Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opakowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opakowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 października 2012

Zielona jesień pachnąca śliwkami

Jesień przywitała mnie bardzo zielono. Mój krótki wierszyk o zieleni:
 
Zieleń mnie uspokaja
Do życia pozytywnie nastraja
Nadziei jest symbolem
I wierności kolorem
 
To kolor wiosny
I Świąt radosnych
Połączenie żółci i błękitu
Nowego życia i rozkwitu
 
przyniósł mi szczęście i zielony komplet biżuterii, który był wygraną w candy na blogu u Aksy trafił do mnie. Tutaj możecie zobaczyć jak się na mnie prezentuje wraz z broszkami od Madzi:
 
 
Dziś otrzymałam jeszcze jedną przemiłą paczuszkę od Ani z bloga Dziergadła, biżutki i reszta, która w dobroci swego serduszka postanowiła obdarować drobiazgami wszystkich uczestników candy, nie tylko zwycięzców. Nawet nie umiem Wam opisać jaką radość sprawił mi ten prześliczny zielony komplet kolczyków:
 
 
Ania jest dla mnie mistrzynią w dziedzinie twórczej pracy dotyczącej najdrobniejszych z koralików. Tak drobnymi koralikami to ja potrafię tylko wyszywać filcowe kwiatuszki. Dziękuję Ani za piękny dar serca. Rozpłynęłam się otwierając przesyłkę. Na widok herbatek zaczęło mnie tak strasznie ssać, że od razu zagotowałam wodę w czajniku, żeby skosztować śliwkowego grzańca, którego szukałam po sklepach, jednak bez pozytywnego efektu:
 
 
Ten grzaniec śliwkowy jest wyśmienity. Musicie spróbować. Pachnie zabójczo i jest słodziutki sam z siebie. Bardzo pobudza do twórczej pracy. Ja od razu się zainspirowałam i stworzyłam sobie wreszcie kasetkę na biżuterię, z papieru oczywiście ^^:
 
 
Zrobiłam tekturowe przegródki w dwóch pudełkach po czekoladkach i całość zamknęłam w większym tekturowym etui tak, aby szufladki wypełnione biżuterią mogły być swobodnie wysuwane:
 
 
Szufladka po prawej, w kolorach czarnym i srebrnym głównie, to moje wcześniejsze drobiazgi biżutkowe, a po lewej to dary od Was, kochani, za które Wam strasznie dziękuję. Zobaczcie sami, ile kolorów wniosły one w moje kobiece życie. =)
 
Robiłam tyle kompletów filcowych, a ani jednego dla siebie, jak widać na powyższym zdjęciu. Postanowiłam się poprawić. Zamówiłam sobie troszkę półfabrykatów, więc będę tworzyć znowu:
 
 
Znalazłam też rozwiązanie problemu rozbiegania półfabrykatów po szufladach - niech żyje opakowanie po surówkach z baru ^^:
 
 
Pamiętajcie kochani - zastanówcie się dwa razy, zanim raz coś wyrzucie. Matka ziemia będzie Wam wdzięczna.  =)

piątek, 3 sierpnia 2012

Soczysta zasmaczystość

Potrzebowałam pilnie żelu pod prysznic pewnego dnia, dawno temu. Akurat trafiłam do Intermarché. Nie spodziewałam się rewelacji i dużego wyboru. Żeby dokładnie sprawdzić z czym mam do czynienia, szłam wzdłuż półki, otwierałam wszystko po kolei i wąchałam, niespecjalnie zwracając uwagę na markę tego, co akurat ściągałam z półki. Chciałam, żeby mnie coś mile zaskoczyło po prostu. I tak się stało.

Coś zapachniało tak soczyście, że ścisnęło mnie w dołku i poczułam się głodna. Już wiedziałam, że to chcę. Przyjrzałam się produktom na półce. Moim oczom ukazały się trzy kompozycje zapachowe:
- banan & truskawka
- malina & jagoda
- ananas & kokos & winogrono

W ręku miałam tą pierwszą.

 
 (źródło: tutaj)

Porównałam wszystkie trzy i wróciłam do tej pierwszej. Ta mnie najbardziej urzekła. Cena też była miłym zaskoczeniem. Zabrałam ją do domu. Nazywała się "Duche Smoothie Fraise Banane" od LABELL. Opakowanie o pojemności 250 ml miało napisy po francusku. Doklejona została tylko z tyłu niewielka nalepka z tekstem po polsku, z którego można było się dowiedzieć, że żel ten:
- ma charakter peelingu, gdyż zawiera ekstrakty z prawdziwych owoców - drobinki widoczne były w nim gołym okiem przez przezroczyste opakowanie,
- nie zawiera parabenów,
- skóra po jego użyciu jest lśniąca, odświeżona i uwodzicielsko pachnąca.

Przetestowałam go przy najbliższej okazji. Podczas mycia - sama przyjemność. Żel okazał się gęsty. Tylko lekko się pienił. Owocowe drobinki przyjemnie pieściły skórę, które potem była nawilżona i przyjemnie gładka. Cudowny, owocowy, świeży, orzeźwiający, intensywny, naturalny zapach towarzyszył mi przez cały czas tego niezwykłego spotkania. Używałam go stale przez długi czas, bo okazał się bardzo wydajny. Przywiązałam się do niego tak bardzo, że przykro mi było wyrzucać puste opakowanie, za to wielką radość sprawił zakup kolejnego. Zdecydowałam się przetestować kolejno pozostałe warianty.

Malinowy już się prawie kończy, a ananasowy jest już mocno nadpoczęty. Moje zmysły są rozpieszczane nieustannie i tak ma być. Który będzie następny? Myślę, że wrócę znów do pierwszej miłości z tej serii - do truskawki, która była z nich najsłodsza. Co musiałoby się stać, żebym zmieniła zdanie? To oczywiste - musiałby mnie w sobie rozkochać żel bardziej owocowy, ale czy jest taki?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...