Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

Poweekendowo

Kiedy w tygodniu pracuje się poza domem, życie toczy się w trybie od weekendu do weekendu.
Z trudem się oswajam z myślą, że tak mało mam czasu, coraz mniej na to,
co kochałam przez ten rok, i dla osób, które były dla mnie tak ważne.
Wiem, że są osoby, dla których praca jest pasją,
ale nie każdy robi to, co go najbardziej uszczęśliwia.
Czasem, jak się nie ma tego, co się chce,
trzeba chociaż spróbować poznać i polubić to, co jest.
Po trzech tygodniach bicia się z myślami,
powolutku oswajam się z tym, że mogę mieć inne plany i marzenia,
takie mniej rękodzielnicze, a do rękodzieła tak po prostu zawsze tęsknić i wzdychać...
 
Dziś zostawiam Was z zaproszeniem na dwa wyzwania:
 
 

 
 

 
=)
 

piątek, 16 sierpnia 2013

Niebiesko dla mamy

W zeszłym tygodniu moja mama obchodziła urodziny. Chciałam zrobić dla niej oryginalny papierowy drobiazg z przesłaniem. Kartka "doniczka" chodziła za mną już długo. Całość ujęłam w zwiewnych niebieskościach:
 
Upał szalał, dlatego kartka zupełnie inaczej prezentuje się na zdjęciach robionych w domu:
 
 
I na zewnątrz, w pełnym słońcu:
 
 
Szablon zrobiłam sobie sama, więc żadnej strony nie polecę, ale zachęcam do eksperymentów z tą formą. Zapraszam Was również na niebieskie wyzwanie. =)
 
Dziękuję również Maji (Zuzance) za ten uroczy drobiazg:
 
 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Mały niezbędnik krawcowej

Blat naszego starego już stołu kuchennego przewija się przez wiele z moich zdjęć. Ten stół jest z nami bardzo długo, jest starszy niż ja. Jak byłam mała mama sadzała mnie na nim, kiedy chciała mi wcisnąć jakieś witaminy, bo wiedziała, że ze strachu nie będę się wiercić, bo do podłogi było daleko, przynajmniej dla mnie, bo ja zawsze byłam niskiego wzrostu i często chorowałam, ciągle coś musiałam łykać. Stół przeprowadził się wraz z nami, kiedy jeszcze nawet nie chodziłam do szkoły. Niedawno dorobiłam do niego brakującą szufladę i mieszkają w niej nasze ulubione gry, w tym ukochane Scrabble naszej mamy. Ten stół to nasz rodzinny skarb. Do obiadu dłubałam dziś przy nim w papierze. Wykańczałam kilka egzemplarzy papeteriowych etui jednocześnie. Często pracuję przy kuchennym stole, bo tam jest najjaśniej w domu. W swoim pokoju mam stół, ale to raczej półka na wszystkie rozpoczęte dzieła, które muszą być dokładnie rozłożone, żebym wiedziała, gdzie co jest i co jest priorytetem.
 
Mama przegania mnie zazwyczaj z kuchni, kiedy przychodzi czas przygotowania obiadu, bo do tego najczęściej potrzebny jest właśnie nasz ukochany stół kuchenny. Kiedy tak dziś zobaczyła, co robię, nie oparła się , wzięła jeden egzemplarz etui do ręki i przyznała, że ładne to to. Bardzo mnie to uskrzydliło. ^^ Mam nadzieję, że osobom, do których niebawem zawitają, też będą się podobać. Bardzo cieplutko na serduchu zrobiło mi się również, kiedy dowiedziałam się, że otrzymałam wyróżnienie od bloga Świdrygałki:
 
 
 
Bardzo za nie dziękuję. To pierwszy raz, kiedy ktoś tak ciepło pomyślał o moich czterech kątach i miłe wyróżnienie tym bardziej, że od osoby, której się u mnie spodobało i postanowiła zostać u mnie dłużej i jest wśród obserwatorów mojego bloga. Wielki całus dla Ciebie, o taki =*. Zgodnie z tradycją tego wyróżnienia i ja powinnam nim inne osoby obdarować, ale wielki znak zapytania, co do tego kogo, skoro znam bliżej same utytułowane i wyróżnione wielokrotnie blogi. Dziś czujcie się wszyscy przez mnie nominowani i obdarowani tym wyróżnieniem, szczególnie moje kochane obserwatorki i słodkie komentatorki. Jesteście moimi promyczkami, które mnie inspirują do działania, uszczęśliwiają swoją obecnością i każdym pozostawionym słowem. Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście. =)
 
Po obiedzie mama poprosiła mnie, żeby zacerować kilka rzeczy. W ruch poszedł mój mały niezbędnik krawcowej, który sobie wymarzyłam od zawsze, a na początku tego roku w końcu zrobiłam. Długo nie miałam pomysłu, jak go wykonać. Kiedy na jakimś blogu miłośniczki scrapbookingu zobaczyłam magiczne pudełeczko, już wiedziałam, że właśnie o coś takiego mi chodzi, żeby wszystko było poukładane i łatwo dostępne w środku. Postanowiłam przenieść pomysł na papier i materiał, moje ulubione materiały:
 
 
Pudełeczko jest wykonane z materiału w kwiatki, gładkiego, dość śliskiego, który pochodził z letniej, nienoszonej już spódnicy. Ścianki są usztywnione tekturkami z bombonierek. Elementy są połączone zieloną włóczką. Pudełko ma uchwyty dla łatwego przenoszenia całości. Ścianki utrzymuje w pionie i łączy z wieczkiem zielona, cienka wstążeczka przesylona przez doszyte uszka:
 
 
W wieczku jest ukryta bawełniana, odpinana doszywka, gdzie wbite są igły i przypięte agrafki według wielkości. Od środka ścianki mają wszyte paski gumki utrzymujące szpulki z nawiniętymi kolorowymi nićmi:
 
 
W samym centrum pudełeczka po złożeniu jest tyle miejsca, że mieści się tam jeszcze centymetr krawiecki i dwa plastikowe pudełeczka przydasiowe zamykane na zatrzaski, ozdobione materiałem, z którego szyty był cały niezbędnik, przyklejonym klejem na ciepło:
 
 
W jednym zebrałam na pseudopoduszeczce z materiału, którym owinęłam kawałek gąbki do kwiatów, szpileczki, a w drugim inne niezbędne drobiazgi do szycia. Handmade na całej linii i totalna improwizacja, a efekt przepraktyczny. Mogę tylko polecić, choć roboty co nie miara, ale za to jaka satysfakcja. ^^

sobota, 11 sierpnia 2012

Taka rodzinna tradycja

Od kiedy zaczęłam pomagać mamie w pieczeniu ciast na zamówienie oraz w pracy na ogródku i zapaskudziłam przy tym wiele rzeczy, uświadomiłam sobie, jak ważne jest zakładanie fartucha. Moja śp. babcia Marysia, a obecnie i moja mama, każdego dnia zakłada fartuch. Taki ich obraz noszę w sercu. Fartuch jest jak trzecia ręka do pomocy.

Coś mnie tknęło, żeby poszukać w szpargałach na strychu jakiegoś materiału na fartuch dla siebie. Postanowiłam kontynuować rodzinną tradycję i stać się szczęśliwą posiadaczką fartucha do prac wszelakich. Na strychu wygrzebałam prawdziwy skarb - sukienkę mojej babci, uszytą wieki temu przez jej znajomą krawcową. Sukienka mimo swej leciwości była w bardzo dobrym stanie, a to dlatego że zapobiegliwa krawcowa wybrała bardzo dobry materiał, który miał służyć całe lata. Spadek po babci ucieszył mnie bardzo, tym bardziej, że miał szycie z przodu i bez trudu dał się przerobić na fartuch dla mnie:


Pasuje idealnie i został już przetestowany wstępnie. Pierwszy poważny sprawdzian czeka go w następnym tygodniu, przy kolejnym pieczeniu ciast na zamówienie. Będzie ich "tylko" 15. Jednak ręka babci będzie nad nami czuwać, więc na pewno wszystko sie uda.  =)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...