Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podziękowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podziękowania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 sierpnia 2014

Home sweet home...

Cieszę się bardzo, że mam już za sobą ostatni miesiąc, a szczególnie te dwa niełatwe tygodnie przedświąteczne, które były moim czasem rehabilitacji. Skończyła się moja półtoraroczna gehenna cierpienia i bezowocnego szukania pomocy u nic nie wartych lekarzy specjalistów. Pomoc przyszła z zupełnie niespodziewanej strony, jak w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Tym, że już praktycznie nie mogłam chodzić przejęli się świadkowie Jehowy. Znaleźli panią rehabilitantkę, która podjęła się gimnastyki. Zdiagnozowała zadawnione zakleszczenie wysuniętego dysku między kręgami lędźwiowymi ze zrostem. Przez trzy dni wciskaliśmy na siłę dysk na miejsce bez znieczulenia, a jak wrócił na nie, zajęliśmy się nauką chodzenia od nowa. Ból, jaki towarzyszy takiemu stanowi, kiedy dysk nie jest na swoim miejscu, jest nie do opisania. Wykonywanie najprostszych czynności życiowych jest koszmarem. Świat wygląda tak:
Choroba wszystko przewraca do góry nogami, ból wszystko przewartościowuje. Wszystko dzieje się szybko, chwilami za szybko. Wszystkiemu towarzyszą skrajne emocje. Ciężko jest wrócić do codzienności, ciężko zacząć od nowa, poukładać sobie wszystko w głowie, uporządkować otoczenie, rozplanować codzienność. Wychodzenie na prostą wymaga czasu...
Choroby są po to, by nam przypominać, że nasz kontrakt z życiem może być w każdej chwili unieważniony. (Emil Cioran)
Uratowała mnie gimnastyka metodą McKenziego. Jeśli będziecie ciekawi, na czym polega odsyłam na stronę Instytut McKenziego Polska - Klinika schorzeń kręgosłupa. Ogólnie rzecz ujmując to "nastawianie" wysuniętego dysku na właściwe miejsce i staranie o to, aby tam pozostał. Gimnastyka zachowawcza polega na ćwiczeniach związanych z wyginaniem ciała zależnie od kierunku wysunięcia dysku. Ponieważ moje dyski wysunięte były do tyłu i ja musiałam wyginać się do tyłu. Na rehabilitację przychodzi się w dresach, a nie w dżinsach. To ćwiczenie nazywa się przeprostem i wymaga ogromnej kondycji, której nigdy nie posiadałam, przez co było to dla mnie strasznie trudne. Przeprosty robi się seriami, po dziesięć. Najpierw, do "wciśnięcia" dysku na właściwe miejsce, z uciskiem na plecach przez rehabilitanta, a potem samemu. I trzeba ich robić nieskończenie wiele, nie tylko podczas rehabilitacji, ale i po. Spędzam więc każdą chwilę wolną na materacu i ćwiczę. Ćwiczenie przynosi ulgę w bólu, ale wykańcza stawy rąk. To trudny stan. Żeby zmieścił się w pokoju materac, musiałam poprosić o wyniesienie stołu, przy którym i tak nie byłam w stanie już siedzieć:
Rękodzieło musiało ustąpić miejsca rehablitacji. Leżąc na brzuchu z drętwymi rękoma niewiele można robić, TV nie idzie oglądać, a w dodatku przy podłodze w moim pokoju Internet ma najsłabszy zasięg w domu, więc atrakcji brakowało. =/
Kiedy pani rehabilitantka pozwoliła mi zacząć siadać na krześle przy stole, cieszyłam się jak dziecko i nie mogłam nacieszyć. Jedyne co udało mi się zrobić od tego czasu, to tutkowa kartka świąteczna dla niej z podziękowaniem za to że uratowała mnie od kalectwa:

Cieszę się, że nadchodzą Święta, choć tak trudno mi je odczuć i odnaleźć się wśród krzątaniny domowej, która mnie tak mało dotyczy. Dziękuję Wam wszystkim za wszelkie słowa otuchy, które były i wciąż są mi tak potrzebne w czasie tej nierównej walki z chorobą. Życzę zdrowia, które jest stanem tak ulotnym. Szanujcie je i walczcie o nie.

Szczególnie pragnę podziękować moim blogowym koleżankom za świąteczną pamięć. Dziękuję Izuni:


Dziękuję Zuzi:

Dziękuję Justynce:
W pięknej puszeczce Justynka ukryła górę skarbów:
Przepis na kruche ciasteczka tak rozbudził moją wyobraźnię, że omal nie pogryzłam tabliczki:
Dziękuję Martusi:
Dziękuję też Ani:

Jeśli przeoczyłam jakiegoś maila i do kogoś nie dotarły moje życzenia indywidualne, to proszę, aby w tym miejscu mi wybaczył i przyjął te najcieplejsze życzenia zdrowia, ludzkiej życzliwości i uśmiechu losu na co dzień na koniec tego roku, jak i na cały nadchodzący kolejny. Pięknych, spokojnych i rodzinnnych Świąt Bożego Narodzenia kochani. Ściskam Was mocno i całuję.  =*



poniedziałek, 19 listopada 2012

Ciasto dla każdego

Kochani, dziś będzie słodko. Będę dziękować i częstować wszystkich moim ciastem:


Mam go więcej, więc sięgajcie śmiało. To murzynek z przepisu, który dostałam od Ani, koleżanki ze studiów. To było pierwsze moje w życiu samodzielnie upieczone ciasto. Przepis jest tak prosty, że każdemu musi się udać:
 
MURZYNEK ANI
Składniki ciasta:
  • 1 kostka margaryny mlecznej
  • 8 łyżek zimnej wody
  • 2 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 4 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • inne dodatki, jak rodzynki, orzechy - według gustu i uznania
 
Do wysokiego (koniecznie!) garnka wlewamy odmierzoną zimną wodę i stawiamy go na gazie. Podgrzewamy. Wsypujemy odmierzone kakao. Mieszamy. Wsypujemy odmierzony cukier. Mieszamy. Wrzucamy odmierzona margarynę. Mieszamy aż się całkowicie margaryna roztopi. Kiedy masa zaczyna wrzeć zmniejszamy płomień i pozwalamy masie pobulgotać 3 minuty. Zdejmujemy masę z ognia, odlewamy pół szklanki do czegoś w czym będziemy mogli ją otem podgrzać, polecam garnuszek,  i odstawiamy obie części masy do ostygnięcia. Kiedy dotykamy dna wysokiego garnka i nie czujemy już ciepła, wbijamy do niego całe jajka. Mikserem łączymy masę z jajkami. Odmierzamy mąkę, przesiewamy i łączymy z odmierzonym proszkiem. Mąkę z proszkiem stopniowo wsypujemy do masy kakaowo-jajecznej ciągle mieszając mikserem. (Można na koniec dodać bakalii, a nawet oprószonych mąką drobnych owoców, ale nie będzie to tradycyjny murzynek wtedy.) Wylewamy do formy wyłożonej papierem i pieczemy 60 minut w temperaturze 170ºC. Wyciągamy od razu i odstawiamy do wystygnięcia. Kiedy troszkę przestygnie, podgrzewamy odłożoną masę kakaową i polewamy nią ciasto jako polewą.
 
Ważne rzeczy to:
- wybranie odpowiednio wysokiego garnka, żeby kipiąca masa nie uciekła;
- kolejność podgrzewania: woda - kakao - cukier - margaryna, żeby margaryna dobrze się połączyła z resztą składników - w przypadku odwróconej kolejności może wypłynąć ponad resztę i już tak zostać, wtedy będzie można już tylko wyrzucić wszystko;
- przesianie mąki, żeby ciasto nie było zakalcowate;
- dokładne odmierzenie wody i proszku, żeby ciasto nie było suche i było wyrośnięte;
- dobranie blaszki: mniejsza - ciasto wysokie, gruba polewa, ciężkopodzielne, większa - ciasto płaskie, mało polewy, ale za to łatwiej podzielne;
- jeśli ktoś nie lubi zbyt słodkiego ciasta, może odmierzyć niepełne szklanki cukru.
 
Prościzna. A jaka smaczna. ^^
 
Ciacho dla Was, moi słodcy. Dziękuję Wam za każdy oddany głos w wyzwaniu u Asi:
 
 
Dziękuję, że chcieliście zajrzeć i zagłosować. Dziękuję za komentarze, w których pisaliście, że działacie. Jestem onieśmielona, a zarazem przeszczęśliwa, że to mój malutki motylek kanzashi skradł tyle serc:
 

To dla mnie rzecz wielka zostać wyróżnionym wpośród tak wielu niesamowitych prac. Sama oddałam swoje głosy na trzy z nich. Wzajemna motywacja przynosi niesamowite efekty. Zmotywowaliście mnie, aby stworzyć coś nowego i wziąć udział w wyzwaniu. Teraz swoimi głosami zmotywowaliście mnie do dalszych poszukiwań, odkryć i dzielenia się spostrzeżeniami. Będzie ciąg dalszy, macie na to moje słowo. Życzę Wam, moi drodzy, mnóstwa cudownych pomysłów rękodzielniczych i jeszcze więcej zapału w spełnianiu Waszych marzeń. Mam też dla Was coś na zachętę, abyście spróbowali techniki kanzashi. Oto link do najdokładniejszego tutorialu na kwiatuszek kanzashi wygrzebanego w sieci -> klik. Przy jego pomocy stworzycie coś, co ja dziś dziubałam pół dnia. Ma średnicę 5 cm i jest z białej wstążki o szerokości 6 cm. Wykończony trzema koralikami na druciku:
 
 
Do dzieła, kochani. Wiem, że nie ma dla Was rzeczy niemożliwych. =)
 
Ostatnie podziękowanie kieruję ku moim obserwatorom, których jest już 80. Ciągle zapominam napisać Wam, jak się cieszę, że jesteście. Dziękuję moim zaglądaczom za przekroczenie magicznej jak dla mnie liczby ponad 10 000 wejść na tego bloga:
 
 
Jesteście niesamowici. Dziękuję też moim komentatorom. Niedługo i Wy rozbijecie bank 1000 komentarza. Niewiele już brakuje. Każde słowo od Was to dla mnie skarb. =*
 
Na koniec taki mały ps. Jeśli myślicie o świątecznych pierniczkach, to dobrze zacząć ich produkcję na początku grudnia, aby powoli zmiękły do świąt. Polecam sprawdzony przepis, który jest u mnie na blogu od dłuższego czasu -> klik. Ten, jak i pozostałe moje przepisy kulinarne czekają zawsze, aby Was zainspirować, w specjalnym pasku bocznym u góry bloga z linkami do odpowiednich postów. Smacznego.  =)
 
Zostawiam Was z bardzo kreatywną myślą:
 
Kreatywność to wymyślanie, eksperymentowanie, wzrastanie, ryzykowanie, łamanie zasad, popełnianie błędów i dobra zabawa.
[Mary Lou Cook]

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...