Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanzashi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanzashi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

Domki

Uczyłam się nowych rzeczy - haftu wstążeczkowego i przygotowania kanzashi szytego:
 

Kwiatuszki posłużyły do ozdobienia domków wypełnionych recyklingową zawartością z dodatkiem pachnącego, lawendowego suszu:


Okienka, drzwi oraz kominy są z recyklingowych kawałków wstążek materiałowych:


 
Dlatego zgłaszam moją pracę za wyzwanie Wyzwanie wstążkowe Frezji:
 
 
Domek ma z tyłu etykietkę i recyklingowy sznureczek:
 

Potraktowałam je dostępnymi mediami - tuszami, farbkami oraz stempelkiem:


Dlatego z radością zgłaszam mój domek na Wyzwanie#8 DOM - Challenge #8 A HOUSE:

 

wtorek, 27 listopada 2012

Kusudama - pierwsze starcie

Kochani, co widzę jakieś papierowe cudo, to mnie rączki swędzą, aby zrobić. Nie inaczej było rok temu z kusudamą. Jak zobaczyłam te obrazki, to złapałam bakcyla:
 
[źródło: tutaj]
 
Nie miałam przesadnych ambicji. Wydawało mi się, że chcę zrobić najprostszą kulkę, a przynajmniej najpopularniejszy jej wzór, który nie wydawał mi się za trudny. I co? I to, czyli klapa:
 
 
Jestem tylko człowiekiem i nie wszystko mi chodzi, mimo najszczerszych chęci. Złożenie elementów już mnie skutecznie zniechęciło, a sklejanie dobiło. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić. Sam opis i schemat nie pomagał i nie wystarczył. Próbowałam sobie pomóc taśma dwustronną, ale wszystko się rozleciało i posklejało ze sobą. Totalna porażka. Wrzuciłam to do pudełka i schowałam w najciemniejszym kącie strychu. Odgrzebałam to, kochani, aby pokazać Wam, że są rzeczy naprawdę trudne do zrobienia z papieru. Trudne nie tylko dlatego, że wymagają poświęcenia dużego nakładu czasu i ogromnej cierpliwości, ale trudne przede wszystkim dlatego, że brakuje dobrych, naprawdę dokładnych tutoriali. Elementy są jeszcze do złożenia według schematu, ale sklejenie bez schematu to kosmos i syzyfowa praca.
 
Słowo "kusudama" (jap. 薬玉,) jest połączeniem dwóch japońskich słów: kusuri - lekarstwo oraz tama - kula. W starożytnej Japonii kusudama była torbą wypełnioną substancjami zapachowymi, mającymi na celu odstraszenie złych duchów i demonów, głównie w czasie dorocznego Święta Dzieci w dniu 5 maja. Kiedyś wnętrze kusudam wypełniało się aromatycznymi ziołami, wieszało w sypialni - miało to chronić przed chorobami i złymi duchami. Kusudamy uważane były również za talizmany przynoszące pomyślność i szczęście. Współcześnie ozdoba ta ma formę kuli wykonanej m.in. ze sztucznych kwiatów lub papieru, np. metodą origami, z kilku lub kilkudziesięciu modułów połączonych za pomocą kleju, bez kleju lub szytych. Czasem doczepia się do niej od spodu długie, kolorowe wstążki, tasiemki, nici. Jest używana w trakcie różnorodnych ceremonii, jak np. otwarcie nowego sklepu, czy restauracji. Czasem służy jako prezent. Dzisiaj kusudamy przeważnie używane są do dekoracji - tworzy się je z pięknych, dekoracyjnych papierów, ozdabia frędzlami, a także dodaje koraliki i perełki.
 
Jeśli ciekawi jesteście instrukcji, z jaką ja próbowałam się zmierzyć, to odsyłam Was do Agnieszki. Jeśli chcielibyście stać się szczęśliwymi posiadaczami takiego niesamowitego bukietu, a czujecie, ze nie podołacie zrobieniu takiego własnoręcznie, to zapraszam Was cieplutko na candy:
 
 
Spieszcie się, bo okazja niezwykła, a jeszcze tylko kilka dni aktualna. =)
 
W ramach ciekawostki zdradzę Wam, iż są osoby, które robią z takich elementów nawet choinki. Bez schematu jednak nie spróbuję. Pięknie się prezentują kusudamowe dekoracje świąteczne. Mam chrapkę na takie, ale mierząc siły na zamiary poprzestanę na próbie uratowania kilku modułów z pudełka raczej. Szczęka mi najbardziej opada przy oglądaniu kusudam kanzashi. To dopiero mistrzostwo. Może jednak te w innym życiu. ^^
 
Tymczasem całusy i do usłyszenia.  =*

poniedziałek, 19 listopada 2012

Ciasto dla każdego

Kochani, dziś będzie słodko. Będę dziękować i częstować wszystkich moim ciastem:


Mam go więcej, więc sięgajcie śmiało. To murzynek z przepisu, który dostałam od Ani, koleżanki ze studiów. To było pierwsze moje w życiu samodzielnie upieczone ciasto. Przepis jest tak prosty, że każdemu musi się udać:
 
MURZYNEK ANI
Składniki ciasta:
  • 1 kostka margaryny mlecznej
  • 8 łyżek zimnej wody
  • 2 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 4 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • inne dodatki, jak rodzynki, orzechy - według gustu i uznania
 
Do wysokiego (koniecznie!) garnka wlewamy odmierzoną zimną wodę i stawiamy go na gazie. Podgrzewamy. Wsypujemy odmierzone kakao. Mieszamy. Wsypujemy odmierzony cukier. Mieszamy. Wrzucamy odmierzona margarynę. Mieszamy aż się całkowicie margaryna roztopi. Kiedy masa zaczyna wrzeć zmniejszamy płomień i pozwalamy masie pobulgotać 3 minuty. Zdejmujemy masę z ognia, odlewamy pół szklanki do czegoś w czym będziemy mogli ją otem podgrzać, polecam garnuszek,  i odstawiamy obie części masy do ostygnięcia. Kiedy dotykamy dna wysokiego garnka i nie czujemy już ciepła, wbijamy do niego całe jajka. Mikserem łączymy masę z jajkami. Odmierzamy mąkę, przesiewamy i łączymy z odmierzonym proszkiem. Mąkę z proszkiem stopniowo wsypujemy do masy kakaowo-jajecznej ciągle mieszając mikserem. (Można na koniec dodać bakalii, a nawet oprószonych mąką drobnych owoców, ale nie będzie to tradycyjny murzynek wtedy.) Wylewamy do formy wyłożonej papierem i pieczemy 60 minut w temperaturze 170ºC. Wyciągamy od razu i odstawiamy do wystygnięcia. Kiedy troszkę przestygnie, podgrzewamy odłożoną masę kakaową i polewamy nią ciasto jako polewą.
 
Ważne rzeczy to:
- wybranie odpowiednio wysokiego garnka, żeby kipiąca masa nie uciekła;
- kolejność podgrzewania: woda - kakao - cukier - margaryna, żeby margaryna dobrze się połączyła z resztą składników - w przypadku odwróconej kolejności może wypłynąć ponad resztę i już tak zostać, wtedy będzie można już tylko wyrzucić wszystko;
- przesianie mąki, żeby ciasto nie było zakalcowate;
- dokładne odmierzenie wody i proszku, żeby ciasto nie było suche i było wyrośnięte;
- dobranie blaszki: mniejsza - ciasto wysokie, gruba polewa, ciężkopodzielne, większa - ciasto płaskie, mało polewy, ale za to łatwiej podzielne;
- jeśli ktoś nie lubi zbyt słodkiego ciasta, może odmierzyć niepełne szklanki cukru.
 
Prościzna. A jaka smaczna. ^^
 
Ciacho dla Was, moi słodcy. Dziękuję Wam za każdy oddany głos w wyzwaniu u Asi:
 
 
Dziękuję, że chcieliście zajrzeć i zagłosować. Dziękuję za komentarze, w których pisaliście, że działacie. Jestem onieśmielona, a zarazem przeszczęśliwa, że to mój malutki motylek kanzashi skradł tyle serc:
 

To dla mnie rzecz wielka zostać wyróżnionym wpośród tak wielu niesamowitych prac. Sama oddałam swoje głosy na trzy z nich. Wzajemna motywacja przynosi niesamowite efekty. Zmotywowaliście mnie, aby stworzyć coś nowego i wziąć udział w wyzwaniu. Teraz swoimi głosami zmotywowaliście mnie do dalszych poszukiwań, odkryć i dzielenia się spostrzeżeniami. Będzie ciąg dalszy, macie na to moje słowo. Życzę Wam, moi drodzy, mnóstwa cudownych pomysłów rękodzielniczych i jeszcze więcej zapału w spełnianiu Waszych marzeń. Mam też dla Was coś na zachętę, abyście spróbowali techniki kanzashi. Oto link do najdokładniejszego tutorialu na kwiatuszek kanzashi wygrzebanego w sieci -> klik. Przy jego pomocy stworzycie coś, co ja dziś dziubałam pół dnia. Ma średnicę 5 cm i jest z białej wstążki o szerokości 6 cm. Wykończony trzema koralikami na druciku:
 
 
Do dzieła, kochani. Wiem, że nie ma dla Was rzeczy niemożliwych. =)
 
Ostatnie podziękowanie kieruję ku moim obserwatorom, których jest już 80. Ciągle zapominam napisać Wam, jak się cieszę, że jesteście. Dziękuję moim zaglądaczom za przekroczenie magicznej jak dla mnie liczby ponad 10 000 wejść na tego bloga:
 
 
Jesteście niesamowici. Dziękuję też moim komentatorom. Niedługo i Wy rozbijecie bank 1000 komentarza. Niewiele już brakuje. Każde słowo od Was to dla mnie skarb. =*
 
Na koniec taki mały ps. Jeśli myślicie o świątecznych pierniczkach, to dobrze zacząć ich produkcję na początku grudnia, aby powoli zmiękły do świąt. Polecam sprawdzony przepis, który jest u mnie na blogu od dłuższego czasu -> klik. Ten, jak i pozostałe moje przepisy kulinarne czekają zawsze, aby Was zainspirować, w specjalnym pasku bocznym u góry bloga z linkami do odpowiednich postów. Smacznego.  =)
 
Zostawiam Was z bardzo kreatywną myślą:
 
Kreatywność to wymyślanie, eksperymentowanie, wzrastanie, ryzykowanie, łamanie zasad, popełnianie błędów i dobra zabawa.
[Mary Lou Cook]


piątek, 16 listopada 2012

Przygoda z iris folding

Kochani, dzisiaj, kiedy już wiem, że wszystko co pokażę, jest już u osób obdarowanych, pokażę z bliska kilka obrazków zrobionych metodą iris folding. Robiłam je pierwszy raz w życiu i nie są idealne, ale myślę, że mogą troszkę zainspirować Was do nowych papierowych poszukiwań i odkryć.
 
Najpierw słów kilka o samej technice iris folding. Żeby ją Wam przybliżyć, zacytuję najprzystępniejszy opis po polsku jaki znalazłam w Internecie:
 
Iris to tęczówka oka lub przysłona w aparacie fotograficznym. Dekoracyjna technika iris folding pozwala uzyskać z papieru efekt kojarzący się z jednym i drugim znaczeniem tego słowa. Technika ta pochodzi z Holandii i polega na naklejaniu na podkład pasków papieru na zakładkę (folding to zakładanie, plisowanie) według przygotowanego wcześniej spiralnego wzoru. Metoda ta pozwala stworzyć obrazki przypominające papierową mozaikę. Do wykonania pracy potrzebny jest karton z rozrysowanym na nim wzorem, który posłuży jako podkład do naklejania pasków, kolorowy lub wzorzysty papier, karton z wyciętym w nim kształtem nadającym pracy zaplanowany ostateczny wygląd oraz nożyk i linijka do cięcia pasków. Bardzo dobry będzie do tego celu któryś z noży segmentowych z ostrzem 9mm. Przygotowane paski dobrze jest zagiąć wzdłuż na połowę. Dzięki temu efekt dekoracyjny będzie lepszy niż w przypadku pojedynczego paska. Można je skleić, aby się nie rozkładały. Paski te powinny być na tyle długie, aby w momencie przyłożenia do szablonu sięgały od brzegu do brzegu kartonu. Na kartonie odrysowujemy kontur wzoru i wycinamy środek. Pod tak przygotowany kartonik podkładamy wydrukowany wzór i naklejamy paski według widocznej na wzorze kolejności, w ten sposób by zagięty brzeg każdego paska był zwrócony do wewnątrz obrazka. Czynność tę powtarzamy aż do zaklejenia całego wzoru. Następnie na spodnią stronę gotowego obrazka doklejamy „plecy” czyli kartonik w takim samym kolorze, jak kartonik z wyciętym konturem i ... mamy gotowy obrazek. Jeżeli wykonany wzór chcemy wykorzystać do większej całości, kartonika nie musimy już podklejać od spodu, wystarczy, że nakleimy go w wybranym miejscu. Wzory można zmniejszać lub zwiększać np. na ksero i w ten sposób modyfikować wielkość swojej pracy.  [źródło]
 
Po dokładne, obrazkowe tutoriale odsyłam w te kilka miejsc:
- tutaj - najprostszy,
- tutaj - średni,
- tutaj - najtrudniejszy, kreatywny. 
 
Oto moje dzieła z wykorzystanie tej techniki:
 
- motyl:

- koniczynka:


- jabłko:


- oraz serce:

 
Nie trzymałam się do końca zasad. Nie zginałam pasków papieru, bo nie mam pomysłu na składanie ich równo na pół, to po pierwsze, Po drugie wydawało mi się to jakimś niepotrzebnym w sumie marnotrawstwem papieru i dodatkowym zachodem, który sprawia, że obrazek na końcu był jakiś taki za mocno "napuchnięty", a przez to nierówny i trudny do oprawienia. Przez to, że zawsze miałam kłopot z wyobraźnią przestrzenną, nie do końca poradziłam sobie też z odczytywaniem wzorów i ich odbijaniem. Sama technika jest troszkę pracochłonna, ale efekt mi się bardzo podoba, no i wszystko jest z mojego ukochanego papieru. Na pewno wrócę do tej techniki jeszcze i powalczę z innymi wzorami. Polecam. =)
 
Na koniec oczywiście troszkę chwalipięctwa. Oto moja słodka nagroda z candy na blogu Scrapki Iwony:
 

Częścią niespodzianki były także digi-stempelki, które możecie zobaczyć na blogu u Iwonki tutaj. Mam swój śliczny kalendarzyk na kolejny rok i może w końcu zacznę doganiać ze swoimi pomysłami dobę, która niezmiennie chce być stanowczo za krótka i mieć tylko 24 godziny. Przydasie puszczam w ruch, żeby zdążyć z kartkami świątecznymi w tym roku od zaraz. W ogóle to strasznie chciałabym mieć już jakąś dekorację świąteczną. Tymczasem dziękuję Iwonce za zabawę i słodką niespodziankę. Uśmiechu Basi, Słoneczka, którego rączka mnie wylosowała, nigdy nie zapomnę. Całuski dla Was dziewczyny. =* =* Zerknijcie, moi mili na świąteczne zawieszki autorstwa Iwonki, na które zachorowałam.
 
A to nie koniec słodyczy, gdyż przyfrunęła do mnie paczuszka od Zuzi, która dzielnie prowadzi bloga Najra-Art:


Zuzia potrafi wyczarować piękne i ślicznie pachnące świeczuszki, także wyglądające jak szklaneczka coli i ciasteczko, a tak naprawdę o zapachu kawy i poziomki. Mniam:


Konikiem Zuzi jest jednak niezwykle delikatna i kobieca biżuteria:

 
Mogę w takiej nawet spać. Kolory od kakaowego, przez kawowy, do cappucino skradły moje serducho. Dziękuję Zuziu za pełną inspirującej i czarującej słodyczy paczuszkę w ramach zabawy "podaj-dalej". =*
 
Na moim blogu też była ogłoszona taka zabawa. Zapisały się na nią cztery osoby, ale jedna uparcie do dziś nie przysłała mi adresu, choć się o niego upominałam. Uznałam, że zrezygnowała z zabawy, dlatego listę uznaję za zamkniętą i zabieram się za tworzenie paczuszek, gdyż tak jak obiecałam będą one miały charakter świąteczny i przed świętami zostaną wysłane do Wioletki, Zuzi i Karolinki.
 
Przypominam też o głosowaniu na niezwykłości rękodzielnicze, gdzie można oddać głos między innymi na mojego motylka kanzashi - klik.  =)

sobota, 10 listopada 2012

Wśród motyli

Bardzo się cieszę, Kochani, że w końcu mogę dziś pochwalić się Wam moją wymianką motylową, którą zorganizował blog Tociaki │ Z pasją do tworzenia:
 
 
Moją parą była Ania z bloga I wyszło szydło z worka... . Bardzo spodobało mi się motto Jej bloga:
 
Jeżeli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna, powiedz sobie, że Arkę Noego zbudowali amatorzy, a Titanica - profesjonaliści...
 
Dla Ani przygotowałam: obrazek z motylem techniką iris folding, decu podkładkę-zawieszkę, zakładkę z myślą, karteczkę z moim motto, kwiatuszek-broszkę z filcu, kwiatuszek z tkaniny, maskotkę sówkę-zawieszkę, inicjał z pasty modelarskiej, ozdobne klamerki, filcowy zestaw biżuterii, świeczuszki, cudaczki z masy cukrowej, słodkości oraz scrap-motylki we wszystkich kolorach tęczy:
 
 
Największym wyzwaniem było stworzenie motyla kanzashi, o którym już Wam pisałam, oraz motylka z koralików, gdyż robiłam go również pierwszy raz w życiu. Próbowałam się trzymać tutorialu, który zaproponowała organizatorka wymianki, ale nie miałam odpowiednio zróżnicowanych korali i wyszedł taki oto maciupeńki stworek, ledwo widoczny w centrum powyższego zdjęcia:
 
 
Paczuszka od Ani dla mnie też była bardzo uskrzydlona:
 

Wraz ze słodkościami, koralikami, kamyczkami i ślicznymi serwetkami przybył do mnie taki słodki, miodowy, dziergany misio-breloczek:


Wymarzone dziergulowe kolczyki:


Dwustronne motylowe decu-kolczyki:


Decu-pudełeczko na skarby:


Decu-zakładka - nie dość, że pierwsza zrobiona dla mnie, to jeszcze decu i motylowa:


Urocza decu-świeczuszka:

 
Będę miło wspominać wymiankę motylową. Drobiazgi od Ani bardzo mi się podobają. Wiem od mojej pary wymiankowej, że wiele z tych drobiazgów robiła pierwszy raz, więc i dla niej była to okazja do spróbowania nowych rzeczy. Tym bardziej dziękuję Ani za trud przygotowania paczuszki dla mnie. Całus dla Ciebie, Aniu. =*
 
Chwalę się wymianką dzisiaj chyba jako jedyna, bo przeleciawszy wszystkie blogi, które brały udział, nigdzie wzmianki nie znalazłam, a regulamin jak i mail od organizatorki, mówią że to dziś. =P

poniedziałek, 5 listopada 2012

Para buch, garnki w ruch

Kochani walczę z poświątecznym kacem. Rozłożyło mnie fizyczne i psychiczne zmęczenie po przydługim świątecznym weekendzie, a co za tym idzie niemoc twórcza. Przez dom przetoczyło się za dużo osób, a ja nie lubię, jak moje cztery ściany zamieniają się w hotel, nie lubię jak we własnym domu nie mam spokoju. Głowa mi pęka i Etopiryna nie chce pomóc. Pomijając te kilka drobiazgów, przepraszam za moją nijakość. Choć czasu i sił mało, mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie już normalniejszy i łaskawszy. Chcę poczuć się swojsko we własnej skórze i we własnych czterech ścianach. Tymczasem pragnę podziękować. Najpierw za tak dużo ciepłych słów dla małego motylka kanzashi z poprzedniego posta. Wyleciało mi z głowy, żeby zrobić mu zdjęcie koło linijki i na dłoni. Sama się na niego zapatrzyłam. ^^ Poprawię się. Tymczasem motylek spakowany czeka już w jednej z paczuszek gotowych do wysłania jutro:
 
 
Wioletko, Małgosiu, Aniu - drżyjcie - listonosz idzie. ^^
 
Jeśli chcielibyście zobaczyć jak wyglądają kwiaty kanzashi zerknijcie tu i tu. Na tym blogu aktualnie trwa candy, gdzie można wygrać taki kwiatuszek, tyle że nie z delikatnej wstążki, a ze zwykłej tkaniny.
 
Dziękuję również w imieniu brata za ciepłe słowa o jego ziemniaku faberge. Okazało się, że był on wart 200 zł, które wygrał. Farciarz, ale co by on zrobił, gdyby nie siostra, która mu pomogła i Wy, kochani. =P
 
No i jeszcze specjalne podziękowanie. Dla Karolinki, która kiedyś napisała mi w komentarzu, że moje pomysły, zwłaszcza te na utrzymanie porządku, się przydają. To strasznie miłe. Pomysłów będzie więcej, tylko czasu musi też być więcej. ^^ Od Karolinki otrzymałam tytuł "Perfekcyjnej Pani Domu". Ciągle się czerwienię, jak tylko mi się o tym przypomni. To największe z otrzymanych wyróżnień. Dziękuję, Kochana. =* Mam nadzieję, że do Japonii to Ty mnie zabierzesz. ^^ Dla Ciebie coś co lubię strasznie, co mogę jeść do oporu, co nigdy mi się nie znudzi i co kojarzy mi się z dzieciństwem, czyli...
 
... no właśnie, nazw jest bardzo wiele. Doliczyłam się w Internecie dziewięciu, a dla mnie to po prostu...
 
PAROWCE
(Buchty, Parowańce, Pampuchy, Paruchy, Parzaki, Pąki, Pyzy drożdżowe, Kluchy na łachu)
Składniki:
  • 50 dkg mąki
  • 5 dkg drożdży
  • 2 jajka
  • 1,5 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
  • 5 dkg masła stopionego
Z kilku łyżek ciepłego mleka, drożdży, 1 łyżki mąki i 1 łyżki cukru sporządzić rozczyn, który powinien mieć konsystencję gęstej śmietany. Ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Do miski wsypać mąkę, wbić jaja, resztę ciepłego mleka i wlać rozczyn. Ciasto na kluski wyrabiać ręką tak długo, aż będzie odrywać się od brzegów miski. Wówczas dodać stopione i ostudzone masło, szczyptę soli i dalej wyrabiać. Następnie miskę nakryć ściereczką i ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 30 minut. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, podzielić je na ok. 15 części formując kule wielkości pączków i układać na stolnicy posypanej mąką lub wycinać je po prostu szklanką:
 
 
 
Gdy kluski zaczną rosnąć, po ok. 10 minutach gotujemy je na parze. Szeroki garnek z wrzącą wodą nakrywamy płócienną ściereczką lub kawałkiem czystej firanki o malutkich oczkach i obwiązujemy sznurkiem wokół brzegu lub gumką pasmanteryjną. Na ściereczce układamy kluski partiami i nakrywamy pokrywką:
 
 
 
Gotujemy ok. 10 min, aż będą puszyste. Polewamy roztopionym tłuszczem, aby się nie posklejały:
 
 
Kluski podajemy z tym, co lubimy najbardziej: na słono lub na słodko, na gorąco z sosem jagodowym lub innym owocowym, stopionym masłem i cynamonem albo na zimno z pieczenią i sosem. Ja lubię z gulaszem z piersi z kurczaka ze świeżo posiekaną natką:
 

Oraz ze słodkim sosem:

 
Zajrzyjcie na blog Mała rzecz a cieszy, gdzie Agnieszka pokazuje "studencki" sposób podgrzewania parowców kupionych w sklepie - "Jak przygotować pyzy na parze po studencku w 3 minuty". ^^
 
Na koniec podziękowania dla autorki słodkiej ptaszyny:
 
 
Elemelek, który oficjalnie dziś z nami zamieszkał, przyleciał z bloga sabi-chic, gdzie uśmiechnęło się do mnie szczęście. Nie miał łatwego lotu, bo zazdrosne gołębie pocztowe Poczty Polskiej zaostrzyły sobie pazury na jego skrzydełka i starały się mu je podciąć. Elemelek jednak się nie dał.  =)

sobota, 3 listopada 2012

Urok kanzashi

Kanzashi to w dosłownym tłumaczeniu japońskiego źródłosłowu "簪" ozdobna szpila do włosów, noszona w Kraju Kwitnącej Wiśni zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, która ma swoją długą historię i znaczenie w tamtejszej kulturze po dziś dzień. Określenie to w szerszym znaczeniu dotyczy nie tylko ozdobnych szpilek, ale i innych ozdób do włosów, w tym grzebieni, a nawet broszek do pasów obi. Tworzenie tych ozdób jest prawdziwą sztuką i nauka stosowanej techniki odbywa się pod okiem mistrzów, tych jednak z dnia na dzień jest coraz mniejsza grupa, a co za tym idzie coraz mniejsza jest grupa ich uczniów. Ozdoby te wykonywane są chińskiego jedwabiu i kleju ryżowego. Aby podtrzymać tradycję i nie dopuścić do zaniku kanzashi amatorzy i entuzjaści kultury japońskiej nie przywiązując wagi do używania tradycyjnych materiałów oraz technik próbują ocalić tę sztukę od zapomnienia. Najbardziej popularne ozdoby kanzashi wytwarza się je metodą tsumami, czyli składania płatków z pojedynczych kwadracików materiału i sklejania ich w celu ułożenia wzoru. Z płatków tworzy się przed wszystkim kwiaty, a z nich całe ich bukiety, ale można też złożyć na przykład motyla.
 
Motyl kanzashi był moim marzeniem i wielkim pragnieniem, od kiedy zobaczyłam go pierwszy raz na zdjęciu w Internecie. Szukałam na próżno dokładnego tutorialu, instrukcji wykonania. Sztuka ta ma swoje tajemnice. Nie poddałam się i przyglądając się różnym fotografiom znalazłam swój sposób na jego stworzenie. W całości ma wymiary 4 x 5 cm i jest wykonany z szerokiej, błyszczącej wstążki w dwóch kolorach, a wykończony drobnymi koralikami na cieniutkim druciku:
 
 
To urocze, delikatne, leciutkie maleństwo napawa mnie dumą i aż się prosi, aby wykonać tą techniką kolejne piękne drobiazgi. =)
 
Ponieważ motylek jest malutki chciałabym go zgłosić do Szuflady na Wyzwanie #22 Mała Forma, jeśli nie jest za późno:
 
 
oraz na Wyzwanie #2 u Asi, które brzmi COŚ NOWEGO:
 
 
W końcu to był mój pierwszy raz z tak egzotycznym rękodziełem i tak niełatwą techniką. A Wy, kochani, co zmajstrowaliście ostatnio nowego?  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...