Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kompozycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kompozycje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 marca 2013

Barwienie papieru wyciągami

Sprap papiery ze sklepu mają swój urok i zalety. Jednak jest coś niepowtarzalnego w papierze, który się samemu postarzyło. W wielu miejscach możecie poczytać, że do postarzania papieru używa się wyciągów czy to z herbat, czy to z kaw. Np. tutaj jest to fajnie obrazkowo pokazane. Jednego jednak nie przeczytacie chyba nigdzie - ja nie znalazłam - a mianowicie, że taki papier, który samemu się potraktuje wyciągiem ma nie tylko niepowtarzalne kolory, ale przede wszystkim w przeciwieństwie do papieru ze sklepu  posiada zapach. Wiecie jak pachnie papier potraktowany ulubioną kawką, herbatką? Nieziemsko. ^^
 
Do dzieła. Szykujemy potrzebne rzeczy - ulubione kawy, herbaty, filiżanki pędzelki, papier, nożyczki, ołówek, linijkę:
 
 
Łyżeczkę kawy, herbaty, bądź torebeczkę zalewamy odrobiną wrzątku i czekamy aż wystygnie:
 
 
Rysujemy wybrane przez siebie drobne kształty:
 
 
Wycinamy je:
 
 
Pomaluj fragmenty bądź całe elementy:
 
 
Przetestuj różne rodzaje wyciągów:
 
 
 
Śmiało możesz pokolorować większe elementy i to drukowane zwykłą atramentową drukarką, bo jedynie leciutko się rozmażą, jeśli ich mocno nie zamoczysz:
 
 
Drukuj raczej na grubszym niż ksero papierze:
 
 
Możesz wykorzystać dowolne resztki i formaty papieru:
 
 
Farbowany papier może być zarówno bazą jak i elementami dowolnych kompozycji. Jeśli się Wam powygina podczas suszenia zawsze można go przeprasować.
 
 
Próbujcie, testujcie, bawcie się papierem i wyciągami. Polecam.  =)

niedziela, 16 września 2012

Lawendowy spacer po Lnianym Zaułku

Pamiętacie, kochani, jak zapraszałam Was do udziału w lawendowej wymiance w jednym z sierpniowych postów? Sama spełniłam wszystkie warunki zgłoszeniowe - zapisałam się w terminie pod postem, wkleiłam baner na blogu, zaobserwowałam blog organizatorki, wysłałam maila na jej skrzynkę:
 
 
Niestety w dniu ogłoszenia par wymiankowych mnie jak i ponad dziesięć (!) innych dziewczyn spotkało wielkie rozczarowanie, gdyż organizatorka ot tak sobie nas nie uwzględniła, twierdząc że nie dopełniłyśmy formalności, przy czym ze swej strony nie zrobiła zupełnie nic, żeby się z nami skontaktować. Mi było do kwadratu przykro, ponieważ jej słowa były dla mnie zupełnym kłamstwem - ja spełniłam wszystkie warunki i to w terminie. Napisałam jej, co mi na sercu leżało i podziękowałam za taką zabawę teraz i w przyszości. Będę się trzymała z dala od tego blogu i Was też przed nim ostrzegam, bo co to za człowiek, który sprawia taki zawód tylu osobom, a nawet się do błędu przyznać nie potrafi i uczciwie przeprosić.
 
Od dnia zapisania się na wymiankę lawendową szykowałam już paczuszkę. W dniu ogłoszenia par była ona już prawie gotowa, dlatego z tym zawodem było mi tak strasznie źle. Nie umiałam się pogodzić z tym, że mój prezent do nikogo miał nie trafić, bo ktoś miał taki smutny kaprys. Napisałam do pierwszej osoby, która się wpisała nade mną pod postem z widniejącymi parami wymiankowymi, gdzie nas obu nie było. Ta osobą była Marta prowadząca bloga *Lniany Zaułek*. Marta zgodziła się na to, abyśmy sobie zorganizowały prywatną międzyblogową wymiankę lawendową. Poznałyśmy się bliżej i wysłałyśmy sobie paczuszki. Dla Marty zaszalałam z szyciem przydasiowych woreczków. Nie było łatwo, bo przecież moja starusieńka już i rozklekotana mocno maszyna do szycia zna tylko ścieg zygzakowy, ale jakoś wyszyłam kilka woreczków. Jeden duży na całość drobiazgów:
 

Oto co pomieścił:


Lawendową akwarelkę, o której pisałam wcześniej, którą ozdobiłam zestaw papeterii:


Pachnące przydasie do domu:


W tym pachnący fioletowy susz:


Przydasie do szycia, bo Marta pisała, że zdarza jej się coś dziergać:

 
A także kilka karteczek, fioletową sówkę, którą Wam już pokazywałam, słonik z fioletową kokardką na szczęście dla miłośniczki porcelany, troszkę moich ulubionych herbatek w ramach słodyczy, bo umówiłyśmy się, aby to było coś zdrowego oraz żółto-fioletowy zestaw mojej filcowej biżuterii:
 

Udało mi się wszystko zapakować w pudełeczko i okleić papierem w kolorze fioletu, który będzie tłem poniższych zdjęć. =)

Marta przysłała mi ślicznie zapakowane pudełeczko pełne rozkosznych, ręcznie robionych, pachnących lawendą cudów:


Przygotowała mi szczegółową "instrukcję" podziwiania zawartości paczuszki:


Do "instrukcji" była załączona przeurocza malutka miotełka w spódnicy do wymiatania wszelkich smutków, która od razu zaczęła działać i robić porządek w moim stroskanym serduchu:


Paczuszka po otwarciu wprost wybuchła lawendowym zapachem:


Urzekło mnie kamienne serduszko znalezione na klifie oraz serduszko z papieru czerpanego, który dotykałam pierwszy raz w życiu:


Lawendowe kompozycje rozniosły cudny zapach po całym domu:

* w kuchni:


* przy moim łóżku:


W sercu paczuszki były drobiazgi, do których trzeba mieć wyjątkowo zdolne paluszki i cierpliwość:


Serwetka w lawendowym kolorze, śliczne bordowe kolczyki, o jakich marzyłam, pomysłowy hustecznik, na uszycie sobie którego jakoś nigdy nie mogłam znaleźć czasu i pierwsze uszyte dla mnie serduszko-zawieszka wypełnione lawendą - szczyt radości.

Profesjonalnie wydany album pełen autorskich aranżacji wnętrz wykonanych przez Martę oraz przepiękny, delikatny obrazek-wycinanka z ptaszkami, który sobie oprawię:


Rewelacyjna konfiturka oraz domek z ciasta solnego z dołączonym motto o miłości, pełnym życiowej prawdy:


Największą niespodzianką okazały się jednak białe kulki amarantusa, o którym nawet nie słyszałam nigdy:


Poświęcę mu trochę miejsca w kolejnym poście, bo nie wiem, czy Wy, kochani, słyszeliście o nim. ^^

Łezka mi się w oku zakręciła, kiedy zobaczyłam, ile serca można włożyć w rękodzieło i stworzenie dla kogoś paczuszki wymiankowej. To zaszczyt zostać tak obdarowanym. Cieszę się, Marto, że podobała Ci się paczuszka ode mnie - pakowana sercem, pełna treści, dobrego przekazu i radości w tych lawendowych sześciu ściankach przestrzeni zamkniętej tekturą, jak pięknie to ujęłaś - i dziękuję za Twój wpis na blogu. Pod wrażeniem Twoich rozlicznych talentów jest cała moja rodzina, która śle Ci pozdrowienia i życzenia wielu lat radosnej twórczości. Wciąż trudno mi uwierzyć, że to mnie spotkało to szczęście wymianki lawendowej z Tobą, bo nikt by tego lepiej w ramach jakiegoś losowania nie wymyślił. Z całego mojego prostego serducha dziękuję Ci za tą wymiankę, za wszystkie ciepłe słowa z Twojej strony i okazaną empatię w trudnych chwilach. I powtórzę słowa, które już znasz: to wielkie szczęście, że jesteś i że było mi dane poznać Cię bliżej. Pomogłaś mi na nowo poznać siebie samą. Zainspirowałaś pod wieloma względami. Pomogłaś postawić krok do przodu, sięgnąć wyżej i dalej, niż myślałam, że potrafię. Jesteś dla mnie mistrzynią rękodzieła. Po stokroć Ci za wszystko dziękuję. =*

Żeby zobaczyć, jak pięknie była zapakowana paczuszka od Marty musicie zajrzeć do niej na blog, bo jak się moja rodzinka zleciała do oglądania paczuszki, to nawet mi nie dali pomyśleć, a co dopiero zrobić zdjęcie. Ja mogę Wam tylko pokazać, co stało się z pudełeczkiem i górą papieru, w który było wszystko zapakowane:


Papier został wyprasowany, przycięty na wymiar i przyklejony do ścianek pudełeczka. Wieczko stało się dnem. Tak oto powstał niezbędnik krawcowej na większe przydasie:


To była wspaniała przygoda. Samych tak pięknych, inspirujących przygód życzę Wam wszystkim, kochani.  =)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozmnażanie zakamarków

W moim małym pokoiku jakoś zawsze było mi ciasno i brakowało półek i szuflad. Z desek, które zostawały ze starych mebli, które tato przycinał mi na pile według projektu, powstało wiele dodatkowych półek, zamocowanych na gwoździach - bardzo wytrzymałych na obciążenie, choć mogłoby się wydawać inaczej, ale to kwestia tego, jak się je wbija. Powstała też szuflada, bardzo pojemna, z przekształcenia wysuwanej półki pod biurkiem, na której kiedyś leżała klawiatura komputera stacjonarnego. Wystarczyło ją zabudować:
 
 
 
Może nie wygląda od środka superpięknie, bo płyty wiórowe wystrzępiły się przy cięciu na pile, ale są wyszlifowane papierem ściernym i nie kłują. Obok wysuwanej szuflady była pusta wnęka w biurku, gdzie trzymałam myszkę od komputera, kiedy jeszcze jej używałam, ale i to miejsce zostało zagospodarowane. Z tekturek powstała dodatkowa szufladka:
 

Moje szuflady i szufladki nie potrzebują uchwytów, czy gałek, o które można by się zaczepić, które mogłyby się oderwać, po prostu mają wcięcia, które ułatwiają otwieranie. Na biurku stoi dwuszufladowa mini-szafka na drobiazgi biurowe:


Szafka powstała z przyciętych desek pomalowanych czarnym sprayem, takim używanym przez graficiarzy, zakupionym w sklepie z takim właśnie asortymentem. Musze przyznać, że świetnie kryje, szybko schnie i nie śmierdzi, czego nie mogę powiedzieć o żadnej znanej mi innej farbie. Szufladki ma oczywiście z tektury, a w nich tekturowe przegródki. Przybliżone wymiary to 30x30x30. Moim absolutnym ulubieńcem jest jednak coś stworzonego specjalnie z myślą na dzieła wyjątkowe, czyli półka muzyczna, zwana przeze mnie "szafą grającą":
 
 

Powstała ona ze starej, niepotrzebnej, ale wciąż będącej w dobrym stanie szuflady kuchennej, która została rozłożona na części pierwsze, wyczyszczona, pomalowana wspomnianym już czarnym sprayem oraz złożona na nowo z dodaniem poprzecznej przegródki i ozdobiona. Dno zostało oklejone białym papierem i owinięte czarna włóczką, która imitować miała pięciolinię, ale też w domyśle struny. Cała szafka została też oklejona muzycznymi naklejkami. Boki to papierowe kompozycje klawiatury i przodu gitary. Pólka wisi na ścianie na dorobionych zaczepach z przedziurawionych połówek wieczek od puszek po pasztecie. Zaczepy te to patent mojego taty - supermocna rzecz - polecam. ^^
 
O tym kto na niej zamieszkał będzie następny post.  =)

piątek, 3 sierpnia 2012

Soczysta zasmaczystość

Potrzebowałam pilnie żelu pod prysznic pewnego dnia, dawno temu. Akurat trafiłam do Intermarché. Nie spodziewałam się rewelacji i dużego wyboru. Żeby dokładnie sprawdzić z czym mam do czynienia, szłam wzdłuż półki, otwierałam wszystko po kolei i wąchałam, niespecjalnie zwracając uwagę na markę tego, co akurat ściągałam z półki. Chciałam, żeby mnie coś mile zaskoczyło po prostu. I tak się stało.

Coś zapachniało tak soczyście, że ścisnęło mnie w dołku i poczułam się głodna. Już wiedziałam, że to chcę. Przyjrzałam się produktom na półce. Moim oczom ukazały się trzy kompozycje zapachowe:
- banan & truskawka
- malina & jagoda
- ananas & kokos & winogrono

W ręku miałam tą pierwszą.

 
 (źródło: tutaj)

Porównałam wszystkie trzy i wróciłam do tej pierwszej. Ta mnie najbardziej urzekła. Cena też była miłym zaskoczeniem. Zabrałam ją do domu. Nazywała się "Duche Smoothie Fraise Banane" od LABELL. Opakowanie o pojemności 250 ml miało napisy po francusku. Doklejona została tylko z tyłu niewielka nalepka z tekstem po polsku, z którego można było się dowiedzieć, że żel ten:
- ma charakter peelingu, gdyż zawiera ekstrakty z prawdziwych owoców - drobinki widoczne były w nim gołym okiem przez przezroczyste opakowanie,
- nie zawiera parabenów,
- skóra po jego użyciu jest lśniąca, odświeżona i uwodzicielsko pachnąca.

Przetestowałam go przy najbliższej okazji. Podczas mycia - sama przyjemność. Żel okazał się gęsty. Tylko lekko się pienił. Owocowe drobinki przyjemnie pieściły skórę, które potem była nawilżona i przyjemnie gładka. Cudowny, owocowy, świeży, orzeźwiający, intensywny, naturalny zapach towarzyszył mi przez cały czas tego niezwykłego spotkania. Używałam go stale przez długi czas, bo okazał się bardzo wydajny. Przywiązałam się do niego tak bardzo, że przykro mi było wyrzucać puste opakowanie, za to wielką radość sprawił zakup kolejnego. Zdecydowałam się przetestować kolejno pozostałe warianty.

Malinowy już się prawie kończy, a ananasowy jest już mocno nadpoczęty. Moje zmysły są rozpieszczane nieustannie i tak ma być. Który będzie następny? Myślę, że wrócę znów do pierwszej miłości z tej serii - do truskawki, która była z nich najsłodsza. Co musiałoby się stać, żebym zmieniła zdanie? To oczywiste - musiałby mnie w sobie rozkochać żel bardziej owocowy, ale czy jest taki?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...