Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2013

Inspiracja zdjęciem

Kochani, tak się zdarzyło, że stworzyłam pracę inspirowaną tym oto zdjęciem, szczególnie chlapaniami ze zdjęcia na ścianie i jego różowo-fioletową kolorystyką:
 
http://blog.design-seeds.com/2013/11/02/interior-motives-brushstrokes-6/
 
Oto mój ptasi tag:
 



 
Pierwszy raz w pracy wykorzystałam element doodligu, który "chodził za mną" od jakiegoś czasu. Jest dość kolorowo i mediowo. Przydały się farbki, mazaki, pisaki, kredki oraz mgiełki.  =)
 
Pracę zgłaszam na wyzwania:
 
 
 

środa, 30 października 2013

Rodzinny portret

Macie swoje ulubione zdjęcia w rodzinnym albumie? Ja zdecydowanie tak. Oto jedno z nich:

 

To portret rodziny ze strony mojego taty. Jest na nim moja prababcia Waleria, jej córka Zofia z mężem Pawłem, trzej wnukowie - najstarszy Ryszard z żoną Józefą oraz synem Mirosławem, średni syn Alfred (mój tato) oraz najmłodszy syn Grzegorz, jeszcze na kolanach swojej mamy. Między trzema synami mojej babci były spore różnice wieku. Nikt nie pamięta, gdzie było zrobione to zdjęcie. Mój uśmiech wzbudzają na tym zdjęciu dwie rzeczy. To, że każdy patrzy w inną stronę:


I to, że wszyscy są w galowych pantoflach, a mój przyszły tatuś, nastoletni, zbuntowany wtedy jeszcze kawaler, oczywiście inaczej - w jakiś jasnych sandałkach:

 
Do dziś w kwestii jego obuwia nikt nie ma nic do gadania.  =)

wtorek, 2 października 2012

Papierowe szczęście

Jestem w szoku, dziewczyny, ile zamieszania może być z powodu jednego zdjęcia. ^^ Bohaterem zdjęcia z poprzedniego posta nie miałam być ja, tylko śliczna biżuteria. Brat robił zdjęcie, nie ja. Oto dowód, że ja nie trzymałam aparat - nie mam tak długich rąk. Na tym zdjęciu ślę Wam ciepły uśmiech, dziękując za lawinę komentarzy pod poprzednim postem:
 
 
Chciałam pomarudzić Wam dziś o szczęściu, papierowym tym razem. Miałam to szczęście, że zostałam jedna z dwóch szczęśliwych osób obdarowanych z okazji 200 posta na blogu "lawendowe sny...", gdzie Ula zorganizowała słodkie kwieciste papierowe candy. Zapewniam Was, że dzieci nie cieszą się z lizaka tak, jak ja z kawałka papieru, a w paczuszce od Uli było duuużo ślicznego kwiatowego papieru:
 

A wraz z papierami cały zestaw niesbędnych drobiazgów do stworzenia przepięknych kartek: ćwieki, kawałki wstążki, guziki, pieczątka akrylowe serce, cekiny kwiatkowe, kwiatki 3D, kwiatki papierowe, 2 kwiatki materiałowe oraz lawendowy akcent, który sprawił, że paczuszka po otwarciu wprost wybuchła zapachem lawendy:

 
Dziękuję Uli za zorganizowane candy i słodkości, które bardzo mnie uszczęśliwiły, a niedługo staną się częścią nowego, anielskiego projektu, który będę przenosić z głowy na papier, ale na razie walczę z decu, bo chciałabym, aby w paczuszkach, które teraz powstają był taki akcent, ale póki co dzielę się z Wami kolejnym papierowym szczęściem, a mianowicie górą serwetek, które przysłała mi Ela z bloga PASJE ELŻBIETY. Chciałam się z Elą wymienić, a ona tak po prostu przysłała mi dar serca, po zobaczeniu którego nogi mi się ugięły:
 
 
Do tej góry papierowego szczęścia był dołączony bilecik z motto: "To co dajesz innym, to wraca do Ciebie". Tylko anioły, które są wśród nas - możecie mi w to uwierzyć na słowo - potrafią tak patrzeć sercem i widzieć serce. Elu, jesteś aniołem. Pomogłaś mi odkryć nowy poziom dobroci, który wykracza daleko poza poziom naszej ludzkiej ułomności. Dziękuję. =*
 
Zobaczcie, jakie decu powstało z motywu jabłkowego z jednej z serwetek od Eli - na liściu:
 
 
Tak ku rozweseleniu chcę Wam pokazać, jakie ładne serwetki na świąteczne decu wypatrzyłam w sklepie:
 
 
Na pierwszy rzut oka nic śmiesznego, ale jak się przyjrzeć nalepce z bliska...:
 
 
...to wynika z niej, że zakupiłam płaszcz przeciwdeszczowy sprowadzony przez Szwajcarię z Chin. ^^ Jutro sprawdzę, czy jest wodoodporny. =P
 
Jeśli ktoś jest zainteresowany wymianką serwetkową ze mną, to niech rzuci okiem na zestaw, który mam na wymianę:
 
 
Kto ma ochotę na dar serca ode mnie w kolorach jesieni, niech czuje się zaproszony na konkurs słoiczkowy u mnie. Pierwsze losy, papierowe oczywiście, już gotowe:
 
 
Zapraszam, będzie mi bardzo miło, jeśli i ja Was będę mogła obdarować.  =)

poniedziałek, 1 października 2012

Z miłości do czekolady

Kochani spieszę Wam donieść o mojej słodkiej czekoladowej radości. Dziś otrzymałam paczuszkę z wymianki czekoladowej zorganizowanej na blogu modrakcafe. Moją parą była Kasia, która prowadzi dwa blogi - Simple life of Catherine oraz Polnische Quilling in Deutschland. Koniecznie zajrzyjcie i poznajcie je bliżej. Szczególnie ten pierwszy, gdzie Kasia zorganizowała radosne candy, które może przynieść zwycięzcy tyle radości, co mi paczuszka z wymianki. =)
 
Paczuszka od Kasi sprawiła mi mnóstwo czekoladowej radości. Nie tylko mi, gdyż część słodyczy zniknęła natychmiast po poczęstowaniu się przez domowników, zanim zdążyłam w ogóle zrobić zdjęcie:
 
 
Kasia zasypała mnie czekoladowymi słodkościami, choć umawiałyśmy się na jedną czekoladę. ^^
 
Zawsze bałam się kupować kosmetyków czekoladowych, bo miałam ochotę po powąchaniu je zjeść. Kremik od Kasi pachnie tak kusząco. Rameczka jest wspaniała. Serducho skradła mi mała przesłodka literka "A". Niedługo będę walczyć z masa cukrową i spróbuję zrobić takie literki z cukru oraz z gliny. Jak się uda choć jeden z tych planowanych eksperymentów, to pokażę efekty tutaj na blogu.
 
W paczuszce otrzymałam od Kasi dwie prześliczne karteczki zdobione techniką quillingu, w której Kasia jest mistrzynią, oraz zestaw do samodzielnego przygotowania karteczek:
 
 
Niedługo pochwalę się, co z tego papierowego raju stworzę, dla Was oczywiście. ^^
 
W mojej paczuszce dla Kasi było czekoladowe to i owo:
 
 
Poza drobnymi czekoladowymi słodkościami była duża czekolada, którą zapakowałam najładniej jak potrafiłam papierem wzmocnionym tekturką, żeby poczta nie połamała jej w drobny mak. Przygotowałam też słodką karteczkę z moim motto:


papeterię ozdobioną czekoladowym serduszkiem, kawowe świeczuszki, filcowe drobiazgi, szyciowe przydasie, sowią maskotkę oraz dwa woreczki na skarby wyszywane koralikami:
 
 
Dla mnie wymianka z Kasią była magiczna. Strasznie się cieszę, że mogłyśmy się poznać. Kasia mnie bardzo zainspirowała. Jej papierowa pasja zachwyciła mnie. Mam nadzieję, że paczuszka ode mnie dla Kasi spodobała się jej choć troszeczkę. Dziękuję zarówno organizatorce wymianki, która stanęła na wysokości zadania, służyła pomocą przez cały czas trwania zabawy, jak i Kasi, której życzę miłego wypoczynku w Polsce. Całusy dla Was obu dziewczyny. =*

środa, 19 września 2012

Słodkości bez zamulania

Przez ostatni przechorowany tydzień bardzo zwolniłam obroty swojego życia. Jednym słowem czułam się zamulona. Byłam jak ten samochód ze zdjęcia, którego kiedyś wypatrzyłam zaparkowanego przy chodniku i uwieczniłam, bo lubię mieć przy sobie aparat, gdziekolwiek akurat jestem, gdyż nigdy nie wiadomo, co przyjdzie mi zobaczyć. Uśmiechnijcie się:
 
 
Od łykania chemii straciłam apetyt, a dziś wystarczy, że ją odstawiłam wreszcie po tygodniu i od razu poczułam się lepiej i na ciele i na duszy. No i apetyt mi wrócił. Tak mnie na słodycz naszło, że zrobiłam dziś ciasto orzechowo-ananasowe, które pokażę Wam jutro. Będzie to bardzo dokładny tutorial, taki krok po kroku, jakiego jeszcze u mnie nie było i bardzo prosty przepis na coś prostego i pysznego. Dziś tylko Wam, kochani troszkę posłodzę, o taką bajeczną łyżeczką:
 
 
Trzeba mieć fantazję i strasznie się nudzić na zajęciach praktycznych w technikum gastronomicznym, żeby tak skręcić pomoc dydaktyczną i w dodatku wyrzucić ją jeszcze dla siupy przez okno. Oryginalną mam pamiątkę z pracy w tej szkole, prawda? ^^
 
Moja mamusia nie kończyła takiej szkoły, a potrafi bardzo apetycznie, bo z wielkim sercem, udekorować torcik, że palce lizać:
 
 
To tort z prawdziwego przekładanego masą biszkopta. Niedługo wyjaśnię na blogu różnicę między biszkoptem a ciastem tortowym, bo miałam okazję przekonać się ostatnio, że nawet doświadczona kucharka, może jej nie znać i przez to niepotrzebnie wprowadzać tylko w błąd inne osoby, które chcą, aby ciasta im się udawały i smakowały. Praktyka powinna iść w parze z wiedzą, przynajmniej elementarną. Jestem o tym przekonana.
 
Dziś podpowiem Wam na koniec jak zrobić torcik, bez użycia jakiegokolwiek ciasta, czyli zupełnie bez pieczenia. Znajdźcie małą okrągłą tortownicę, najlepiej otwieraną z boku, taką z wyjmowanym dnem. Dla pewności, że nic nie wycieknie, wyłóżcie ją kawałkiem folii spożywczej. Przygotujcie kilka budyniów o różnych kolorach. Ugotujcie jeden po drugim - nie wszystkie na raz. Wlewajcie je kolejno do tortownicy. Delikatnie i szybko wyrównajcie powierzchnię po każdym wylaniu, żeby warstwy były ładne potem po przekrojeniu. Po przestygnięciu ostatniej warstwy możecie wylać na torcik przestudzoną galaretkę, aby na nim zatężała. Mi zielona, jabłkowa galaretka uciekła niestety z krzywo postawionej w lodówce tortownicy, ale i tak torcik po schłodzeniu w niej był rewelacyjny:
 
 
Gorąco polecam dla odmiany od rurek z kremem. Torcika budyniowego można zjeść naprawdę dużo i co najważniejsze - nie zamula. Polecam.  =)
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...