Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2013

Radosne dekoracje Tilda - ptaszek

Antypapierowy przerywnik, czyli co robię, kiedy nie tnę papieru. ^^
 
Tym razem nie oparłam się otworzeniu książki i przerysowaniu szablonu ptaszka na materiał, bo uznałam, że nadszedł w końcu ten właściwy czas, aby spróbować go uszyć i oto on w pełnej krasie:
 


Materiał o wzorze może mało pastelowym, ale bardzo za to mięciutki i jak na pierwszą przymiarkę całkiem całkiem. Myślałam, że gorzej wyjdzie, bo materiał był dość sztywny, wzór zmniejszony, moja maszyna potrafi szyć tylko zygzakiem, a ja nie mogę przy niej siedzieć za długo ze względu na chory kręgosłup. Inspiracją były wykroje z tej książki, którą dostałam w prezencie w zeszłym roku, ale ciągle coś stało na przeszkodzie, aby przejść od teorii i obrazków do praktyki:



 
Zaletą książki jest język polski, przystępność opisu, szczegółowe ilustracje i gotowe wykroje. Tylko jeszcze nikt czasu gratis nie dorzucił. Ale i tak polecam. Na pewno coś jeszcze kiedyś z niej zmajstruję.  =)
 
Tymczasem pragnę podziękować za wyróżnienia. Potrójne wyróżnienie od Dotk@:
 


 
Pierwsze i ostatnie z tych wyróżnień otrzymałam również od bloga Nie tylko kartki. Ze wszystkich rozliczam się w specjalnej zakładce mojego bloga.
 
Tymczasem przypominam, że jeszcze tydzień, do północy 24.05., trwają zapisy na serwetkowe candy u mnie:
 
 
Zapraszam.  =)

niedziela, 9 grudnia 2012

Tururu, czyli tutorial na tutkowe ozdoby świąteczne

Napatrzyłam się, jak dziewczyny dzielnie podążając za tegorocznym trendem, zwijają tutki z podstarzałych papierów i tworzą z nich świąteczne dekoracje i postanowiłam stanąć w szranki z tym niezwykłym papierowym wyzwaniem. =)
 
Zauroczyły mnie anielskie skrzydła znalezione tutaj:
 
 
Oczywiście przy zdjęciu nie było tutorialu, więc dałam się ponieść własnej wyobraźni. Na grubej tekturce (tył kalendarza w moim wypadku, ok. 30x30 cm) narysowałam sobie w miarę symetryczne anielskie skrzydła. W przeciwieństwie do wzoru z Internetu podobały mi się wywinięte do środka, tak jak mają je wywinięte ptaki:
 

Wycięłam dokładnie:


Okleiłam taśmą dwustronną:


Zwinęłam  i skleiłam, wspierając się zrobionymi wcześniej tutkowymi wzornikami z tekturki w dwóch rozmiarach, mnóstwo tutek: 100 mniejszych na skrzydła, 24 mniejsze i 28 większe na wieniec:


Zaczęłam obklejanie wzoru rozpoczynając od brzegów:


Ponieważ tutki na skrzydłach miały bardziej odstawać niż na wieńcu, obcinałam im końce:


I oto efekt końcowy, wykończony kokardką ze wstążki, powieszony na drzwiach wejścowych:


A to wieniec wykończony obrazkiem-kolażem:


 Pomysł od Mimowolne Zauroczenia. Druk to połączenie freebies'a stąd i stempla od jolagg:

 
Na zrobienie wieńca potrzeba około godziny, a na skrzydła mi zeszło prawie pięć. Poświęcił się stary podręcznik do chemii leków. Z bliska widać wzory chemiczne, równania, a nawet kawałki tablicy Mendelejewa. Miodzio. Dobrej zabawy. Polecam.  =)

wtorek, 27 listopada 2012

Kusudama - pierwsze starcie

Kochani, co widzę jakieś papierowe cudo, to mnie rączki swędzą, aby zrobić. Nie inaczej było rok temu z kusudamą. Jak zobaczyłam te obrazki, to złapałam bakcyla:
 
[źródło: tutaj]
 
Nie miałam przesadnych ambicji. Wydawało mi się, że chcę zrobić najprostszą kulkę, a przynajmniej najpopularniejszy jej wzór, który nie wydawał mi się za trudny. I co? I to, czyli klapa:
 
 
Jestem tylko człowiekiem i nie wszystko mi chodzi, mimo najszczerszych chęci. Złożenie elementów już mnie skutecznie zniechęciło, a sklejanie dobiło. Nie wiedziałam, jak sobie poradzić. Sam opis i schemat nie pomagał i nie wystarczył. Próbowałam sobie pomóc taśma dwustronną, ale wszystko się rozleciało i posklejało ze sobą. Totalna porażka. Wrzuciłam to do pudełka i schowałam w najciemniejszym kącie strychu. Odgrzebałam to, kochani, aby pokazać Wam, że są rzeczy naprawdę trudne do zrobienia z papieru. Trudne nie tylko dlatego, że wymagają poświęcenia dużego nakładu czasu i ogromnej cierpliwości, ale trudne przede wszystkim dlatego, że brakuje dobrych, naprawdę dokładnych tutoriali. Elementy są jeszcze do złożenia według schematu, ale sklejenie bez schematu to kosmos i syzyfowa praca.
 
Słowo "kusudama" (jap. 薬玉,) jest połączeniem dwóch japońskich słów: kusuri - lekarstwo oraz tama - kula. W starożytnej Japonii kusudama była torbą wypełnioną substancjami zapachowymi, mającymi na celu odstraszenie złych duchów i demonów, głównie w czasie dorocznego Święta Dzieci w dniu 5 maja. Kiedyś wnętrze kusudam wypełniało się aromatycznymi ziołami, wieszało w sypialni - miało to chronić przed chorobami i złymi duchami. Kusudamy uważane były również za talizmany przynoszące pomyślność i szczęście. Współcześnie ozdoba ta ma formę kuli wykonanej m.in. ze sztucznych kwiatów lub papieru, np. metodą origami, z kilku lub kilkudziesięciu modułów połączonych za pomocą kleju, bez kleju lub szytych. Czasem doczepia się do niej od spodu długie, kolorowe wstążki, tasiemki, nici. Jest używana w trakcie różnorodnych ceremonii, jak np. otwarcie nowego sklepu, czy restauracji. Czasem służy jako prezent. Dzisiaj kusudamy przeważnie używane są do dekoracji - tworzy się je z pięknych, dekoracyjnych papierów, ozdabia frędzlami, a także dodaje koraliki i perełki.
 
Jeśli ciekawi jesteście instrukcji, z jaką ja próbowałam się zmierzyć, to odsyłam Was do Agnieszki. Jeśli chcielibyście stać się szczęśliwymi posiadaczami takiego niesamowitego bukietu, a czujecie, ze nie podołacie zrobieniu takiego własnoręcznie, to zapraszam Was cieplutko na candy:
 
 
Spieszcie się, bo okazja niezwykła, a jeszcze tylko kilka dni aktualna. =)
 
W ramach ciekawostki zdradzę Wam, iż są osoby, które robią z takich elementów nawet choinki. Bez schematu jednak nie spróbuję. Pięknie się prezentują kusudamowe dekoracje świąteczne. Mam chrapkę na takie, ale mierząc siły na zamiary poprzestanę na próbie uratowania kilku modułów z pudełka raczej. Szczęka mi najbardziej opada przy oglądaniu kusudam kanzashi. To dopiero mistrzostwo. Może jednak te w innym życiu. ^^
 
Tymczasem całusy i do usłyszenia.  =*

czwartek, 11 października 2012

Przedświąteczne zapachy

Choć Boże Narodzenie za ponad dwa miesiące, już powoli pojawiają się pierwsze zwiastuny świątecznej gorączki. Pragnienie świąt budzi się wraz z pierwszymi konkretnymi chłodami, choć dopiero niedawno zaczęła się jesień. Jedne blogi żyją kolorowym jesiennym wyzwaniem, a inne już planują pierwsze świąteczne rękodzieła. Zrobiło się tak bajeczne kolorowo i wesoło. Przyznam się Wam dzisiaj, że i u mnie powstało pierwsze świąteczne dzieło. Troszkę nieplanowo, bo po prostu potrzebowałam jakiegoś wzoru w kolorze szarym, srebrnym, ale to tak na już i padło na gwiazdki, bo tylko je miałam w tej gamie kolorystycznej. Jeszcze Wam tej podkładki nie pokażę, bo nie skończyłam jej, ale wkrótce się pochwalę całym kompletem decu różności, które ćwiczę dzielnie, co wcale takie proste nie jest, za to bardzo czasochłonne. Oczywiście decu to tylko jedna z tysiąca rzeczy, które robię jednocześnie, bo inaczej nie umiem. Moje motto rękodzielnicze jest proste i szczere do bólu:
 
Robienie jednej rzeczy na raz, to strata czasu.
 
Jak mi w głowie zapala się lampka z nowym pomysłem, to mnie nosi i zamiast kończyć coś, co dopiero zaczęłam, zaczynam robić coś nowego. Ktoś już kiedyś ujął to bardzo zgrabnie:
 
Inspiracja nie znosi długich zaręczyn, chce natychmiastowego ślubu z działaniem.[ Brendan Francis ]
 
W praktyce jest to uciążliwe dla mnie, ale ma tę dobrą stronę, że ja prędzej czy później kończę to, co zaczęłam, tylko wszystko robię na raty. Dobrnięcie do końca daje mi wiele satysfakcji i przynosi radość. Udaje mi się dotrzymać wszystkich terminów jak narazie, jeśli są konkretną datą. Staram się wszystko w miarę mieć przemyślane i zaplanowane, nawet zapisane, zwłaszcza kiedy zaczynam się gubić. Przez ostatnie dwa dni pisałam sobie listy, co ma się znaleźć w paczuszkach, które obecnie tworzę. Jest ich kilka, dokładnie to siedem, z czego trzy wymianki zbiorowe, a cztery prywatne. Do tego wykradam czas na kilka upominków, w tym te z zabawy "podaj dalej". Przez to piszę posty rzadziej, ale staram się Was bardziej zaintrygować. Chcę w tym miejscu bardzo Wam podziękować za ciepłe słowa o tym, że miło się Wam czyta, to co piszę. Mi się bardzo miło czyta Wasze komentarze. Tak jak to mówi motylek z paska bocznego - Wasze pomysły i komentarze mnie uskrzydlają. Bardzo Wam za nie dziękuję. Każde słowo od Was jest jak światełko na choince, które sprawia, że w serduchu jest cieplej i bardziej się wszystko chce, niż nie chce. =) Jakoś tak się przyjęło, że nie komentuję komentarzy u mnie, ale odwiedzam Wasze blogi i zostawiam Wam kilka słów. Dzięki temu wiem, co u Was słychać. Dziękuję też za wszystkie podrzucane linki - moja ciekawska natura sprawia, że wszędzie mnie pełno. ^^ Mnie można wszystkim zainteresować - trzeba tylko mieć na to jakieś dobre argumenty. Wasze blogi są pełne inspiracji, a dla mnie nowe inspiracje to jak głęboka woda, która pozwala wypłynąć w dal i poznać nowe lądy. =)
 
Bardzo mnie cieszy, że w moim słoiczkowym konkursie przybyły kolejne zgłoszenia i ciekawe pomysły:
 
 
Ogłoszenie wyników konkursu już za 17 dni. Komisja będzie mieć trudny wybór, bo pomysły bardzo różne, a co jeden to ciekawszy. Wśród tysiąca rzeczy, które u mnie "się robią", są maskotki - nagrody pocieszenia w konkursie, które się szyją. Zobaczycie je niebawem, a tymczasem "sprzedam" Wam pomysły na ozdoby, które są do wykonania na grubo przed świętami, czyli najlepiej teraz. =)
 
Po pierwsze chciałabym Was zachęcić do wysuszenia sobie owoców. Nie pytajcie mnie, które owoce się nadają, bo wszystkich, które Wam na myśl w tej chwili mogą przyjść, nie sprawdziłam, czy się nadają. Testowałam:
 
* gruszki:
 

* cytryny:


* limonki:


* pomarańcze i mandarynki:

 
Suszone plasterki owoców przy pomocy kleju zostały przytwierdzone do patyczków po szaszłykach i utworzyły barwne, pachnące bukiety, tyle że zdjęcie mi wsiąkło, więc spróbujcie uwierzyć, że takie były. Z suszeniem owoców to jest tak, że jest kilka zasad:
- im owoc mniej soczysty, tym bardziej się nadaje, bo żeby się efekt suszenia nie psuł (czytaj nie spleśniał), to cały sok musi wyparować z plasterka:
- plasterki nie mogą być za grube, bo się nie wysuszą dokładnie i się będą psuć:
- plasterki nie mogą być za cienkie, bo się bardzo poskręcają podczas suszenia i rozpadną na części po suszeniu:
- plasterki tym szybciej wysychają i są tym mniej poskręcane, im częściej się je przewraca podczas suszenia:
- dobrze jest je kroić bardzo ostrym nożem - wtedy są równe i ładniejsze po wysuszeniu - oraz odsączyć dokładnie na papierowym ręczniku przed położeniem na to miejsce, gdzie będą się suszyć:
- jest kilka sposobów suszenia:
1. w suszarce spożywczej, takiej od suszenia grzybów głównie,
2. w piekarniku na blaszce wyłożonej folią aluminiową w temperaturze ok. 100 stopni Celsjusza,
3. na grzejniku rozłożone na tekturce owiniętej folią aluminiową.
- sposoby suszenia można łączyć - ja np, najpierw podsuszyłam w piekarniku, żeby sok szybciej odparował, a potem powoli dosuszałam na grzejniku.
 
Dodatkowo do świątecznych bukietów polecam takie pachnące pręciki:
 
 
Te pręciki to patyczki szaszłykowe zanurzone w rzadkiej brei mączno-wodnej obtoczone w pachnących rzeczach znalezionych w kuchennych szafkach - w kawie, cynamonie, przyprawie do piernika...
 
Zachęcam Was do zbierania darów jesieni na spacerach, szczególnie tych, które nadają się do zasuszenia i wykorzystania w kompozycjach, zarówno jesiennych jak i tych świątecznych potem, szczególnie szyszek. Takie dobrze wysuszone dary jesieni przechowywać możemy w szczelnych słoikach i co roku wyciągać w czasie przygotowywania dekoracji:
 
 
Możecie przechowywać takie "suszki" osobno, albo jako gotową do wyłożenia mieszankę świąteczną:
 
 
W mojej mieszance są: szyszki, orzechy włoskie, orzechy laskowe, laski cynamonu, goździki, kawałki kory kokosa oraz plasterki pomarańczy posypane cynamonem. Z posypywaniem plasterków pomarańczy cynamonem trzeba pamiętać, że cynamonu nie można sypać na nie za dużo, bo ta przyprawa bardzo spowalnia proces suszenia i sprawia, że pomarańcze strasznie ciemnieją.
 
Robiąc przedświąteczne zakupy warto pamiętać o pachnących przyprawach, szczególnie o goździkach:
 
 
Pomarańcze udekorowane nimi roztaczają cudowny zapach w domu, a smakują bardzo ekscentrycznie kiedy przejdą ich aromatem:
 
 
Jeśli znajdziecie wolną chwilę w przedświątecznym czasie i najdzie Was ochota na cytrusy, to pomyślcie o mandarynkowych lampionach. Wybierzcie w sklepie ładne, duże mandarynki, ale nie przejrzałe zbytnio:
 

Sposób oszczędny, czyli taki, który pozwala otrzymać dwa lampiony z jednej mandarynki, polega na nacięciu ostrym, wąskim nożem mandarynki zygzakiem wokół owocu, tak oby ostrze dosięgało środka owocu:


Krok drugi polega na jak najdelikatniejszym rozerwaniu owocu na dwie części - dlatego tak ważne jest dokładne cięcie do samego środka - najlepiej nad miską, bo sok rozpryskuje się na sporą odległość:


Miąższ najłatwiej dokładnie usunąć łyżeczką:


Nie powinno zostać nic mokrego w skórce ani na skórce, a dodatkowo trzeba ją osuszyć papierowym ręcznikiem pocierając tak, aby nadać jej większy połysk:


Drugi sposób otrzymania lampionu - nieoszczędny, który pozwala otrzymać tylko jeden lampion z jednego owocu - polega na nadskubaniu skórki od strony ogonka (to bardzo ważne - inaczej będzie nam bardzo trudno go potem wyłyżeczkować) tak, jakbyśmy się dobierali do jajka na miękko:


Następnie ostrożnie trzeba wyłyżeczkować w nim miąższ:


Lampiony przed użyciem warto dobrze wysuszyć, aby się nie zaczęły psuć i dłużej cieszyły oko. Trzeba je umieścić na czymś co wchłonie ewentualną wilgoć, ale zarazem będzie proste, co sprawi, że potem lampiony będą prosto stały. Ja polecam powolne ich suszenie na grzejniku, gdzie rozkładam im gazetę:


Ze świeczuszkami w środku prezentują się tak:

 
Zapalone pokażę Wam dopiero na święta. Narazie się suszą. Robiłam je dzisiaj, specjalnie dla Was, żeby pokazać. =)
 
Na koniec chcę Wam pokazać nagrodę-niespodziankę, która stała się moim szczęśliwym losem w candy zorganizowanym na blogu zaczarowany świat:
 
 
To prześliczny, gruby, długi, koralikowy naszyjnik w odcieniach szarości wykończony ładnym, praktycznym zapięciem, który miał już swój debiut:
 
 
Strasznie się nim cieszę, bo takie koralikowe cuda mogłam dotąd podziwiać z daleka na blogach u przezdolnych dziewczyn, które potrafią takie rzeczy stworzyć i u szczęśliwców nimi obdarowanych. Zdjęcie nie oddaje jego misteryjności i uroku. Przyznaję, że nie miałam wcześniej żadnego naszyjnika, tylko srebrny i złoty łańcuszek, który i tak nosiłam pod bluzką. To mój pierwszy, który mogę nosić z dumą, czując się jak prawdziwa dama. Dziękuję całym serduchem organizatorce za candy i tą niezwykłą niespodziankę. Mam nadzieję, że nie zasypiecie mnie lawiną pytań, czemu na zdjęciu znów nie mam głowy. Wybaczcie, ale brat nie ma dla mnie teraz czasu, bo na dniach ma obronę licencjatu i tylko mu to w głowie. Ja to rozumiem i szanuję. Trzymam za niego kciuki i nie chcę go niepotrzebnie rozpraszać. Zdjęcie musiałam zrobić sobie sama. Obiecać mogę Wam, że w najbliższym czasie ogarnę trochę archiwum i pokażę Wam więcej zdjęć z moją głową w roli głównej. Cierpliwości, kochani.  =)

piątek, 28 września 2012

Powitanie jesieni

Jesień w tym roku  została powitana u nas w domu po królewsku. Od wczoraj drzwi wejściowe zdobi i zaprasza gości do środka cudowny jesienny wianuszek:
 

Prawda, że wspaniały? To nagroda, która stała się moim udziałem dzięki blogowi "Zastygła Natura". Dziękuję Oli za zorganizowaną zabawę i wielką radość, która stała się udziałem mojego domu. Domownicy dotykali, wąchali i chcieli zjeść jabłka, nie wierząc że się nie da. ^^ Myślę, że taki pełen jesiennego ciepła wianuszek to doskonały pomysł na oryginalny jesienny prezent. Zainteresowanych bliższym zapoznaniem z wianuszkową ofertą odsyłam na blog oraz do sklepu internetowego sklep.zastygla-natura.biz/.
 
Zainspirowana przez blog i kompozycje Oli oraz niezwykłe rękodzieła jesienne zauważone na blogu Rękodzieło-art u Wioletki postanowiłam spróbować swoich sił w tworzeniu sezonowych dekoracji i oto mój handmade'owy wianuszek jesienny, który wisi po wewnętrznej stronie drzwi wyjściowych i dziękuje za odwiedziny:
 


Powstał on z wszelkich dostępnych na tą chwilę materiałów: gotowej bluszczowej bazy wiankowej z corocznej świątecznej dekoracji drzwiowej z przymocowaną na stałe tasiemkową zawieszką, z suszek oraz świeżych, kolorowych już liści forsycji z mojego ogrodu, które połączyła ze sobą zwykła, ciemnozielona nić:



Moja baza wiankowa powstała z cienkich, elastycznych, pozbawionych liści, pędów bluszczu pospolitego, który zaprzyjaźnił się bardzo mocno z najstarszą jabłonką w naszym ogrodzie dobrych kilka lat temu:

 
W wolnej chwili możecie sobie zrobić taką praktyczną bazę, która będzie Wam długo służyła. Wykonać ją można chociażby ze splecionego drutu, ale nic nie zastąpi naturalnego uroku gałązek. Pamiętajcie tylko, że bluszcz pospolity w lasach jest chroniony.  =)


czwartek, 27 września 2012

Słoiczki pełne magii

Jesień rozgościła się na dobre, także w naszym blogowym świecie. Na blogach królują jesienne kolory i dekoracje. Nasze domy wypełniają się jesiennymi zapachami. Ogrody, sady, pola, parki powoli pustoszeją. Wszędzie kolorowo i nastrojowo. Także u mnie, w domu, wokół niego, na blogu, ale i w duszy. Wszystko zwalnia obroty, przysypia. Jesień przywitała nas już pierwszym chłodem i przeziębieniami. Przyniosła jednak przede wszystkim dużo swoich różnorakich darów, które zapełnią nasze spiżarnie i ozdobią wnętrza. Powoli porządkujemy ogrody. Sezon zamykania skarbów w słoiczkach u mnie w domu już zakończony. Nic tak nie będzie smakować zimą, jak domowe przetwory robione z sercem przez nasze mamy, babcie, ciocie:
 

Słoiczki kryją wiele tajemnic i pyszności. Największe moje słoiczkowe odkrycie miało miejsce w Czechach, w jednym z supermarketów, gdzie robiłam niezbędne zakupy podczas kilkudniowego pobytu na Rock for People w Hradec Králové. Szukałam w sklepie półki z jogurtami, które uwielbiam i były mi do szczęścia na śniadanie niezbędnie potrzebne. Ku memu wielkiemu zdziwieniu czekał tam na mnie w sklepie calutki regał pełen słoiczków z jogurtem w środku ze sporym ich wyborem:


Jadłam i śmiałam się, co też do głowy naszym sąsiadom przyszło, żeby jogurt w słoiczkach zamykać. Oj dużo ich zjadłam, świeżutkich donatów, których wybór był po prostu szalony, zresztą też:


Cudnie się ze sobą komponowały. To moje baaardzo przyjemne wspomnienie z Czech. ^^

Do Polski udało mi się przywieźć tylko jeden taki słoiczek, ale już bez zawartości pierwotnej, tylko wypełniony różnymi drobnymi pamiątkami z zagranicy. Do niedawna służył on jako pojemniczek przydasiowy. Obecnie szukam dla niego nowego zastosowania. Może będzie to moje pierwsze słoiczkowe decu? Kto wie... =)

Zawsze chciałam zamknąć w słoiczku trochę światła i ciepła. Udało mi się to ostatnio, kiedy na blogu Wioletki zobaczyłam post z pragnieniem posiadania słoiczkowego lampiona oraz post ze zrealizowanym marzeniem o nim. Od razu wzięłam się do pracy i stworzyłam sobie takie cudeńko. Cały proces tworzenia uwieczniłam, gdyby ktoś chciał się zainspirować. Zapraszam więc na fotorelację ze słoiczkowego DIY.

Na lampion wybrałam słoiczek szeroki, aby wygodnie było mi w nim ręką wszystko poukładać. Dno wyłożyłam zasuszonym mchem. Świeczkę oddzieliłam od dekoracji szklaną podstawką. Jako dekoracji użyłam zasuszonych szyszek, orzecha włoskiego, liści, kawałka drewna i gipsówki:


Przygotowałam kawałek grubego druta, który wygięłam szczypcami i nadałam mu kształt wyginając na słoiczku od kawy:


Ucięłam kawałek szerokiej koronki długości obwodu słoika w najszerszym miejscu i zszyłam go na lewej stronie:


Do drucika przywiązałam podwójną pętelka kawałek grubego sznurka i przywiązałam całość do słoika wokół jego szyjki na porządny guz:


Ucięłam kawałek tasiemki i zabezpieczyłam poprzez stopienie jej końce, aby się nie strzępiła:


Na słoiczek naciągnęłam wywróconą na prawą stronę koronkę i obwiązałam ją wokół słoiczka tasiemką:


Uchwyt z drucika jest tak mocny, że można trzymając za niego przenosić latarenkę, kiedy świeczka się nie pali. Jest on tak zamocowany, że składa się wygodnie i lekko, kiedy świeczka się pali i roztacza magiczne światło i ciepło wieczorem:


A jakie jest miejsce słoiczków w Waszym życiu, kochani? Opowiedzcie o ich zawartości. W kolejnym poście czeka na Was słoiczkowy konkurs z nagrodami.  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...