Kochani, tak się złożyło, że własnych dzieci nie mam. Nie wiem, jak to jest, kiedy przygotowuje się urodziny dla kilkulatka i naprawdę nie miałam pojęcia, co można przygotować jako prezent z takiej okazji, który mógłby się choć troszkę spodobać. Miałam niewiele czasu do namysłu, decyzji i wykonania, bo o zabawie u Anuli dowiedziałam się na kilka dni przed jej końcem. Próbowałam sobie wyobrazić, o czym może marzyć mała dziewczynka i tak mi przemknęło przez myśl, że kiedyś, dawno temu, chciałam być królewną i mieć swoje małe królestwo. Tak powstał filcowy zestaw dla małej królewny:
* berło i korona:
* gumka do włosów, spinki, broszka, pierścionek i bransoletka:
* oraz cukierki:
Tak wyglądała cała zawartość paczuszki:
Były tam także maskotki - damy dworu, kartka urodzinowa oraz lawendowe serduszko. Kiedy zobaczyłam radość na buzi Wiktorii oglądającej prezent, łezka zakręciła mi się w oku:
Tak sobie pomyślałam, że tak właśnie mogłaby się cieszyć moja córeczka, gdybym ją miała. Było mi bardzo miło, kiedy spośród wielu wspaniałych prezentów, którymi obsypały ją inne zdolne bloggerki, wybrała właśnie mój i jej urodzinowe szczęście stało się i moim, za sprawą jej wspaniałej mamy. Oto jaką fantastyczną paczuszkę otrzymałam:
Po stokroć dziękuję i życzę całej rodzince samych pogodnych dni. =)
Ostatnio spotkało mnie wiele radości w blogosferze. Dziś dzielę się pierwszą ich częścią. =)
Na początek wygrane śliczności:
- kartką autorstwa Miry, która zaskoczyła mnie tym, że otwierała się do góry (zrobiona w 19 minut - kto by nie chciał w tak krótkim czasie tak potrafić):
Scrapowy Pas Startowy znów kusi, aby spróbować czegoś nowego i proponuje kurs na kartkę szarpaną. Oto moja interpretacja, jak garstkę elementów zamienić w warstwową kartkę:
Dwukolorowa karteczka ozdobiona własnoręcznie przygotowanym guziczkiem, kwiatuszkiem, listkami przy użyciu dziurkaczy oraz kryształkami, umieszczonymi na potuszowanych tekturkach wyciętych osobiście z blistru po wykorzystanej tekturce z CRAFTfun:
Kochani, nie wiem jak Wy, ale ja spodziewałam się dziś zwykłego, zapracowanego dnia, którego jedyną atrakcją miała być gęsta mgła ograniczająca widoczność do minimum. Okazało się jednak, że to nie była zwykła mgła, która tak po prostu spowiła świat, ale magiczna, mleczna mgiełka, która sprowadziła do mnie Mikołaja. Pan listonosz, który został jego wcieleniem na rok 2012, przyniósł dziś prezenty. I tak oto była dziś u mnie Gwiazdka. ^^
W cudnym handmade'owym pudełeczku...
...przybyła do mnie we własnej osobie sama księżniczka Anna...
...którą w podróż w nieznane do ślężańskiej krainy w klejnoty koronne i wszystko, co najprawdziwszej, nowoczesnej, współczesnej pannie z dobrego domu do życia i szczęścia niezbędne zaopatrzyła nasza królowa Izabela wspaniałomyślnie panująca w krainie Igły i Nitki. Mej skromnej osobie, która zaszczytem dozgonnego towarzystwa księżniczki Anny, została zaszczycona, łzy szczęścia ciurkiem się polały. Niczym nie zasłużona niespodzianka sprawiła przeogromną radość i stała się najcieplejszym promyczkiem pochmurnego dnia. W wyprawce księżniczki przybyła góra herbatek, białe serducho wielkie i mięciutkie jak poducha z niebieską wstążeczką, góra kwiatów, w tym boski po prostu kwiatowy naszyjnik, góra serwetek, cudne haftowane podkładeczki z motywem liścia, dwa komplety kolczyków we wszystkich kolorach tęczy, góra kokardek, zestaw foremeczek wraz z proszkiem, które lada dzień zamienią mąkę w ciasteczka, bo chodzą za mną od dłuższego czasu i już mi się śnią po nocach oraz słodka karteczka z psiaczkiem. I tylko jedno pytanie w głowie: "byłaś grzeczna?". No bo jak się tak rozejrzałyśmy po moim pokoju razem z księżniczką, to ogarnął nas cień zwątpienia...
...na łóżku nie było gdzie usiąść...
...na fotelu nie było gdzie usiąść...
...przy stole nie było gdzie usiąść...
Zmęczona i zdziwiona księżniczka przycupnęła w krawieckim niezbędniku, a ja płonęłam ze wstydu, że historia zatoczyła koło do kwadratu i kolejny niezwykły gość ogląda u mnie szczyt bałaganu. Panna Iza wkroczyła jednak do akcji i zaprosiła księżniczkę Annę do siebie na półeczkę i tam wyjaśniła naszej wysokości, skąd to całe wielkie zamieszanie:
Opowiedziała, że u mnie na blogu jest konkurs słoiczkowy, a nagroda główna właśnie się pakowała i już czeka na wysłanie...
...nagrody pocieszenia właśnie się kończyły szyć...
...ostatnie losy właśnie były dopisywane...
...a już w najbliższą niedzielę po południu poznamy szczęśliwców, do których trafią przytulaski. Dzięki Pannie Izie księżniczka zrozumiała, że taki stan mojego pokoju należy do standardów i można się do niego przyzwyczaić, a bałagan tworzy się wczesnym rankiem w 5 minut, kiedy zaczynam czegoś szukać, a składa się przez 5 godzin wieczorem, kiedy chciałabym się już położyć. =)
Kiedy wszystko już sobie wyjaśniłyśmy, wypiłyśmy razem pyszną zieloną herbatkę na powitanie planując najazd na Bystrzycę Kłodzką, skąd księżniczka pochodzi. ^^
Otworzyłyśmy też paczuszkę, która przybyła do małego Szczepanowa z tajemniczych Lipków przy Starych Babicach, gdzie w Rynku mieści się siedziba sklepu AgoHome. (Polecam stronę sklepu - cały wieczór studiowałam kiedyś szukając tam inspiracji - mnóstwo tam cudów i co gorsze wszystko mi się podobało. ^^.) Z ciekawości sprawdziłyśmy, gdzie leży ta niezwykła miejscowość i okazało się, że w gminie Izabelin!!! To rzutem beretu od stolicy, no zobaczcie:
Przypadek? No nie wierzę. =) A w paczuszce białe serduszko z niebieską wstążeczką, tyle że drewniane. Przypadek? No jakby się wszyscy zmówili. ^^
Pluszak to nagroda pocieszenia za udział w konkursie, który zorganizował niedawno blog Magazyn Inspiracji. Zgłosiłam na niego mój pomysł na biurkowy stojak na teczki. Szarik idealnie pasuje do plecaczka:
Zauważyliście, że w obu paczuszkach było coś na czterech łapkach? Tylko nie mówcie, że to też przypadek, bo aż takich nie ma. =)
Dziękuję Izabeli za wspaniałą niespodziankę. Uwielbiam jej pomysły. Zazdroszczę zdolnych paluszków i sprawnej maszyny do szycia. ^^ Już ja sobie porozmawiam z tym Mikołajem. =*
Dziękuję też blogowi Magazyn Inspiracji za pomysłowy konkurs i obdarowanie tak miłymi upominkami wszystkich uczestników. =)
Na blogulawendowa kuźnia poczęstowałam się dzisiaj psim banerkiem, który skradł mi serducho:
Bo ja kocham takie psiaki, które w genach mają wszystkich ras po trochu, jak mój Tofik:
Tofik radośnie szczerzy kły, bo słyszał od mojego Skowronka, że kolejna szczęśliwa rączka mnie wylosowała i przyleci do nas śliczny ptaszek, który zamieszka w moim twórczym laboratorium wraz z Panną Izą, księżniczką Anną, Szarikiem oraz Marsem, o którym Wam jeszcze nie wspominałam:
Mars ma metr długości od czubka nosa po czubek ogona i był moim zagłówkiem w drodze do Stuttgartu z Wrocławia. Tylko 14 h jazdy autokarem w jedną stronę, a potem drugie tyle po koncercie z powrotem. Uratował mi kark przed wykręceniem. ^^
Tak się ciągle głowię, czy ja zasłużyłam na tyle szczęścia na raz. Dziękuję Wam kochani. Za wszystko. Za to, że jesteście przede wszystkim. Dla Was mój nr 1 ostatnich dni - Grey Revell Gone Gone:
Niestety w dniu ogłoszenia par wymiankowych mnie jak i ponad dziesięć (!) innych dziewczyn spotkało wielkie rozczarowanie, gdyż organizatorka ot tak sobie nas nie uwzględniła, twierdząc że nie dopełniłyśmy formalności, przy czym ze swej strony nie zrobiła zupełnie nic, żeby się z nami skontaktować. Mi było do kwadratu przykro, ponieważ jej słowa były dla mnie zupełnym kłamstwem - ja spełniłam wszystkie warunki i to w terminie. Napisałam jej, co mi na sercu leżało i podziękowałam za taką zabawę teraz i w przyszości. Będę się trzymała z dala od tego blogu i Was też przed nim ostrzegam, bo co to za człowiek, który sprawia taki zawód tylu osobom, a nawet się do błędu przyznać nie potrafi i uczciwie przeprosić.
Od dnia zapisania się na wymiankę lawendową szykowałam już paczuszkę. W dniu ogłoszenia par była ona już prawie gotowa, dlatego z tym zawodem było mi tak strasznie źle. Nie umiałam się pogodzić z tym, że mój prezent do nikogo miał nie trafić, bo ktoś miał taki smutny kaprys. Napisałam do pierwszej osoby, która się wpisała nade mną pod postem z widniejącymi parami wymiankowymi, gdzie nas obu nie było. Ta osobą była Marta prowadząca bloga *Lniany Zaułek*. Marta zgodziła się na to, abyśmy sobie zorganizowały prywatną międzyblogową wymiankę lawendową. Poznałyśmy się bliżej i wysłałyśmy sobie paczuszki. Dla Marty zaszalałam z szyciem przydasiowych woreczków. Nie było łatwo, bo przecież moja starusieńka już i rozklekotana mocno maszyna do szycia zna tylko ścieg zygzakowy, ale jakoś wyszyłam kilka woreczków. Jeden duży na całość drobiazgów:
Oto co pomieścił:
Lawendową akwarelkę, o której pisałam wcześniej, którą ozdobiłam zestaw papeterii:
Pachnące przydasie do domu:
W tym pachnący fioletowy susz:
Przydasie do szycia, bo Marta pisała, że zdarza jej się coś dziergać:
A także kilka karteczek, fioletową sówkę, którą Wam już pokazywałam, słonik z fioletową kokardką na szczęście dla miłośniczki porcelany, troszkę moich ulubionych herbatek w ramach słodyczy, bo umówiłyśmy się, aby to było coś zdrowego oraz żółto-fioletowy zestaw mojej filcowej biżuterii:
Udało mi się wszystko zapakować w pudełeczko i okleić papierem w kolorze fioletu, który będzie tłem poniższych zdjęć. =)
Marta przysłała mi ślicznie zapakowane pudełeczko pełne rozkosznych, ręcznie robionych, pachnących lawendą cudów:
Przygotowała mi szczegółową "instrukcję" podziwiania zawartości paczuszki:
Do "instrukcji" była załączona przeurocza malutka miotełka w spódnicy do wymiatania wszelkich smutków, która od razu zaczęła działać i robić porządek w moim stroskanym serduchu:
Paczuszka po otwarciu wprost wybuchła lawendowym zapachem:
Urzekło mnie kamienne serduszko znalezione na klifie oraz serduszko z papieru czerpanego, który dotykałam pierwszy raz w życiu:
Lawendowe kompozycje rozniosły cudny zapach po całym domu:
* w kuchni:
* przy moim łóżku:
W sercu paczuszki były drobiazgi, do których trzeba mieć wyjątkowo zdolne paluszki i cierpliwość:
Serwetka w lawendowym kolorze, śliczne bordowe kolczyki, o jakich marzyłam, pomysłowy hustecznik, na uszycie sobie którego jakoś nigdy nie mogłam znaleźć czasu i pierwsze uszyte dla mnie serduszko-zawieszka wypełnione lawendą - szczyt radości.
Profesjonalnie wydany album pełen autorskich aranżacji wnętrz wykonanych przez Martę oraz przepiękny, delikatny obrazek-wycinanka z ptaszkami, który sobie oprawię:
Rewelacyjna konfiturka oraz domek z ciasta solnego z dołączonym motto o miłości, pełnym życiowej prawdy:
Największą niespodzianką okazały się jednak białe kulki amarantusa, o którym nawet nie słyszałam nigdy:
Poświęcę mu trochę miejsca w kolejnym poście, bo nie wiem, czy Wy, kochani, słyszeliście o nim. ^^
Łezka mi się w oku zakręciła, kiedy zobaczyłam, ile serca można włożyć w rękodzieło i stworzenie dla kogoś paczuszki wymiankowej. To zaszczyt zostać tak obdarowanym. Cieszę się, Marto, że podobała Ci się paczuszka ode mnie - pakowana sercem, pełna treści, dobrego przekazu i radości w tych lawendowych sześciu ściankach przestrzeni zamkniętej tekturą, jak pięknie to ujęłaś - i dziękuję za Twój wpis na blogu. Pod wrażeniem Twoich rozlicznych talentów jest cała moja rodzina, która śle Ci pozdrowienia i życzenia wielu lat radosnej twórczości. Wciąż trudno mi uwierzyć, że to mnie spotkało to szczęście wymianki lawendowej z Tobą, bo nikt by tego lepiej w ramach jakiegoś losowania nie wymyślił. Z całego mojego prostego serducha dziękuję Ci za tą wymiankę, za wszystkie ciepłe słowa z Twojej strony i okazaną empatię w trudnych chwilach. I powtórzę słowa, które już znasz: to wielkie szczęście, że jesteś i że było mi dane poznać Cię bliżej. Pomogłaś mi na nowo poznać siebie samą. Zainspirowałaś pod wieloma względami. Pomogłaś postawić krok do przodu, sięgnąć wyżej i dalej, niż myślałam, że potrafię. Jesteś dla mnie mistrzynią rękodzieła. Po stokroć Ci za wszystko dziękuję. =*
Żeby zobaczyć, jak pięknie była zapakowana paczuszka od Marty musicie zajrzeć do niej na blog, bo jak się moja rodzinka zleciała do oglądania paczuszki, to nawet mi nie dali pomyśleć, a co dopiero zrobić zdjęcie. Ja mogę Wam tylko pokazać, co stało się z pudełeczkiem i górą papieru, w który było wszystko zapakowane:
Papier został wyprasowany, przycięty na wymiar i przyklejony do ścianek pudełeczka. Wieczko stało się dnem. Tak oto powstał niezbędnik krawcowej na większe przydasie:
To była wspaniała przygoda. Samych tak pięknych, inspirujących przygód życzę Wam wszystkim, kochani. =)