Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opieńki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opieńki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

Wyszły grzyby z lasu

Kiedy po deszczu wyrosły nam pod iglakami w koniczynie jakieś grzybki:


Tuż obok domu:


Wybraliśmy się na mały spacer lasem i znaleźliśmy troszkę misz-maszu grzybnego, tyle że okazy były dość leciwe i nadgryzione już przez robaczki:


Nawet kilka pierwszych opieniek się trafiło:


Tak czy owak sosik był mniam. Polecam, choć pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu.  ^^

piątek, 12 października 2012

Deszcze niespokojne potargały sad...

Jakoś nie mam szczęścia do parasoli - jak nie zgubię, to mi ukradną, jak nie wicher mi połamie, to mi się pokrowiec rozleci:


Pokrowiec, który się rozpadł, to jednak nie powód, aby wyrzucić parasol, ale powód, żeby w końcu uszyć sobie ten wymarzony. Zapraszam na mały tutorial. =)
 
Ja zrobiłam to tak. Najpierw rozcięłam resztki starego na części pierwsze:


Potem znalazłam trochę większy od oryginału kawałek materiału:


 
Złożyłam materiał na pół i obszyłam dwa  jego boki - długi i jeden z krótszych:


 Następnie przeszyłam w dwóch miejscach tak, jak się przeszywa kosmetyczki, czy piórniki, aby uzyskać formę kwadratowego boku:
 
 
Odstające końcówki zszyłam, aby zajmowały jak najmniej miejsca potem po wywróceniu, a całość miała ładny, niezmienny w zależności od ich położenia kształt:
 

Przy końcu niezszytego boku wycięła dziurkę i obszyłam ją:


Obszyłam bok przy dziurce, aby się nie strzępił tam materiał:


Zgięłam nieco cały koniec materiału i przeszyłam go do środka:


Wywróciłam dzieło na prawą stronę, Przez dziurkę przeciągnęłam sznurek ściągający całość, który był w pierwowzorze i gotowe:

 
Ten pokrowiec na parasol mogę sobie prać do woli i się nie rozpadnie. =)
 
Dziś wszystko na ogrodzie przymarzło. Posypały się liście. Jutro ma padać. Jak się o tym myśli, to się nie za bardzo w ogóle coś chce, więc staram się o tym nie myśleć i nie przejmować. Cieszy mnie za to, że grzybów jest coraz więcej. Tato znalazł miejsce, w którym nazbierał tyle opieniek, że po prostu nie dał rady więcej zabrać do domu, bo nie miał już w czym:
 
 
W tej jednej kępie były 34 sztuki, których średnica nóżek dochodziła do wymiarów nóżki dorodnego borowika:
 

Wczoraj zostały oczyszczone, pokrojone i odgotowane. Dziś część zjedliśmy w krokietach wraz z kaszą w farszu. Pyszne i sycące były. Polecam absolutnie. =)
 
Moją radością była dziś także paczuszka od Ani z bloga SupeRR zabawy pełna ślicznych serwetek:

 
W ramach naszej prywatnej wymianki serwetkowej do Ani poleciał ode mnie zestaw moich serwetek oraz karteczka z motto i podziękowanie:
 
 
 
Bardzo dziękuję Ani za inspirującą wymiankę.  =)

czwartek, 4 października 2012

Grzybów było w bród...

Mickiewicz w Panu Taduszu pisał, jak to kiedyś grzybów było w bród. Wiele osób skarży się, że w tym roku grzybów jest jak na lekarstwo. Czemu tak jest? Podobno mamy coraz suchsze lata i jesienie, a to nie sprzyja rozwojowi grzybni. Grzyby, jeśli już są, to w wilgotnych częściach lasu i przeważają gatunki niewymagające sporej wilgoci. Postanowiłam to sprawdzić wczoraj naocznie. Mam to szczęście, że mieszkam niedaleko starego lasu:
 
 
W lesie tym jednak pełno było tylko grzybów, których się nie zbiera:
 
 
Za starym lasem jest na szczęście młodnik:
 
 
Na jego wilgotnym skraju udało się znaleźć troszkę jadalnych grzybków:
 
 
Grzybki były wyjątkowo niedużych rozmiarów. Poza kilkoma szlachetniejszymi były to głównie opieńki i kilka kań, które uwielbiam smażone jak kotlety w panierce. Grzybki po odgotowaniu trafiły do zamrażarki, gdzie poczekają na świąteczne pierogi. =)
 
Bywały bardziej szczodre w grzyby lata:
 
 
 
Zdarzały się wypady, kiedy nie brakowało grzybów szlachetnych:
 
 
Przepiękne okazy:
 
 
 
Prawdziwe giganty, jak ten maślak:
 
 
Jeśli jednak bardzo lubicie grzyby i chcielibyście je sobie wyhodować w domu łatwo i szybko, to mam dla Was mały tutorial grzybowy.
 
Szukamy kawałeczek niezagrubej i niezatwardej kory. Wbijamy w nią kilka gwoździków::
 

Przewracamy korę do góry nogami i pozwalamy gwoździkom przejść na drugą stronę przyciskając korę do podłoża:


 
Następnie przygotowujemy tyle kilkucentymetrowych patyczków, ile wbiliśmy gwoździ w korę, i przy pomocy gwoździka o tej samej średnicy, co wbite, robimy dziurki w patyczkach, aby móc je potem nadziać na gwoździki wystające z kory:
 

Gwoździki w korę dobrze jest wbić pod pewnym kątem, aby grzybki nie były potem idealnie proste i nudne:

 
Przygotowujemy kawałek mchu większy niż kawałek użytej kory i troszkę plasteliny:
 

Mech nakładamy na korę tak, aby ostre końce gwoździ przez niego przeszły na wylot. Na te ostre końce wystających gwoździ nakładamy patyczki:

 
Przygotowujemy tyle żołędziowych czapeczek, ile wbiliśmy w korę gwoździ:
 

Każdą napełniamy plasteliną:

 
Nakładamy czapeczki na patyczki i dociskamy do oporu:
 

Dekoracja gotowa. Możemy zabrać grzybki do domu. U mnie to cały mały kawałeczek lasu:

 
Dobrze, żeby wszystkie użyte elementy - kora, patyczki, mech, żołędzie - były wysuszone, bo robaczki się w nich będą mnożyć i rozbiegną się nie tylko po dekoracji, ale i po całym mieszkaniu. ^^
 
Sesja zdjęciowa tutorialu była bardzo nietypowa, gdyż odbywała się przed domem, na murku, gdzie towarzyszyły mi zwierzaki - Tofik i Mikuś, który nawet podstępem wkradł się w kadr ostatniego zdjęcia. Nie bez powodu spędziłam dziś dzień z nimi. W końcu 4 października od wielu lat to Światowy Dzień Zwierząt. Dzisiejszy dzień jest początkiem Tygodnia Modlitw za Świat dla Zwierząt. Październik jest miesiącem dobroci dla zwierząt. Bądźcie dobrzy dla Waszych czworonożnych przyjaciół, nie tylko w tym dniu.
 
Zostawiam Was z cytatem, pozostawionym przez jedną z osób, które odwiedziły mój blog:
 
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"

Mark Twain
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...