Pokazywanie postów oznaczonych etykietą materiał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą materiał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 maja 2013

Zielony secret box

Zielono mi, kochani. Powodów jest wiele, nie tylko ten, że trawa rośnie jak szalona, a kosiarka za nią nie nadąża. Ostatnio, kiedy zaczął padać deszcz, na progu mojego domu pojawiła się wielgachna ropucha i wiecie co? - zainspirowała mnie. ^^ Powstał zielony secret box z jej podobizną:
 
- przód i tył:
 

- profil prawy i lewy:


- boki ozdobione udzierganymi przeze mnie kwiatuszkami, kawałkami zielonego materiału, koronki farbowanej na zielono oraz zielonymi papierami:


- zdejmowane wieczko zrobi ropuszka orgiami, papierowa trawa i kokardka z farbowanej na zielono tasiemki:


- ropuszka strzeże ukrytego na wykałaczkowym zwoju zielonego przesłania:


- box we wnętrzu mieści aż sześć szufladek:


- a szufladki pełne są zielnych skarbów:


- na całej powierzchni - od zewnątrz i od środka - pełno jest zielonych krzyżyków haftowanych na papierze i tasiemce:


- baza jest recyklingowa - to dwa tekturowe opakowania po ciasteczkach - stąd nietypowy kształt boxa:

 
Mój zielony secret box zgłaszam na wyzwania:
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 18 sierpnia 2012

Jazda na miotle bez trzymanki

Późno to chyba mało powiedziane. A czasu jakby zabrakło. Dzień pełen wrażeń i beztroskiej twórczości handmade. Dla mnie mógłby mieć jeszcze ze 24 godziny dodatkowe. ^^

Miało być dziś co innego, a było zupełnie co innego. Miałam przepisywać przepisy, ale dostałam cudnej weny na  całkiem inne rzeczy. Tysiąc pomysłów na minutę i robienie kilku rzeczy na raz - też tak macie? Było dziś projektowanie, malowanie, drukowanie, kserowanie, wycinanie, klejenie, składanie, przymierzanie i szykanie. Przez moje ręce przewinęło się tak wiele rzeczy: pędzel, nożyce, klej, mazak, papiery, materiały... Było cudownie. =)

Niczego dziś nie skończyłam, więc nic nie pokażę, według świętej zasady, że przecież nie skończone, czyli tego jeszcze nie ma. ^^ Uchylę tylko rąbka tajemnicy. Na zdjęciu poniżej są ciasteczka na pierwszym planie, a na drugim nieskończona wciąż kartka, którą zatytułowałam sobie "Góra miłości":


Twórczość związaną z papierem po prostu uwielbiam. W papierze mogę dłubać nieustannie. Kocham ten materiał. On jest tak różnorodny i daje tak nieskończone możliwości. Zero w tym profesjonalizmu - nie skończyłam żadnego kursu - to wszystko z serca. Może kiedyś ktoś nauczy mnie. Byłabym nieskończenie szczęśliwa. =)

Dla zainteresowanych ciasteczkami sprawdzony przepis:

PALUCHY WIEDŹMY
Składniki:
  • 22,5 dkg miękkiej margaryny
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1 jajko
  • 1 cukier waniliowy
  • kilka kropel aromatu migdałowego
  • 2 i 2/3 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka soli
  • 3/4 szklanki obranych połówek migdałów
    (całe wrzucone dwa razy do wrzątku)

Ze wszystkich składników (oprócz migdałów) wyrób ciasto. Owiń je w folię i włóż do lodówki na ok. 30 min. Po tym czasie formuj paluszki. Palce wiedźmy urosną w piekarniku, więc formuj je jak najcieńsze. Nożykiem zrób linie poprzeczne na palcach. W miejsce paznokcia wciśnij połówkę migdała. Pieczemy 25 minut w 175°C.
Polecam gorąco.  =)

sobota, 11 sierpnia 2012

Taka rodzinna tradycja

Od kiedy zaczęłam pomagać mamie w pieczeniu ciast na zamówienie oraz w pracy na ogródku i zapaskudziłam przy tym wiele rzeczy, uświadomiłam sobie, jak ważne jest zakładanie fartucha. Moja śp. babcia Marysia, a obecnie i moja mama, każdego dnia zakłada fartuch. Taki ich obraz noszę w sercu. Fartuch jest jak trzecia ręka do pomocy.

Coś mnie tknęło, żeby poszukać w szpargałach na strychu jakiegoś materiału na fartuch dla siebie. Postanowiłam kontynuować rodzinną tradycję i stać się szczęśliwą posiadaczką fartucha do prac wszelakich. Na strychu wygrzebałam prawdziwy skarb - sukienkę mojej babci, uszytą wieki temu przez jej znajomą krawcową. Sukienka mimo swej leciwości była w bardzo dobrym stanie, a to dlatego że zapobiegliwa krawcowa wybrała bardzo dobry materiał, który miał służyć całe lata. Spadek po babci ucieszył mnie bardzo, tym bardziej, że miał szycie z przodu i bez trudu dał się przerobić na fartuch dla mnie:


Pasuje idealnie i został już przetestowany wstępnie. Pierwszy poważny sprawdzian czeka go w następnym tygodniu, przy kolejnym pieczeniu ciast na zamówienie. Będzie ich "tylko" 15. Jednak ręka babci będzie nad nami czuwać, więc na pewno wszystko sie uda.  =)

piątek, 10 sierpnia 2012

Koszyczkowy zawrót głowy

Nabyłam ostatnimi czasy koszyczek na chleb. Od dawna za mną chodził. Tylko on taki jakiś nijaki był:

Na zdjęciu nie ma już "uszu", bo mi się ewidentnie nie podobały i je obcięłam. Nie ma też kwiatowej wyściółki, którą postanowiłam pozostawić, ale zakryć. Zaczęłam od przygotowania kawałeczków materiałów od decorii, o których pisałam wcześniej tutaj. Ułożyłam je obok siebie i skleiłam brzegi klejem zakładając je na siebie odrobinkę, aby mi się potem nie przesuwały. Od spodniej części przykleiłam punktowo na całej powierzchni klejem folię minibombelkową, taką od pakowania przesyłek:
 

Na folii narysowałam owalny kształt do wycięcia, który był kilka centymetrów większy od górnego brzegu koszyczka:

Odcięłam niepotrzebną część materiału. Nałożyłam na brzeg od strony folii punktowo klej:

Przykleiłam całość do wyprasowanego kawałka cienkiego bawełnianego  materiału, którego niepotrzebną część odcięłam. Przepikowałam ściegiem zygzakowym całość:
 

Od starej sukienki odcięłam kawałek materiału z doszytą koronką, dopasowałam go do mojego projektu:
 

Przyfastrygowałam materiał z koronką do reszty i przyszyłam do niej:
 

Z folii zrobiłam dno wyściółkowe i zakryłam właściwą wyściółką, z którą koszyczek został zakupiony:

Na koszyczek  założyłam uszytą przykrywkę:
 
Oto jak się prezentowała całość projektu po jego zakończeniu:

Jestem bardzo zadowolona z efektu pracy, choć projekt był dość pracochłonny i zabrał mi dobrych parę dni.

Polecam Wam te oto strony:
- http://jakuszyc.pl/jak-uszyc-wysciolke-do-koszyczka/
- http://jakuszyc.pl/jak-uszyc-koszyczek-na-pieczywo/

A jak się mają Wasze koszyczki chlebowe?  =)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Bez torby ani rusz

Mężczyźni zastanawiają się po co kobietom tyle torebek, toreb i co w nich mają, a biedne kobiety zastanawiają się, którą wybrać, czy jest odpowiednia i czy na pewno wszystko w niej jest.

Można pójść do sklepu i szukając znaleźć tą naj, na dziś, na jutro, na pojutrze, ale można i spróbować własnych sił, aby powstała. Takie torebki i torby sa niepowtarzalne. Są nasze na 200%.

Robiąc porządki w szafie znalazłam materiał lniany w słodkim żółtym kolorze. Niewiele potem na zakupach w Biedronce wpadły mi w oko filcowe podkładki na stół. Tak zrodził się pomysł szalonego połączenia lniano-filcowego i stworzenia wakacyjnej superpojemnej torby na wszystko.

Powstawała dość długo, ale warto było poświęcić ten czas, gdyż to, co dobrze uszyte, dłużej służy i dłużej nas cieszy.

Oto moje dzieło - przód i tył - 10x35x45 i 30 cm dł. ramion, licząc od brzegu torby:


oraz wnętrze - wypełnione na dnie trzema książkami dla lepszego zilustrowania jej głębokości i szerokości:


Jak na pierwszą torbę, jestem z niej bardzo zadowolona. Zachęcam Was do szycia własnych, a jeśli nie potraficie polujcie na nie, to też sprawi Wam przyjemność. Polecam. =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...