Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radio. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Łączy pokolenia

Muzyka jest czymś wyjątkowym między innymi dlatego, że nie zna właściwie barier, ani czasu ani przestrzeni. Dzięki nagraniom możemy cofać się w czasie i podziwiać gwiazdy, których czas się już na ziemi wypełnił. Możemy wracać do najpiękniejszych muzycznych wspomnień z naszego życia. Granice państw nie mają znaczenia dla muzyki. Dzięki technice możemy zabrać to, czego słuchamy, ze sobą wszędzie, a dzięki Internetowi poznać muzykę z każdego zakątka świata. Muzyka ma w sobie coś boskiego przez swą niezależność czasoprzestrzenną. Mówi się, że się nie starzeje, choć niejeden utwór chwilowo wypada z obiegu, bo już jest moda na coś innego.
 
W muzyce niezwykłe jest też to, że nie zna właściwie barier osobowych. Popularne powiedzenie głosi, iż muzyka łączy pokolenia. Potrafi ona zgromadzić w jednej grupie słuchaczy tego samego gatunku, stylu, bądź wykonawcy i zbliżyć do siebie osoby w bardzo różnym wieku - od dzieci, przez młodzież, osoby dojrzałe, po staruszków. Może w Polsce trudniej to dostrzec, bo za granicą koncerty, festiwale to bardziej rodzinne imprezy. U nas to raczej formy rozrywki dość indywidualne. Nie jeździmy z rodzicami i nie zabieramy raczej naszych dzieci, a u naszych sąsiadów jest inaczej. Wielu patrzy ze zdziwieniem na zdjęcia z imprez w Czechach, czy w Niemczech, gdzie podrygujących dzieciaków i staruszków nie brakuje.

Mnie zawsze fascynowały rodziny, w których pielęgnuje się rodzinną tradycję śpiewu i gry na instrumentach. Myślę, że warto tu skierować myśl ku rodzinom góralskim. Mam nadzieję, że coś Wam mówi nazwa Trebunie-Tutki. To właśnie rodzina góralska z Białego Dunajca, która jest zespołem koncertującym na największych festiwalach po świecie. Wierzę, że każdy z Was kojarzy też całą rodzinę Steczkowskich, a nie tylko Justynę. Jak również rodzinę Pospieszalskich z Częstochowy, która tak często właśnie z nimi wspólnie koncertuje.


Rodziny Steczkowskich, Pospieszalskich i Trebuni-Tutków (źródło: różne strony internetowe)

Mówi się, że muzyka zostaje w rodzinie, przechodzi z dziada pradziada, jako zamiłowanie i smykałka, czy to do śpiewania, czy to do grania, czy to do komponowania. Może warto poszukać jej w swoim rodzinnym gronie i we własnej osobie. Może i dziś są wśród nas talenty na miarę rodziny Straussów, Mozartów, czy Bachów.

Rodzina Straussów (źródło: różne strony internetowe)

Rodzina Mozartów (źródło: różne strony internetowe)

Rodzina Bachów (źródło: różne strony internetowe)

A u Was w domu - śpiewa się razem, gra na instrumentach? A Ty umiesz na czymś grać? Ja lubię śpiewać, choć problemy ze zdrowiem mi nie pozwalają. Śpiewam raczej sercem niż ustami. Nie było mi dane nauczyć się gry na żadnym instrumencie, choć w szkole flet i cymbałki przestały mi być obce. Bardzo lubiłam, gdy byłam mała, jak mama śpiewała przy robieniu różnych rzeczy w domu. Kiedy żył dziadek, radio było zawsze włączone. Dziś te melodie wracają i niosą radość.

A może gdzieś w kącie na strychu u Was czeka na swego odkrywcę zapomniany instrument...

(Young Elvis, czyli Kubuś, syn mojej kuzynki z gitarą śpiewający coś o kocie)

czwartek, 29 grudnia 2011

Wszystkimi zmysłami

Wydawać by się mogło, że muzyka jest do słuchania, ale to płytkie stwierdzenie. Jak ktoś umie odbierać ja tylko jednym zmysłem, nie sięga do jej głębi, nie odbiera pełnego jej przekazu. Ktoś uświadomił mi, że słuchać muzykę to za mało, że same uszy nie wystarczą. Co to znaczy?
Otóż słuchając latami muzyki dobiegającej z radia przyzwyczajamy się do tego, że nie ma dla nas znaczenia kto i jak w sumie śpiewa. Znamy wiele utworów ze słyszenia, ale nie kojarzymy ich z wykonawcami, gatunkami, stylami muzycznymi. Utwory lecące jeden po drugim, często nie zapowiadane, nie mają dla nas skojarzeń nawet z tytułem. Czy tak powinno wyglądać słuchanie muzyki? Myślę, że nie. Nie możemy nastawiać się na tak płytki odbiór muzyki. Zachęcam więc ponownie do wyboru słuchania muzyki w sposób świadomy. Pierwszym krokiem jest chęć wybierania sobie utworów do słuchania, odejście od słuchania radia na rzecz odtwarzaczy, w których nie będziemy uruchamiać gotowych list odtwarzania, ale wysilimy się, aby coś sobie wybrać. Drugim powinno być wyrobienie w sobie ciekawości odnośnie tych utworów, które znamy, ale nie kojarzymy za dobrze, a które może nucimy sobie pod nosem, bo gdzieś tam one siedzą w naszej głowie, są bliskie naszemu sercu i wracają, kiedy w jakiś sposób oddają nasz nastrój. Warto sprawdzić, czym są, wiedzieć o nich coś więcej - kto śpiewa, o czym, jaki noszą tytuł, aby móc świadomie do nich w przyszłości wracać. To, co krąży w nas bez naszej sugestii właśnie dużo mówi o nas, jest takim oknem w nas samych. Warto poznać, co się zanim kryje. Trzecim krokiem może być właśnie włączenie zmysłu wzroku, skojarzenie dźwięku z obrazem. Może to być na początek obejrzenie teledysku do ulubionej piosenki. Nietrudno zauważyć, że przekaz jest nie tylko w głosie wykonawcy i w podkładzie muzycznym, ale w całej oprawie. Ważny jest skład zespołu, dobór instrumentów, dekoracje, oświetlenie, stroje, gadżety, ruch sceniczny, gesty, kontakt z publicznością, a nawet niespodzianki, mniej lub bardziej zamierzone, jak wpadki, gdy ktoś się pomyli, coś zgubi, potknie, gdy zabraknie prądu, dlatego trzeba iść dalej, zrobić ten ostatni krok i połączyć zaangażowanie zmysłu słuchu i wzroku z pozostałymi. Czwarty krok - trzeba się wybrać na koncert i przeżyć go na żywo. Już nie tylko wysłuchać, nie tylko zobaczyć, ale przeżyć, poczuć go całym swoim ciałem, odczuć wibracje, ścisk, brak tchu w tłumie, doświadczyć chaosu, ekscytacji podczas oczekiwania, poczuć się częścią widowiska, jego współtwórcą, jednym z elementów. Otwarcie się na pełnię takiego przekazu uzależnia, uzależnia bardzo przyjemnie. To jak zakosztowanie nektaru, po którym wszystko inne wydaje się już bardzo mdłe.

 
(barierki na środku tuż przy scenie - marzenie fana na każdym występie gwiazdy)

Tylko ten, kto choć raz walczył o to magiczne miejsce pod barierką przed sceną, na którym grał jego ukochany zespół, zrozumie, czym jest muzyczne spełnienie. Polecam. To szczęście jedyne w swoim rodzaju.

(widok spod barierki na scenę, kiedy artysta wydaje się na wyciągnięcie ręki i nie ważne, że napierający wielotysięczny tłum odbiera resztki tchu w piersiach - na scenie MCR)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...