Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 października 2012

Byłaś grzeczna? Yyyy...

Kochani, nie wiem jak Wy, ale ja spodziewałam się dziś zwykłego, zapracowanego dnia, którego jedyną atrakcją miała być gęsta mgła ograniczająca widoczność do minimum. Okazało się jednak, że to nie była zwykła mgła, która tak po prostu spowiła świat, ale magiczna, mleczna mgiełka, która sprowadziła do mnie Mikołaja. Pan listonosz, który został jego wcieleniem na rok 2012, przyniósł dziś prezenty. I tak oto była dziś u mnie Gwiazdka. ^^
 
W cudnym handmade'owym pudełeczku...
 

...przybyła do mnie we własnej osobie sama księżniczka Anna...


...którą w podróż w nieznane do ślężańskiej krainy w klejnoty koronne i wszystko, co najprawdziwszej, nowoczesnej, współczesnej pannie z dobrego domu do życia i szczęścia niezbędne zaopatrzyła nasza królowa Izabela wspaniałomyślnie panująca w krainie Igły i Nitki. Mej skromnej osobie, która zaszczytem dozgonnego towarzystwa księżniczki Anny, została zaszczycona, łzy szczęścia ciurkiem się polały. Niczym nie zasłużona niespodzianka sprawiła przeogromną radość i stała się najcieplejszym promyczkiem pochmurnego dnia. W wyprawce księżniczki przybyła góra herbatek, białe serducho wielkie i mięciutkie jak poducha z niebieską wstążeczką, góra kwiatów, w tym boski po prostu kwiatowy naszyjnik, góra serwetek, cudne haftowane podkładeczki z motywem liścia, dwa komplety kolczyków we wszystkich kolorach tęczy, góra kokardek, zestaw foremeczek wraz z proszkiem, które lada dzień zamienią mąkę w ciasteczka, bo chodzą za mną od dłuższego czasu i już mi się śnią po nocach oraz słodka karteczka z psiaczkiem. I tylko jedno pytanie w głowie: "byłaś grzeczna?". No bo jak się tak rozejrzałyśmy po moim pokoju razem z księżniczką, to ogarnął nas cień zwątpienia...
 
...na łóżku nie było gdzie usiąść...


 ...na fotelu nie było gdzie usiąść...



...przy stole nie było gdzie usiąść...


Zmęczona i zdziwiona księżniczka przycupnęła w krawieckim niezbędniku, a ja płonęłam ze wstydu, że historia zatoczyła koło do kwadratu i kolejny niezwykły gość ogląda u mnie szczyt bałaganu. Panna Iza wkroczyła jednak do akcji i zaprosiła księżniczkę Annę do siebie na półeczkę i tam wyjaśniła naszej wysokości, skąd to całe wielkie zamieszanie:

 
Opowiedziała, że u mnie na blogu jest konkurs słoiczkowy, a nagroda główna właśnie się pakowała i już czeka na wysłanie...
 

...nagrody pocieszenia właśnie się kończyły szyć...


...ostatnie losy właśnie były dopisywane...


...a już w najbliższą niedzielę po południu poznamy szczęśliwców, do których trafią przytulaski. Dzięki Pannie Izie księżniczka zrozumiała, że taki stan mojego pokoju należy do standardów i można się do niego przyzwyczaić, a bałagan tworzy się wczesnym rankiem w 5 minut, kiedy zaczynam czegoś szukać, a składa się przez 5 godzin wieczorem, kiedy chciałabym się już położyć. =)
 
Kiedy wszystko już sobie wyjaśniłyśmy, wypiłyśmy razem pyszną zieloną herbatkę na powitanie planując najazd na Bystrzycę Kłodzką, skąd księżniczka pochodzi. ^^
 
Otworzyłyśmy też paczuszkę, która przybyła do małego Szczepanowa z tajemniczych Lipków przy Starych Babicach, gdzie w Rynku mieści się siedziba sklepu AgoHome. (Polecam stronę sklepu - cały wieczór studiowałam kiedyś szukając tam inspiracji - mnóstwo tam cudów i co gorsze wszystko mi się podobało. ^^.) Z ciekawości sprawdziłyśmy, gdzie leży ta niezwykła miejscowość i okazało się, że w gminie Izabelin!!! To rzutem beretu od stolicy, no zobaczcie:
 
 
Przypadek? No nie wierzę. =) A w paczuszce białe serduszko z niebieską wstążeczką, tyle że drewniane. Przypadek? No jakby się wszyscy zmówili. ^^


Pluszak to nagroda pocieszenia za udział w konkursie, który zorganizował niedawno blog Magazyn Inspiracji. Zgłosiłam na niego mój pomysł na biurkowy stojak na teczki. Szarik idealnie pasuje do plecaczka:


Zauważyliście, że w obu paczuszkach było coś na czterech łapkach? Tylko nie mówcie, że to też przypadek, bo aż takich nie ma. =)
 
Dziękuję Izabeli za wspaniałą niespodziankę. Uwielbiam jej pomysły. Zazdroszczę zdolnych paluszków i sprawnej maszyny do szycia. ^^ Już ja sobie porozmawiam z tym Mikołajem. =*
 
Dziękuję też blogowi Magazyn Inspiracji za pomysłowy konkurs i obdarowanie tak miłymi upominkami wszystkich uczestników. =)
 
Na blogu lawendowa kuźnia poczęstowałam się dzisiaj psim banerkiem, który skradł mi serducho:


Bo ja kocham takie psiaki, które w genach mają wszystkich ras po trochu, jak mój Tofik:

 
Tofik radośnie szczerzy kły, bo słyszał od mojego Skowronka, że kolejna szczęśliwa rączka mnie wylosowała i przyleci do nas śliczny ptaszek, który zamieszka w moim twórczym laboratorium wraz z Panną Izą, księżniczką Anną, Szarikiem oraz Marsem, o którym Wam jeszcze nie wspominałam:
 
 
Mars ma metr długości od czubka nosa po czubek ogona i był moim zagłówkiem w drodze do Stuttgartu z Wrocławia. Tylko 14 h jazdy autokarem w jedną stronę, a potem drugie tyle po koncercie z powrotem. Uratował mi kark przed wykręceniem. ^^
 
Tak się ciągle głowię, czy ja zasłużyłam na tyle szczęścia na raz. Dziękuję Wam kochani. Za wszystko. Za to, że jesteście przede wszystkim. Dla Was mój nr 1 ostatnich dni - Grey Revell Gone Gone:
 
 
=*

niedziela, 2 września 2012

W gościnie u Królowej Polski

Kochani, kiedy wczoraj pisałam Wam o mojej wyprawie do Barda, zapomniałam dodać, że to miejsce jest piękne także zimą. Mój pierwszy tam pobyt trwał aż dwa tygodnie i obejmował całe ferie zimowe. Prawie codziennie, jeśli tylko pogoda pozwalała, wspinaliśmy się i patrzyliśmy długo na zaśnieżone Bardo z góry. Szlag kapliczek różańcowych przemierzony zimą nie należał do najłatwiejszych. Niewiele udało mi się zapamiętać z tego, co mówił wtedy przewodnik oprowadzający nas po sanktuarium Strażniczki Wiary, a to dlatego, że zaczął swój wykład od konkursu, z satysfakcją jako nagrodą, który wygrałam i z wrażenia wyłączył mi się tryb słuchania. Zapytał grupę, ile według nas jest metrów do stropu w kościele, w którym się znajdowaliśmy. Nie należę do wyrywnych, więc spokojnie oddaliłam się od grupy i od ścian na środek, zmierzyłam wzrokiem odległość pomagając sobie miarą ze złożonych palców, jak robią malarze, policzyłam i jako ostatnia, nie słuchając odpowiedzi innych, którzy strzelali na odczepnego, udzieliłam dokładnej co do 0,5 m odpowiedzi. Zapadła niezręczna cisza, chyba najbardziej dla mnie, bo cóż ja winna, że mam takie praktyczne podejście do rzeczywistości. ^^ Tych z Was, którzy mają ochotę i czas, zapraszam na wirtualną wycieczkę po sanktuarium bardzkim na tej stronie.
 
Ziemia kłodzka ma też piękne sanktuarium Królowej Rodzin w Wambierzycach, ale tam jeszcze nie byłam. Samo Kłodzko widziałam na oczy raz w życiu, prawie biegiem.
 
(figura św. Jana Nepomucena na moście w Kłodzku)
 
Przesiadałam się tam z pociągu na autobus do granicy. Jednym słowem koszmar. Nie że brzydko tam, ale jak z pełnym plecakiem i tobołami w obu rękach dacie radę taki szmat drogi przejść z PKP na PKS przez całe miasto pod górę, pytając o drogę i się Wam nie odechce dalszej podróży, to tylko gratulować. O spóźnionych o kilka godzin autobusach, które w ogóle nie jeżdżą według rozkładu, tylko wspomnę. Zaproszenie do Bystrzycy Kłodzkiej od Izabeli jest dla mnie wielką radością, ale i nielada wyzwaniem na przyszłość, bo do Kłodzka najsensowniej dojechać z Wrocławia pociągiem, ale jedzie się bardzo dłuuuuugo i powoooooli... =)
 
(źódłó: link)
 
 
Dwanaście lat temu miałam okazję pojechać na jednodniową wycieczkę do Lichenia. Wspomnienia zostały tylko w sercu, bo aparatu wtedy nie miałam. Wieże jeszcze były w budowie. Bardzo bym się ucieszyła, gdyby taki wypad kiedyś się powtórzył i żeby był czas na bardzo dokładne zwiedzanie. Niecierpliwych mogę odesłać do obejrzenia prywatnej galerii: tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu i tu.
 
Z wypadu sprzed lat pamiętam tylko wyjazd w środku nocy i długie godziny jazdy. Na miejscu czułam się zagubiona, bo nie było żadnej organizacji wycieczki, przewodnika, totalna wolność, ale nie dla kogoś, kto był pierwszy raz. Poza tym zaczynało wychodzić ze mnie przemęczenie po pieszej pielgrzymce do Częstochowy, którą miałam właśnie za sobą. Było to wszystko tuż przed maturą. To była moja jedyna piesza wyprawa na Jasną Górę. Miałam pecha, bo przez nadgorliwość mojej mamy w pakowaniu konserw nadwyrężyłam plecy podnosząc wypchany plecak jeszcze w domu. Potem był tylko nieznośny ból,  który towarzyszył mi do końca pielgrzymki i został ofiarowany Matuchnie wraz z prośbą o szczęśliwe skończenie szkoły średniej. Nie miałam ani jednego odcisku wracając do domu pociągiem, bo nogi miałam odporne i zahartowane w chodzeniu, a dodatkowo wzięłam najbardziej rozczłapane buty, jakie miałam w domu. Udało mi się jak dotąd od tamtej pory wrócić przed słynące cudami oblicze Królowej Polski dwa razy. Raz jako współorganizator takiej wycieczki dla dzieci na zakończenie gimnazjum, a raz jako dodatkowy opiekun na wycieczce dzieci pierwszokomunijnych. Przez krótki czas mieszkałam tam nawet w Częstochowie, bardzo blisko wzgórza jasnogórskiego. Mateczkę miałam o krok, tylko praca nie pozwalała przesiadywać w Jej kaplicy. Prawie dzień w dzień Błonia Jasnogórskie przed sanktuarium wypełniały się pielgrzymami:
 
 
Wały obronne przypominały burzliwą historię obrony wzgórza sprzed lat, a z pomnika pozdrawiał wiernych papież Jan Paweł II:
 
 
Wokół wałów, w parku klasztornym, który otacza z trzech stron mury sanktuarium, umieszczono czternaście rzeźb przedstawiających drogę krzyżową:
 
 
 
Zespół klasztorny zakonu paulinów urzeka wystrojem wnętrz:
 
 
 
Wnętrze trzynawowej bazyliki, która stoi w centrum wzgórza, ma obecnie wystrój w stylu barokowym:
 
 
Podczas mszy można w niej usłyszeć piękne, zabytkowe organy:
 
 
Do Kaplicy Cudownego Obrazu prowadzi osobne wejście poprzedzone dziedzińcem:
 
 
W samej Kaplicy zawsze panuje wielki tłok i półmrok, rozświetlany flaszami zakazanych lamp w aparatach fotograficznych:
 
 
Wszyscy chcą znaleźć się jak najbliżej Królowej Polski i pozostać przy Niej jak najdłużej:
 
 
Myśli dziś płyną w kierunku Jasnej Góry ze względu na Ogólnopolskie Dożynki, w których wziął udział sam prezydent. Moja mama oglądała relację w telewizji. Ja zajęta przygotowywaniem obiadu myślami wróciłam dziś do drugiego w kolejności po Kaplicy Cudownego Obrazu niezwykłego moim zdaniem miejsca na wzgórzu jasnogórskim - do galerii obrazów Jerzego Dudy Gracza:
 
 
W galerii obowiązuje całkowity zakaz robienia zdjęć i jest to bardzo pilnowane przez kilku ochroniarzy. Nie można tam usiąść, aby sobie pokontemplować zjawiskowe dzieła artysty. Można tylko bardzo, ale to bardzo kombinować jak ja, ryzykując wyrzucenie za drzwi. Gorąco polecam zakup na pamiątkę czterojęzycznego albumu z rozważaniem drogi krzyżowej, który można nabyć w jasnogórskiej księgarni:
 
 
Pozycję tą zdobią właśnie obrazy Jerzego Dudy Gracza z serii Golgota Jasnogórska:
 
 
Polecam Wam w ogóle poznać bliżej historię życia i twórczości tego nieżyjącego już artysty, który na twarze świętych wybrał oblicza nie wielkich tego świata, ale prostych ludzi spotkanych w wiejskich plenerach.  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...