Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2013

Wyniki szydełkowego candy

Dziękuję Wam kochane moje za udział w kolejnej blogowej zabawie u mnie. Znów było wyzwaniowo, kameralnie i ekscytująco. ^^
 
Już spełnienie trzech prościutkich warunków zabawy było nie lada wyzwaniem, stąd tylko lub aż 14 przyjętych zgłoszeń i propozycji na szydełkowe marzenia:
 

Komisja przedebatowała niesamowite pomysły, jednak jeden skończył się wielką burzą mózgów, no bo co to jest...

 
???
 
Gdyby to marzenie trzeba było spełnić, musiałaby interweniować chyba wróżka, bo każdy miał inne skojarzenia i zupełnie inaczej widział efekt, stąd jednogłośnie nagroda
 
 
pofrunie czym prędzej do Beaty, autorki tego niezwykłego pomysłu, z bloga szczęśliwy zakątek.
 
Gratulacje! Czekam na adres do wysyłki!
Mój adres mailowy w pasku bocznym.  =)
 
Będziesz musiała, Kochana sama spróbować swoich sił, aby spełnić to marzenie, bo  ja wymiękam. Myślę, że gazetka bardzo Ci w tym pomoże. ^^

poniedziałek, 12 listopada 2012

Tam, gdzie spadają anioły i fruwają motyle

W blogosferze odkryłam latem miejsce niezwykłe. Miejsce gdzie od aniołów się robi. Takie niebo na ziemi. To blog to Rękodzieło-art, które prowadzi i uskrzydla Wioletka. =)
 
Wieki temu zapytałam, czy Wioletka nie stworzyłaby dla mnie anioła stróża, który by czuwał nade mną, kiedy łapię moje pomysły i próbuję uwieczniać podczas rękodzielniczych zmagań. Aniołek, a właściwie cudna anielinka przybyła do mnie strasznie szybko i zaskoczyła zupełnie:
 

Wioletka jest mistrzynią ożywiania masy solnej. Każdy drobiazg jest tak dokładnie wykończony i pięknie ozdobiony. W paczuszce wraz z anielinką były także słodkie serduszka, a nawet wielkie serce w apetyczne poziomki. Kiedy na nie spojrzę, to się robię głodna. Wioletka obdarowała mnie także uroczymi kolczykami, pięknymi serwetkami oraz słodkościami. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie mydełko czekoladowe, po prostu niesamowite.
 
Moja paczuszka dla Wioli powstawała bardzo długo, aż mi było totalnie głupio, że aż tak długo, ale chciałam się nauczyć robić mnóstwo nowych rzeczy, aby paczuszka była oryginalna. Punktem odniesienia był ulubiony kolor Wioletki. Miało być fioletowo, liliowo, lawendowo. Przygotowałam więc serce metodą iris folding, kwiatuszek-broszkę z filcu, kwiatuszek z tkaniny, ozdobne klamerki, sówkę-maskotkę, karteczkę z moim motto, woreczek z pachnącym fioletowym suszem, woreczek lawendowy, zawieszkę z inicjałem z pasty modelarskiej, kolczyki-koła, serwetki, świeczuszki, cudaczki z masy cukrowej oraz inne słodkości:

 
Bardzo dziękuję Wioletce za wymiankę, dzięki której trafiłam pod opiekę najsympatyczniejszego anioła w galaktyce. Mam nadzieję, że i Wioletka będzie ją miło wspominać. =)
 
Jest taka piosenka, którą bardzo lubię, a która chodzi mi po głowie, szczególnie w okresie przedświątecznym, bardzo często:
 
 
Pada w niej ważne pytanie o marzenia:
 
A kto wie, czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
I warto mieć marzenia
Doczekać ich spełnienia.

Kto wie czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
Nie obserwują zdarzeń,
I nie spełniają marzeń!!!
Kto wie?
Kto wie?
Kto wie?

Ja wiem, że warto. =)

Z ogłoszeń parafialnych, Kochani, mam dla Was jedną ważną wiadomość. Mianowicie od dziś do najbliższej niedzieli, czyli do 18go, można głosować na prace zgłoszone na wyzwanie u Asia majstruje:


Wśród zgłoszonych prac jest także mój malutki motylek kanzashi:


Jeśli chcielibyście oddać na niego głos, znajdziecie go na tej stronie wśród miniaturek. Będzie mi bardzo miło. Dzięki wyzwaniu poznałam wiele nowych dziewczyn, dla których rękodzieło wiele znaczy, głowy mają pełne świetnych pomysłów, a ręce zwykle zajęte. Zerknijcie chociażby po to, aby zaczerpnąć inspiracji dla siebie. Zapraszam Was wszystkich cieplutko i serdecznie.  =)

środa, 17 października 2012

Na rozgrzanie serc

Chciałam Was, kochani, wczoraj rozbawić troszkę zdjęciami, które przyuważone w necie poprawiły mi humor, zepsuty bezowocnym szukaniem tutorialu na motyla ze wstążki. Niechcący postraszyłam Was śniegiem. Pomysł mi się wziął od rozmowy z mamą, która słyszała w TV o rychłej zimie w Polsce. Ja tam nie wiem, czy wierzyć w to, czy nie, ale mokrych Zaduszek to ja nie lubię. Znowusz Świąt i Sylwestra sobie bez śniegu i mrozu nie wyobrażam - to wbrew tradycji. ^^
 
Wczoraj miałam pracowity dzień. Robiłam kolejne karteczki z moim motto do paczuszek:
 


Jedną podrasowałam na maksa haftem kaszubskim:



A w jednej zatopiłam źródło szczęścia - najprawdziwszą, dużą, czterolistną koniczynkę:

 
Widać po niewyraźnym zdjęciu, że noc mnie przy niej zastała. Tak szybko teraz robi się ciemno, a aparat odmawia posłuszeństwa przy braku naturalnego światła. Rozciągam dobę, ile się da, ale Karolinka i tak się ze mnie śmieje, że nocne rekordy biję w publikacji postów. No co ja poradzę, że dnia mi mało i mało. Dziś walczyłam z tworzeniem ozdobnych spinaczy. Zrobiłam ich sporo i to w całej tęczowej gamie, ale o zdjęciu nie było już mowy po ciemku. Pokażę je Wam, jak obcykam w dzień. Ciekawa jestem Waszych opinii. Zawsze kolejny egzemplarz można zrobić inaczej, nawet lepiej. =)
 
Mi serducho dziś ogrzały ciepłe słowa, ciepłe myśli i wspomnienia. Asia wspomniała dziś o mnie na swoim blogu i zacytowała moją ulubioną książkę:
 
"Myśl, jak już raz powstanie, to żyje aż do końca świata. Świat jest przepełniony ludzkimi myślami. Im więcej dobrych myśli, tym świat jest lepszy."
 
Odruchowo sięgnęłam po książkę i zapragnęłam ją znów przeczytać, żeby znów się zainspirować. =)
 
Asia ma też piękne motto na swoim blogu. Zaczerpnięte jest ono z wiersza Jonasza Kofty "Trzeba marzyć":
 
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć
 
Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
 
Wiersz jest piękny i taki prawdziwy. Pojawia się w nim słowo "szczęście" tak bliskie mi i temu blogowi. Szczęście, któremu trzeba wychodzić nieustannie na przeciw, aby się z nim nie minąć.
 
Spodobała mi się też myśl Beaty Pawlikowskiej znaleziona na blogu Fusion House:
 
 
Myśl pochodzi z kalendarza na rok 2013 autorstwa Pani Beaty. Pięknie jest w niej ujęte sedno szczęścia. Może warto nabyć sobie taki kalendarz z 365ma powodami, żeby być szczęśliwym człowiekiem:
 
(źródło: strona autorki)
 
Facebook też mnie dziś miło zaskoczył, pomijając lawinę komentarzy na temat płynącego stadionu narodowego:
 
 
Niech takim będzie nasz świat - pełen dobrych myśli i ludzi.

poniedziałek, 15 października 2012

Hohoho... ^^

Ja Wam mówię - zima w tym roku przyjdzie szybko i postawi wszystko na głowie, ale za to będzie uśmiechnięta i bardzo śnieżna:
 
(źródło: garnek.pl)
 
Na bank przyleci w tym roku Mikołaj z reniferami, a nawet dwóch:
 
(źródło: zagraniczny blog, gdzie ani słowa nie rozumiałam)
 
Przywiozą wypasione prezenty, no i w końcu każdy dostanie to, o czym skrycie marzy:
 
(źródło: garnek.pl)
 
Lepiej szybko zabierzcie się za pisanie listów. ^^
 
Hohoho...



środa, 28 grudnia 2011

Śpiewać każdy może, choć nie każdy powinien

Jerzy Stuhr śpiewał kiedyś, że
„Śpiewać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
 jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi...”
 
 
Śpiew to wyjątkowy sposób wyrażania tego, co dla nas ważne. To niby tylko dźwięki wytwarzane za pomocą głosu, a zarazem coś od głosu o wiele głębszego. Kiedy pierwszy raz słyszałam Adele, doznałam olśnienia. To, co usłyszałam, było tak inne, przejmujące w porównaniu z falą komercji, która płynęła wtedy z radiowego eteru. Ta młoda angielska wokalistka podbiła swoim talentem moje serce. W jej tekstach jest wybuchowa mieszanka emocji, których nie da się słuchać obojętnie. Jej głos jest tak wyjątkowy, że zaśpiewanie czegokolwiek z jej repertuaru do czystego podkładu jest wyczynem karkołomnym. Nie sposób oddać tej dynamiki, która wyróżnia jej głos i przesłania piosenek.

(źródło: różne strony w Internecie)

Tak mi przykro było, kiedy dowiedziałam się o jej kłopotach z głosem i o tak poważnej operacji strun głosowych. Chcę wierzyć w pomyślną rekonwalescencję i w to, że będzie mogła nas wciąż zachwycać swoim talentem. Chyba nie tylko ja marzę, aby móc ją usłyszeć na żywo, nawet jeśli to takie nieprawdopodobne. Takie marzenia to dowód uznania dla osób takich jak Adele, obdarzonych tak niepowtarzalnym darem, którym może nas tak ubogacać.


(źródło: różne strony w Internecie)

Najważniejsze są dwa powody do śpiewania. Są osoby, które śpiewem potrafią zarabiać na życie, obdarzone niekwestionowanym talentem wręcz śpiewać powinny. Więcej jest jednak takich, które nie robią tego dla pieniędzy, ale dla przyjemności – solo, w duecie, tercecie, chórze, przy akompaniamencie, z podkładem, czy bez, z przygotowaniem, czy bez, i nikt o talent ich pytać nie powinien.

Wikipedia stwierdza, że „każda osoba potrafiąca mówić potrafi też śpiewać, ponieważ śpiew pod wieloma względami jest jedynie formą przedłużonej mowy”. To trochę chybione stwierdzenie, ponieważ osoby udzielające śpiewu twierdzą, że śpiewanie nie jest dla każdego, nie dla osób, którym natura poskąpiła słuchu, muzykalności, czy poczucia rytmu. Takim osobom radzi się pozostanie odbiorcami muzyki i szukanie w sobie innych ukrytych talentów. Talent się ma lub nie. Można go tylko odkryć i szlifować, jeśli rzeczywiście istnieje. Nie jest to kwestia do wypracowania podczas treningu.

Myślę, że właśnie tu i teraz warto wspomnieć o bardzo ciekawej postaci, o Florence Foster Jenkins (1868-1944), amerykańskiej sopranistce-amatorce. Nadano jej przydomek „najgorszej śpiewaczki operowej świata”, gdyż karierę podjęła pomimo całkowitego braku talentu wokalnego. Jej chęć śpiewania od najmłodszych lat mijała się z faktycznymi możliwościami podyktowanymi brakiem predyspozycji. Kochała muzykę i chciała zostać gwiazdą. W śpiewie widziała swoje życiowe powołanie. Chciała być śpiewaczką operową, ale jej zamożny ojciec nie widział sensu opłacania nauki w tym kierunku. Gdy miała ponad czterdzieści lat i jako rozwódka związała się z aktorem estradowym, otrzymała po ojcu znaczny spadek i opłaciła za nie lekcje śpiewu dla siebie. Było jednak za późno, aby podjęty wysiłek przyniósł dobre efekty. Akompaniujący muzycy starali się dostosowywać do jej pomyłek w trakcie śpiewu. Mimo szczerych i dobrych chęci została ikoną ówczesnego kiczu. Ludzie przychodzili jednak na jej koncerty chętnie i nie mogła narzekać na pustki na widowni. Wystąpiła przed śmiercią nawet w jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych świata, w nowojorskiej Carnegie Hall. Występy Florence były oryginalnym źródłem rozrywki i to one były źródłem jej popularności, a nie talent. Zainteresowanie jej osobą wzbudzali naśmiewający się z niej krytycy. Ona sama była przekonana o wyjątkowości swojej osoby i nic sobie nie robiła z uwag w przekonaniu, że to tylko wyrazy zachwytu, ewentualnie zazdrości i chętnie porównywała się do prawdziwych sław. Czuła się wolna, robiła, co chciała, nie szczędząc ani czasu ani funduszy. Do swojego repertuaru włączała utwory ambitne wybitnych kompozytorów, przerastające zupełnie jej możliwości, ale i kompozycje własne. Na scenę zakładała zaprojektowane przez siebie, kiczowate kostiumy. Lubiła w publiczność rzucać kwiatami. I tańczyć na scenie Publicznością były wybrane przez nią osoby, którym sama wręczała bilety. Po swoim dorobku artystycznym zostawiła płytę z dwunastoma ariami pt. ” The Glory of the Human Voice”.

(źródło: freeisoft.pl)

O sobie powiedziała:
„Ludzie mogą mówić, że nie potrafię śpiewać. Ale nikt nie może nigdy powiedzieć, że nie śpiewałam.”

Florence, pomimo że była symbolem kiczu i złego gustu, udowodniła, że dysponując odpowiednim majątkiem, nawet przy braku urody, można spełnić najskrytsze marzenia. Ona odeszła z tego świata spełniona. Zachęcam do bliższego poznania tej postaci i jej głosu, który nie mieści się w żadnych standardach. Na jednym z blogów współczesna słuchaczka napisała o arii Królowej Nocy w wykonaniu Jenkins: "Ostatnio włączam sobie w głowie to nagranie, żeby poprawić sobie humor (...) w tych muzycznych torturach jest tyle uporu, woli walki, desperacji i miłości (własnej, ale przede wszystkim miłości do muzyki), że pusty śmiech z braku talentu byłby niesprawiedliwy." I to jest to, co mnie w nagraniach śpiewającej Florence urzeka i bawi do łez. Zakosztujcie tego, nie pożałujecie. Nagrania nietrudno znaleźć w necie.

24 października 2011 o 20:30 TVP1 wyemitowała genialny spektakl na żywo pt. „Boska” z Krystyną Jandą w roli Florence Foster Jenkins. Kto nie miał okazji zobaczyć, niech szczerze żałuje. Była to niezwykła okazja, aby poznać bliżej tę postać śpiewaczki i uśmiać się do łez.
 

(źródło: różne strony w Internecie)

Z przyjemnością obejrzałabym ten spektakl jeszcze nie raz. =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...