Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mech. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 października 2012

Grzybów było w bród...

Mickiewicz w Panu Taduszu pisał, jak to kiedyś grzybów było w bród. Wiele osób skarży się, że w tym roku grzybów jest jak na lekarstwo. Czemu tak jest? Podobno mamy coraz suchsze lata i jesienie, a to nie sprzyja rozwojowi grzybni. Grzyby, jeśli już są, to w wilgotnych częściach lasu i przeważają gatunki niewymagające sporej wilgoci. Postanowiłam to sprawdzić wczoraj naocznie. Mam to szczęście, że mieszkam niedaleko starego lasu:
 
 
W lesie tym jednak pełno było tylko grzybów, których się nie zbiera:
 
 
Za starym lasem jest na szczęście młodnik:
 
 
Na jego wilgotnym skraju udało się znaleźć troszkę jadalnych grzybków:
 
 
Grzybki były wyjątkowo niedużych rozmiarów. Poza kilkoma szlachetniejszymi były to głównie opieńki i kilka kań, które uwielbiam smażone jak kotlety w panierce. Grzybki po odgotowaniu trafiły do zamrażarki, gdzie poczekają na świąteczne pierogi. =)
 
Bywały bardziej szczodre w grzyby lata:
 
 
 
Zdarzały się wypady, kiedy nie brakowało grzybów szlachetnych:
 
 
Przepiękne okazy:
 
 
 
Prawdziwe giganty, jak ten maślak:
 
 
Jeśli jednak bardzo lubicie grzyby i chcielibyście je sobie wyhodować w domu łatwo i szybko, to mam dla Was mały tutorial grzybowy.
 
Szukamy kawałeczek niezagrubej i niezatwardej kory. Wbijamy w nią kilka gwoździków::
 

Przewracamy korę do góry nogami i pozwalamy gwoździkom przejść na drugą stronę przyciskając korę do podłoża:


 
Następnie przygotowujemy tyle kilkucentymetrowych patyczków, ile wbiliśmy gwoździ w korę, i przy pomocy gwoździka o tej samej średnicy, co wbite, robimy dziurki w patyczkach, aby móc je potem nadziać na gwoździki wystające z kory:
 

Gwoździki w korę dobrze jest wbić pod pewnym kątem, aby grzybki nie były potem idealnie proste i nudne:

 
Przygotowujemy kawałek mchu większy niż kawałek użytej kory i troszkę plasteliny:
 

Mech nakładamy na korę tak, aby ostre końce gwoździ przez niego przeszły na wylot. Na te ostre końce wystających gwoździ nakładamy patyczki:

 
Przygotowujemy tyle żołędziowych czapeczek, ile wbiliśmy w korę gwoździ:
 

Każdą napełniamy plasteliną:

 
Nakładamy czapeczki na patyczki i dociskamy do oporu:
 

Dekoracja gotowa. Możemy zabrać grzybki do domu. U mnie to cały mały kawałeczek lasu:

 
Dobrze, żeby wszystkie użyte elementy - kora, patyczki, mech, żołędzie - były wysuszone, bo robaczki się w nich będą mnożyć i rozbiegną się nie tylko po dekoracji, ale i po całym mieszkaniu. ^^
 
Sesja zdjęciowa tutorialu była bardzo nietypowa, gdyż odbywała się przed domem, na murku, gdzie towarzyszyły mi zwierzaki - Tofik i Mikuś, który nawet podstępem wkradł się w kadr ostatniego zdjęcia. Nie bez powodu spędziłam dziś dzień z nimi. W końcu 4 października od wielu lat to Światowy Dzień Zwierząt. Dzisiejszy dzień jest początkiem Tygodnia Modlitw za Świat dla Zwierząt. Październik jest miesiącem dobroci dla zwierząt. Bądźcie dobrzy dla Waszych czworonożnych przyjaciół, nie tylko w tym dniu.
 
Zostawiam Was z cytatem, pozostawionym przez jedną z osób, które odwiedziły mój blog:
 
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"

Mark Twain

czwartek, 27 września 2012

Słoiczki pełne magii

Jesień rozgościła się na dobre, także w naszym blogowym świecie. Na blogach królują jesienne kolory i dekoracje. Nasze domy wypełniają się jesiennymi zapachami. Ogrody, sady, pola, parki powoli pustoszeją. Wszędzie kolorowo i nastrojowo. Także u mnie, w domu, wokół niego, na blogu, ale i w duszy. Wszystko zwalnia obroty, przysypia. Jesień przywitała nas już pierwszym chłodem i przeziębieniami. Przyniosła jednak przede wszystkim dużo swoich różnorakich darów, które zapełnią nasze spiżarnie i ozdobią wnętrza. Powoli porządkujemy ogrody. Sezon zamykania skarbów w słoiczkach u mnie w domu już zakończony. Nic tak nie będzie smakować zimą, jak domowe przetwory robione z sercem przez nasze mamy, babcie, ciocie:
 

Słoiczki kryją wiele tajemnic i pyszności. Największe moje słoiczkowe odkrycie miało miejsce w Czechach, w jednym z supermarketów, gdzie robiłam niezbędne zakupy podczas kilkudniowego pobytu na Rock for People w Hradec Králové. Szukałam w sklepie półki z jogurtami, które uwielbiam i były mi do szczęścia na śniadanie niezbędnie potrzebne. Ku memu wielkiemu zdziwieniu czekał tam na mnie w sklepie calutki regał pełen słoiczków z jogurtem w środku ze sporym ich wyborem:


Jadłam i śmiałam się, co też do głowy naszym sąsiadom przyszło, żeby jogurt w słoiczkach zamykać. Oj dużo ich zjadłam, świeżutkich donatów, których wybór był po prostu szalony, zresztą też:


Cudnie się ze sobą komponowały. To moje baaardzo przyjemne wspomnienie z Czech. ^^

Do Polski udało mi się przywieźć tylko jeden taki słoiczek, ale już bez zawartości pierwotnej, tylko wypełniony różnymi drobnymi pamiątkami z zagranicy. Do niedawna służył on jako pojemniczek przydasiowy. Obecnie szukam dla niego nowego zastosowania. Może będzie to moje pierwsze słoiczkowe decu? Kto wie... =)

Zawsze chciałam zamknąć w słoiczku trochę światła i ciepła. Udało mi się to ostatnio, kiedy na blogu Wioletki zobaczyłam post z pragnieniem posiadania słoiczkowego lampiona oraz post ze zrealizowanym marzeniem o nim. Od razu wzięłam się do pracy i stworzyłam sobie takie cudeńko. Cały proces tworzenia uwieczniłam, gdyby ktoś chciał się zainspirować. Zapraszam więc na fotorelację ze słoiczkowego DIY.

Na lampion wybrałam słoiczek szeroki, aby wygodnie było mi w nim ręką wszystko poukładać. Dno wyłożyłam zasuszonym mchem. Świeczkę oddzieliłam od dekoracji szklaną podstawką. Jako dekoracji użyłam zasuszonych szyszek, orzecha włoskiego, liści, kawałka drewna i gipsówki:


Przygotowałam kawałek grubego druta, który wygięłam szczypcami i nadałam mu kształt wyginając na słoiczku od kawy:


Ucięłam kawałek szerokiej koronki długości obwodu słoika w najszerszym miejscu i zszyłam go na lewej stronie:


Do drucika przywiązałam podwójną pętelka kawałek grubego sznurka i przywiązałam całość do słoika wokół jego szyjki na porządny guz:


Ucięłam kawałek tasiemki i zabezpieczyłam poprzez stopienie jej końce, aby się nie strzępiła:


Na słoiczek naciągnęłam wywróconą na prawą stronę koronkę i obwiązałam ją wokół słoiczka tasiemką:


Uchwyt z drucika jest tak mocny, że można trzymając za niego przenosić latarenkę, kiedy świeczka się nie pali. Jest on tak zamocowany, że składa się wygodnie i lekko, kiedy świeczka się pali i roztacza magiczne światło i ciepło wieczorem:


A jakie jest miejsce słoiczków w Waszym życiu, kochani? Opowiedzcie o ich zawartości. W kolejnym poście czeka na Was słoiczkowy konkurs z nagrodami.  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...