Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motylek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motylek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 marca 2013

Różne formy szydełkowe

Bardzo się starałam zaprzyjaźnić z szydełkami. Poza otulaczkami na kubeczki ćwiczyłam też inne formy - te mniejsze i te większe. Problem zawsze ten sam - brak umiejętności czytania i zapisywania schematów. Bo ja jestem praktykiem, a nie teoretykiem. =d
 
Serduszka widziałam gdzieś podobne. Spodobały mi się, więc próbowałam skopiować:
 
 
Z kwiatuszkami z włóczki było podobnie. Mniejsze wykorzystałam przy tworzeniu zakładek ostatnio:
 
 
Kordonkowy to totalna improwizacja:
 

Motylek to też improwizacja, tyle że włóczkowa:
 
 
Ale miał on ozdobić coś większego - pierwszy igielnik:
 
 
Drugi był nieco inny, bardziej kwiecisty:
 
 
Przerobiłam też serię podkładeczek pod kubeczki: 
 
 
I coś z potrzeby chwili, czyli trwającego i nawracającego ciągle chłodu, czyli komin:
 
 
40 cm średnicy w najszerszym miejscu i wysokość 15 cm, z możliwością wywinięcia, gdyż generalnie za golfami nie przepadam:
 
 
Wzorek dość gęsty, żeby trzymał ciepełko przy mnie:

 
Do kompletu proste mitenki z prostokątów zszytych bokiem z dziurką na kciuk:
 
 
Odziana w moje dziergulce wypatruję niecierpliwie wiosny gdzieś hen za moją górą, o której opowiem Wam niebawem. Dodam tylko, że zagadka została już rozwiązana. ^^
 
 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Ciasto dla każdego

Kochani, dziś będzie słodko. Będę dziękować i częstować wszystkich moim ciastem:


Mam go więcej, więc sięgajcie śmiało. To murzynek z przepisu, który dostałam od Ani, koleżanki ze studiów. To było pierwsze moje w życiu samodzielnie upieczone ciasto. Przepis jest tak prosty, że każdemu musi się udać:
 
MURZYNEK ANI
Składniki ciasta:
  • 1 kostka margaryny mlecznej
  • 8 łyżek zimnej wody
  • 2 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 4 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • inne dodatki, jak rodzynki, orzechy - według gustu i uznania
 
Do wysokiego (koniecznie!) garnka wlewamy odmierzoną zimną wodę i stawiamy go na gazie. Podgrzewamy. Wsypujemy odmierzone kakao. Mieszamy. Wsypujemy odmierzony cukier. Mieszamy. Wrzucamy odmierzona margarynę. Mieszamy aż się całkowicie margaryna roztopi. Kiedy masa zaczyna wrzeć zmniejszamy płomień i pozwalamy masie pobulgotać 3 minuty. Zdejmujemy masę z ognia, odlewamy pół szklanki do czegoś w czym będziemy mogli ją otem podgrzać, polecam garnuszek,  i odstawiamy obie części masy do ostygnięcia. Kiedy dotykamy dna wysokiego garnka i nie czujemy już ciepła, wbijamy do niego całe jajka. Mikserem łączymy masę z jajkami. Odmierzamy mąkę, przesiewamy i łączymy z odmierzonym proszkiem. Mąkę z proszkiem stopniowo wsypujemy do masy kakaowo-jajecznej ciągle mieszając mikserem. (Można na koniec dodać bakalii, a nawet oprószonych mąką drobnych owoców, ale nie będzie to tradycyjny murzynek wtedy.) Wylewamy do formy wyłożonej papierem i pieczemy 60 minut w temperaturze 170ºC. Wyciągamy od razu i odstawiamy do wystygnięcia. Kiedy troszkę przestygnie, podgrzewamy odłożoną masę kakaową i polewamy nią ciasto jako polewą.
 
Ważne rzeczy to:
- wybranie odpowiednio wysokiego garnka, żeby kipiąca masa nie uciekła;
- kolejność podgrzewania: woda - kakao - cukier - margaryna, żeby margaryna dobrze się połączyła z resztą składników - w przypadku odwróconej kolejności może wypłynąć ponad resztę i już tak zostać, wtedy będzie można już tylko wyrzucić wszystko;
- przesianie mąki, żeby ciasto nie było zakalcowate;
- dokładne odmierzenie wody i proszku, żeby ciasto nie było suche i było wyrośnięte;
- dobranie blaszki: mniejsza - ciasto wysokie, gruba polewa, ciężkopodzielne, większa - ciasto płaskie, mało polewy, ale za to łatwiej podzielne;
- jeśli ktoś nie lubi zbyt słodkiego ciasta, może odmierzyć niepełne szklanki cukru.
 
Prościzna. A jaka smaczna. ^^
 
Ciacho dla Was, moi słodcy. Dziękuję Wam za każdy oddany głos w wyzwaniu u Asi:
 
 
Dziękuję, że chcieliście zajrzeć i zagłosować. Dziękuję za komentarze, w których pisaliście, że działacie. Jestem onieśmielona, a zarazem przeszczęśliwa, że to mój malutki motylek kanzashi skradł tyle serc:
 

To dla mnie rzecz wielka zostać wyróżnionym wpośród tak wielu niesamowitych prac. Sama oddałam swoje głosy na trzy z nich. Wzajemna motywacja przynosi niesamowite efekty. Zmotywowaliście mnie, aby stworzyć coś nowego i wziąć udział w wyzwaniu. Teraz swoimi głosami zmotywowaliście mnie do dalszych poszukiwań, odkryć i dzielenia się spostrzeżeniami. Będzie ciąg dalszy, macie na to moje słowo. Życzę Wam, moi drodzy, mnóstwa cudownych pomysłów rękodzielniczych i jeszcze więcej zapału w spełnianiu Waszych marzeń. Mam też dla Was coś na zachętę, abyście spróbowali techniki kanzashi. Oto link do najdokładniejszego tutorialu na kwiatuszek kanzashi wygrzebanego w sieci -> klik. Przy jego pomocy stworzycie coś, co ja dziś dziubałam pół dnia. Ma średnicę 5 cm i jest z białej wstążki o szerokości 6 cm. Wykończony trzema koralikami na druciku:
 
 
Do dzieła, kochani. Wiem, że nie ma dla Was rzeczy niemożliwych. =)
 
Ostatnie podziękowanie kieruję ku moim obserwatorom, których jest już 80. Ciągle zapominam napisać Wam, jak się cieszę, że jesteście. Dziękuję moim zaglądaczom za przekroczenie magicznej jak dla mnie liczby ponad 10 000 wejść na tego bloga:
 
 
Jesteście niesamowici. Dziękuję też moim komentatorom. Niedługo i Wy rozbijecie bank 1000 komentarza. Niewiele już brakuje. Każde słowo od Was to dla mnie skarb. =*
 
Na koniec taki mały ps. Jeśli myślicie o świątecznych pierniczkach, to dobrze zacząć ich produkcję na początku grudnia, aby powoli zmiękły do świąt. Polecam sprawdzony przepis, który jest u mnie na blogu od dłuższego czasu -> klik. Ten, jak i pozostałe moje przepisy kulinarne czekają zawsze, aby Was zainspirować, w specjalnym pasku bocznym u góry bloga z linkami do odpowiednich postów. Smacznego.  =)
 
Zostawiam Was z bardzo kreatywną myślą:
 
Kreatywność to wymyślanie, eksperymentowanie, wzrastanie, ryzykowanie, łamanie zasad, popełnianie błędów i dobra zabawa.
[Mary Lou Cook]


poniedziałek, 5 listopada 2012

Para buch, garnki w ruch

Kochani walczę z poświątecznym kacem. Rozłożyło mnie fizyczne i psychiczne zmęczenie po przydługim świątecznym weekendzie, a co za tym idzie niemoc twórcza. Przez dom przetoczyło się za dużo osób, a ja nie lubię, jak moje cztery ściany zamieniają się w hotel, nie lubię jak we własnym domu nie mam spokoju. Głowa mi pęka i Etopiryna nie chce pomóc. Pomijając te kilka drobiazgów, przepraszam za moją nijakość. Choć czasu i sił mało, mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie już normalniejszy i łaskawszy. Chcę poczuć się swojsko we własnej skórze i we własnych czterech ścianach. Tymczasem pragnę podziękować. Najpierw za tak dużo ciepłych słów dla małego motylka kanzashi z poprzedniego posta. Wyleciało mi z głowy, żeby zrobić mu zdjęcie koło linijki i na dłoni. Sama się na niego zapatrzyłam. ^^ Poprawię się. Tymczasem motylek spakowany czeka już w jednej z paczuszek gotowych do wysłania jutro:
 
 
Wioletko, Małgosiu, Aniu - drżyjcie - listonosz idzie. ^^
 
Jeśli chcielibyście zobaczyć jak wyglądają kwiaty kanzashi zerknijcie tu i tu. Na tym blogu aktualnie trwa candy, gdzie można wygrać taki kwiatuszek, tyle że nie z delikatnej wstążki, a ze zwykłej tkaniny.
 
Dziękuję również w imieniu brata za ciepłe słowa o jego ziemniaku faberge. Okazało się, że był on wart 200 zł, które wygrał. Farciarz, ale co by on zrobił, gdyby nie siostra, która mu pomogła i Wy, kochani. =P
 
No i jeszcze specjalne podziękowanie. Dla Karolinki, która kiedyś napisała mi w komentarzu, że moje pomysły, zwłaszcza te na utrzymanie porządku, się przydają. To strasznie miłe. Pomysłów będzie więcej, tylko czasu musi też być więcej. ^^ Od Karolinki otrzymałam tytuł "Perfekcyjnej Pani Domu". Ciągle się czerwienię, jak tylko mi się o tym przypomni. To największe z otrzymanych wyróżnień. Dziękuję, Kochana. =* Mam nadzieję, że do Japonii to Ty mnie zabierzesz. ^^ Dla Ciebie coś co lubię strasznie, co mogę jeść do oporu, co nigdy mi się nie znudzi i co kojarzy mi się z dzieciństwem, czyli...
 
... no właśnie, nazw jest bardzo wiele. Doliczyłam się w Internecie dziewięciu, a dla mnie to po prostu...
 
PAROWCE
(Buchty, Parowańce, Pampuchy, Paruchy, Parzaki, Pąki, Pyzy drożdżowe, Kluchy na łachu)
Składniki:
  • 50 dkg mąki
  • 5 dkg drożdży
  • 2 jajka
  • 1,5 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki cukru
  • szczypta soli
  • 5 dkg masła stopionego
Z kilku łyżek ciepłego mleka, drożdży, 1 łyżki mąki i 1 łyżki cukru sporządzić rozczyn, który powinien mieć konsystencję gęstej śmietany. Ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Do miski wsypać mąkę, wbić jaja, resztę ciepłego mleka i wlać rozczyn. Ciasto na kluski wyrabiać ręką tak długo, aż będzie odrywać się od brzegów miski. Wówczas dodać stopione i ostudzone masło, szczyptę soli i dalej wyrabiać. Następnie miskę nakryć ściereczką i ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na ok. 30 minut. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, podzielić je na ok. 15 części formując kule wielkości pączków i układać na stolnicy posypanej mąką lub wycinać je po prostu szklanką:
 
 
 
Gdy kluski zaczną rosnąć, po ok. 10 minutach gotujemy je na parze. Szeroki garnek z wrzącą wodą nakrywamy płócienną ściereczką lub kawałkiem czystej firanki o malutkich oczkach i obwiązujemy sznurkiem wokół brzegu lub gumką pasmanteryjną. Na ściereczce układamy kluski partiami i nakrywamy pokrywką:
 
 
 
Gotujemy ok. 10 min, aż będą puszyste. Polewamy roztopionym tłuszczem, aby się nie posklejały:
 
 
Kluski podajemy z tym, co lubimy najbardziej: na słono lub na słodko, na gorąco z sosem jagodowym lub innym owocowym, stopionym masłem i cynamonem albo na zimno z pieczenią i sosem. Ja lubię z gulaszem z piersi z kurczaka ze świeżo posiekaną natką:
 

Oraz ze słodkim sosem:

 
Zajrzyjcie na blog Mała rzecz a cieszy, gdzie Agnieszka pokazuje "studencki" sposób podgrzewania parowców kupionych w sklepie - "Jak przygotować pyzy na parze po studencku w 3 minuty". ^^
 
Na koniec podziękowania dla autorki słodkiej ptaszyny:
 
 
Elemelek, który oficjalnie dziś z nami zamieszkał, przyleciał z bloga sabi-chic, gdzie uśmiechnęło się do mnie szczęście. Nie miał łatwego lotu, bo zazdrosne gołębie pocztowe Poczty Polskiej zaostrzyły sobie pazury na jego skrzydełka i starały się mu je podciąć. Elemelek jednak się nie dał.  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...