Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lipca 2013

Kopertowe love

Kochani dziś prezentuję moją drugą w życiu kopertówkę. Tym razem w klimacie starociowym. Jej bazę stworzyłam sama traktując papier pachnącym wyciągiem z kawy rozpuszczalnej. Najpierw było malowanie i prasowanie żelazkiem:
 

Potem składanie według kursu:


I ozdabianie:


Potem dorobiłam karnet na życzenia kolorując najpierw brzegi wyciągiem z herbaty:


A potem delikatnie cieniując resztę powierzchni i dekorując "książkowymi" scrapkami:



Tak prezentuje się cały komplet:


Zgłaszam moją prace na wyzwanie "KOPERTÓWKA NIE JEDNO MA IMIĘ".

niedziela, 12 maja 2013

Kartka dla naszej mamy

Nie jestem zwolenniczką twórczości chowanej do szuflady. Jeśli coś robię, to raczej dla konkretnej osoby. Tak też jest z kartką na Dzień Matki. Kartka jest jedna i jedyna - dla naszej mamy. Mamy, która jest wyjątkowa, bo kocha nas najbardziej na świecie, a my ją:
 
 
Karteczka ma formę niepowtarzalną, bo jest to kartka sztalugowa z podpórką - mój własny projekt, aby lepiej wyeksponować jej urok i prostotę:
 
 
 
To karteczka z przesłaniem w formie tagu, który dzięki skrzydłom oraz sznureczkowi przypomina trochę motyla i ma uskrzydlać naszą mamę:
 
 
Karteczka jest przeznaczona dla zapalonej ogrodniczki, więc musiała znaleźć się na niej taczka i klimat kwitnącego ogrodu:
 
 
Karteczka jest pełna kwiatów - te na taczce zostały udziergane z kordonka, a ich wnętrza wypełniają pachnące i błyszczące ziarenka kawy:
 
 
Motywem kwiatów są również usłane obie koronki - zarówno duża w tle z przeszyciami, jak i węższa na podpórce. Ponadto ozdobą są też dwie tasiemki:
 
 
Karteczka jest w kolorystyce sepii, czyli odcieni brązu, jak na starym zdjęciu:
 
 
Taki efekt został uzyskany dzięki zabarwieniu elementów - papierów, koronek i szydełkowych kwiatuszków - wyciągami z kawy i kakao, użyciu pastelowych kredek w odcieniach brązu, guziczka tej barwy, sznureczków oraz naturalnych ziaren kawy. Dzięki barwieniu wyciągami karteczka roztacza cudowny zapach. Jest jak poranek z mamą, która robiąc kawę dla siebie pamięta o kakao dla nas.  =)
 
Moją pracę zgłaszam na wyzwania:
 
 














piątek, 1 marca 2013

Barwienie papieru wyciągami

Sprap papiery ze sklepu mają swój urok i zalety. Jednak jest coś niepowtarzalnego w papierze, który się samemu postarzyło. W wielu miejscach możecie poczytać, że do postarzania papieru używa się wyciągów czy to z herbat, czy to z kaw. Np. tutaj jest to fajnie obrazkowo pokazane. Jednego jednak nie przeczytacie chyba nigdzie - ja nie znalazłam - a mianowicie, że taki papier, który samemu się potraktuje wyciągiem ma nie tylko niepowtarzalne kolory, ale przede wszystkim w przeciwieństwie do papieru ze sklepu  posiada zapach. Wiecie jak pachnie papier potraktowany ulubioną kawką, herbatką? Nieziemsko. ^^
 
Do dzieła. Szykujemy potrzebne rzeczy - ulubione kawy, herbaty, filiżanki pędzelki, papier, nożyczki, ołówek, linijkę:
 
 
Łyżeczkę kawy, herbaty, bądź torebeczkę zalewamy odrobiną wrzątku i czekamy aż wystygnie:
 
 
Rysujemy wybrane przez siebie drobne kształty:
 
 
Wycinamy je:
 
 
Pomaluj fragmenty bądź całe elementy:
 
 
Przetestuj różne rodzaje wyciągów:
 
 
 
Śmiało możesz pokolorować większe elementy i to drukowane zwykłą atramentową drukarką, bo jedynie leciutko się rozmażą, jeśli ich mocno nie zamoczysz:
 
 
Drukuj raczej na grubszym niż ksero papierze:
 
 
Możesz wykorzystać dowolne resztki i formaty papieru:
 
 
Farbowany papier może być zarówno bazą jak i elementami dowolnych kompozycji. Jeśli się Wam powygina podczas suszenia zawsze można go przeprasować.
 
 
Próbujcie, testujcie, bawcie się papierem i wyciągami. Polecam.  =)

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Kto by tak nie chciał - zjeść ciastko i mieć ciastko. Ja bym chciała. ^^
 
U mnie w domu ciastka były na te święta w trzech rodzajach i niewiele ich już zostało:
 
 
O ciasteczkach "maszynowych" i pierniczkach opowiadałam, ale o ciasteczkach z cukrową pianką nie było okazji, więc ogłaszam ją dziś. =)


CIASTKA DROŻDŻOWE Z CUKROWĄ PIANKĄ

Składniki:
  • 1 kostka margaryny
  • 1 kostka smalcu
  • 6 szklanek mąki
  • 4 żółtka + 4 białka
  • 4 dkg drożdży
  • 1 kubek śmietany (330g)
  • cukier - ok. 1 szklanki
 
Mąkę posiekać z margaryną, smalcem i żółtkami. Następnie dodać wyrośnięte drożdże, rozpuszczone wcześniej w śmietanie z łyżką cukru. Zarobić ciasto. Pozostawić ciasto w chłodnym miejscu na 1,5 godziny. Wykroić krążki szklanką a w nich naparstkiem mniejsze dziurki. Krążki zamaczać w ubitych białkach i w cukrze. Rozkładać na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia. Piec 20 minut w temperaturze 170 ºC.

 
Do ciasteczka trzeba kawki. Można przetestować np. Moje inspiracje - Latte classic - MOKATE. Reklamowane tak: "Słodka przyjemność w klasycznym wydaniu. W większej części duo-saszetki znajduje się mleczna pianka, w mniejszej kawa rozpuszczalna. Latte classic charakteryzuje się wspaniałym aromatem i głębokim smakiem otulonym puszystą, aksamitną pianką. Wygodna jednorazowa saszetka sprawia, że ulubione Latte można mieć zawsze przy sobie. Bez użycia ekspresu, w maksymalnie 5 min., można przygotować doskonałe, warstwowe Latte jak z ulubionej kawiarni. Nasze Latte zawiera mleko odtłuszczone i nie zawiera konserwantów." (źródło" link). Do dzieła. Przygotowujemy wysoką szklankę i nastawiamy wodę w czajniku:
 

Zawartość większej saszetki wsypujemy do wysokiej szklanki. W drugiej szklance odmierzamy 200 ml wrzątku:
 

Zalewamy piankotwórczy proszek wrzątkiem i energicznie mieszamy do uzyskania mlecznej pianki:


Do malutkiej filiżanki wsypujemy zawartość mniejszej saszetki:


Zalewamy 3-4 łyżkami wrzątku (radzę 4, dałam 3 i kawy było za mało) i mieszamy:


Wlewamy kawę do pianki po łyżce, tak aby spływała po ściance w dół szklanki i nie mieszając się utworzyła ciemniejszą warstwę. Możemy udekorować kawałkiem startej czekolady (lub skruszoną otoczką czekoladową z Michałka, który się akurat nawinął) i mamy kawusię, której nie trzeba słodzić, prawie jak z obrazka:


Zabieramy rurkę, ciasteczka i pakujemy się na łóżko obejrzeć fajny film:


Chwilo trwaj. ^^

Takich uroczych chwil Wam życzę, Kochani, przez cały kolejny rok, nie tylko dziś, w Sylwestra.  =)

wtorek, 9 października 2012

Nic dwa razy sie nie zdarza...

Bardzo lubię wiersz Wisławy Szymborskiej o tym, że nic dwa razy się nie zdarza:
 
Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
 
Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
 
Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy...

 
Przypomina mi on o ulotności i przemijalności wszystkiego, co mnie otacza. Przypomina o tym, aby iść przez życie jak najwolniej, z oczami otwartymi, rozglądając się. Przypomina mi o tym, aby czasu szukać i czas znajdować - dla siebie, dla bliskich, dla ludzi, których się mija, żeby mieć czas na pasje, marzenia i spełniać je bez czekania na lepszy czas, lepszą chwilę, której może już nie być.
 
Za mną kilka niełatwych, zabieganych, zapracowanych, w dużej mierze poza domem spędzonych dni. Za mną wyjazd do Wrocławia, gdzie nie byłam dłuższy czas. Miałam pojechać tam i z powrotem, szybko, tramwajem, ale wyszło inaczej. Szłam przez dworzec PKP, który tak się zmienił po remoncie, z zewnątrz, ale i od środka:
 


 
W tym dużym mieście tak łatwo zauważyć zmiany gołym okiem. Ludzie jednak ciągle jakby tacy sami, tak samo zabiegani, zapatrzeni przed siebie. Tylko turyści z Niemiec na Placu Katedralnym zasłuchani w swoich przewodników kontemplują wieże katedry.
 
Podczas spaceru przez miasto naszło mnie na wspomnienia i refleksje nad tym, co było, co jest i co będzie, nad granicą tego, co zauważamy, a co nam umyka, nad tym, jak wiele paradoksów nas dotyka. Myślałam o tym, co może mnie jeszcze zaskoczyć, a co już nie.
 
Wygrzebałam trochę zdjęć, na których uwieczniłam chwile mojego zadziwienia nad rzeczywistością.
 
Na pierwszym tramwaj, który wyjechał sobie z szyn na drogę w zimie na skrzyżowaniu, jakby zapomniał, ze w tym miejscu skręca, bo nie ma tu toru na wprost:
 
 
Choinki wzdłuż bloków, na trawnikach, które wyglądały, jak wyrzucone przez okno po świętach:
 

 
Blok, jak wiele na tej ulicy, na wąziutkim parapecie coś czarnego, skulonego, ale nie ptak - kot wystawiony za okno:
 
 
Idę ulicą, mija mnie para starszych pań, ubranych w markowe dresy z profesonalnymi kijkami nordic walking. W przeciwną stronę idzie mężczyzna, który podpiera się dwoma sztachetami:
 
 
Wchodzę do sklepu obuwniczego, patrzę, a na półce pantofelki jak z bajki o Kopciuszku. Chcę poczuć się królewną i co? Oczywiście nie ma mojego rozmiaru, żeby przymierzyć. W sklepie zdjęć robić nie można, ale jakoś trzeba uwiecznić to piękne marzenie, choćby ochroniarz miał zaraz potem wyrzucić za drzwi na zbity pysk:
 
 
Na kursie baristycznym pani uczy jak zrobić pojedyncze serduszko - wychodzi jej... podwójne, a mi za pierwszym razem idealne:
 
 
Ciężki los zmusza do dzielenia modemu internetowego z bratem - zabierając go z domu, muszę mu zostawiać kartkę z wiadomością, aby nie szukał i się nie denerwował. Wracam do domu i wita mnie znienawidzona kartka wołająca "rozlicz się z modemu":
 
 
Siedzę sobie na podłodze i przeglądam gazetę. Nagle coś idzie sobie koło mnie. Myślę "mysz" - przyglądam się bliżej, a to nietoperz:
 
 
Kiedy przeglądam oferty na Allegro i widzę takie ogłoszenie, to moja pierwsza myśl - na pewno facet wystawiał. Sprawdzam - facet:
 
 
Faceci to mistrzowie nie tylko wystawiania ofert, ale ich pakowania tym bardziej. Wiecie, ile materiałów potrzebuje facet, żeby zapakować małą puszkę sprayu?
 
 
Wielki karton, wielki worek, calutką gazetę z ogłoszeniami motoryzacyjnymi:
 
 
Do tego kilometr taśmy do pakowania, żeby to zamknąć w pogniecionym pudle:
 

I kilometr taśmy przezroczystej, żeby Ci utrudnić maksymalnie zobaczenie, co Ci zapakował:

 
Po zapakowaniu wysyła Ci mail z prośbą o dopłatę, bo cena przesyłki po zapakowaniu w "tajemniczych okolicznościach" wzrosła ze względu na wagę. A Ty czekasz przez strupa tydzień na przesyłkę, bo Ci o tym pisze w piątek pod wieczór.
 
Jeśli myślicie, że to wyżej to szczyt możliwości pakowania, to się mylicie. Bywało ekstremalniej. Przy tej się popłakałam:
 

To zaś to kilometr folii bąbelkowej owinięty kilometrem taśmy przezroczystej, z której nie mogłam wydobyć tej malutkiej pary kolczyków:

 
 
Czasem chcę, żeby coś się powtórzyło, a czasem mam nadzieję, że to się drugi raz nie powtórzy.
 
Życie jest jednak bardzo skomplikowane w swoim scenariuszu.
 
Zostawiam Wam jeżyka, który prosty wcale nie jest:
 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...