treści, dobrego przekazu i radości w tych lawendowych sześciu ściankach przestrzeni zamkniętej tekturą, jak pięknie to ujęłaś - i dziękuję za Twój wpis na blogu. Pod wrażeniem Twoich rozlicznych talentów jest cała moja rodzina, która śle Ci pozdrowienia i życzenia wielu lat radosnej twórczości. Wciąż trudno mi uwierzyć, że to mnie spotkało to szczęście wymianki lawendowej z Tobą, bo nikt by tego lepiej w ramach jakiegoś losowania nie wymyślił. Z całego mojego prostego serducha dziękuję Ci za tą wymiankę, za wszystkie ciepłe słowa z Twojej strony i okazaną empatię w trudnych chwilach. I powtórzę słowa, które już znasz: to wielkie szczęście, że jesteś i że było mi dane poznać Cię bliżej. Pomogłaś mi na nowo poznać siebie samą. Zainspirowałaś pod wieloma względami. Pomogłaś postawić krok do przodu, sięgnąć wyżej i dalej, niż myślałam, że potrafię. Jesteś dla mnie mistrzynią rękodzieła. Po stokroć Ci za wszystko dziękuję. =*

Żeby zobaczyć, jak pięknie była zapakowana paczuszka od Marty musicie zajrzeć do niej na blog, bo jak się moja rodzinka zleciała do oglądania paczuszki, to nawet mi nie dali pomyśleć, a co dopiero zrobić zdjęcie. Ja mogę Wam tylko pokazać, co stało się z pudełeczkiem i górą papieru, w który było wszystko zapakowane:


Papier został wyprasowany, przycięty na wymiar i przyklejony do ścianek pudełeczka. Wieczko stało się dnem. Tak oto powstał niezbędnik krawcowej na większe przydasie:


To była wspaniała przygoda. Samych tak pięknych, inspirujących przygód życzę Wam wszystkim, kochani.  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...