Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2013

Wyszły grzyby z lasu

Kiedy po deszczu wyrosły nam pod iglakami w koniczynie jakieś grzybki:


Tuż obok domu:


Wybraliśmy się na mały spacer lasem i znaleźliśmy troszkę misz-maszu grzybnego, tyle że okazy były dość leciwe i nadgryzione już przez robaczki:


Nawet kilka pierwszych opieniek się trafiło:


Tak czy owak sosik był mniam. Polecam, choć pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu.  ^^

czwartek, 4 października 2012

Grzybów było w bród...

Mickiewicz w Panu Taduszu pisał, jak to kiedyś grzybów było w bród. Wiele osób skarży się, że w tym roku grzybów jest jak na lekarstwo. Czemu tak jest? Podobno mamy coraz suchsze lata i jesienie, a to nie sprzyja rozwojowi grzybni. Grzyby, jeśli już są, to w wilgotnych częściach lasu i przeważają gatunki niewymagające sporej wilgoci. Postanowiłam to sprawdzić wczoraj naocznie. Mam to szczęście, że mieszkam niedaleko starego lasu:
 
 
W lesie tym jednak pełno było tylko grzybów, których się nie zbiera:
 
 
Za starym lasem jest na szczęście młodnik:
 
 
Na jego wilgotnym skraju udało się znaleźć troszkę jadalnych grzybków:
 
 
Grzybki były wyjątkowo niedużych rozmiarów. Poza kilkoma szlachetniejszymi były to głównie opieńki i kilka kań, które uwielbiam smażone jak kotlety w panierce. Grzybki po odgotowaniu trafiły do zamrażarki, gdzie poczekają na świąteczne pierogi. =)
 
Bywały bardziej szczodre w grzyby lata:
 
 
 
Zdarzały się wypady, kiedy nie brakowało grzybów szlachetnych:
 
 
Przepiękne okazy:
 
 
 
Prawdziwe giganty, jak ten maślak:
 
 
Jeśli jednak bardzo lubicie grzyby i chcielibyście je sobie wyhodować w domu łatwo i szybko, to mam dla Was mały tutorial grzybowy.
 
Szukamy kawałeczek niezagrubej i niezatwardej kory. Wbijamy w nią kilka gwoździków::
 

Przewracamy korę do góry nogami i pozwalamy gwoździkom przejść na drugą stronę przyciskając korę do podłoża:


 
Następnie przygotowujemy tyle kilkucentymetrowych patyczków, ile wbiliśmy gwoździ w korę, i przy pomocy gwoździka o tej samej średnicy, co wbite, robimy dziurki w patyczkach, aby móc je potem nadziać na gwoździki wystające z kory:
 

Gwoździki w korę dobrze jest wbić pod pewnym kątem, aby grzybki nie były potem idealnie proste i nudne:

 
Przygotowujemy kawałek mchu większy niż kawałek użytej kory i troszkę plasteliny:
 

Mech nakładamy na korę tak, aby ostre końce gwoździ przez niego przeszły na wylot. Na te ostre końce wystających gwoździ nakładamy patyczki:

 
Przygotowujemy tyle żołędziowych czapeczek, ile wbiliśmy w korę gwoździ:
 

Każdą napełniamy plasteliną:

 
Nakładamy czapeczki na patyczki i dociskamy do oporu:
 

Dekoracja gotowa. Możemy zabrać grzybki do domu. U mnie to cały mały kawałeczek lasu:

 
Dobrze, żeby wszystkie użyte elementy - kora, patyczki, mech, żołędzie - były wysuszone, bo robaczki się w nich będą mnożyć i rozbiegną się nie tylko po dekoracji, ale i po całym mieszkaniu. ^^
 
Sesja zdjęciowa tutorialu była bardzo nietypowa, gdyż odbywała się przed domem, na murku, gdzie towarzyszyły mi zwierzaki - Tofik i Mikuś, który nawet podstępem wkradł się w kadr ostatniego zdjęcia. Nie bez powodu spędziłam dziś dzień z nimi. W końcu 4 października od wielu lat to Światowy Dzień Zwierząt. Dzisiejszy dzień jest początkiem Tygodnia Modlitw za Świat dla Zwierząt. Październik jest miesiącem dobroci dla zwierząt. Bądźcie dobrzy dla Waszych czworonożnych przyjaciół, nie tylko w tym dniu.
 
Zostawiam Was z cytatem, pozostawionym przez jedną z osób, które odwiedziły mój blog:
 
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"

Mark Twain

środa, 3 października 2012

Tęskniąc za ciepełkiem

Pracowity dziś miałam dzień. Szukałam materiałów, cięłam, fastrygowałam, szyłam. Tworzyłam coś nowego. Dzień dopełnił spacer po lesie, z którego nie wróciłam z pustymi rękami. O tym wszystkim napiszę jednak w kolejnych postach. Dziś pomarudzę Wam o poszukiwaniu ciepełka.
 
Zauważyłam na jednym z blogów taki banerek z kwiatkiem z napisem po angielsku "What flower ara You?". Kliknęłam i okazało się, że na stronie docelowej, kryje się test. Nie wszystko umiałam sobie przetłumaczyć i do końca zrozumieć, ale tyle co zrozumiałam wystarczyło, aby rozbawić mnie. Bardzo byłam ciekawa, jaki kwiat mi zostanie przyporządkowany po teście. Tym kwiatem okazał się narcyz. Niewiele zrozumiałam z opisu, ale pocieszyłam się własnym pierwszym skojarzeniem z tym słowem. Ktoś kiedyś nazwał mnie "słonkolubnym zmarźluchem". Coś w tym było, bo lubię słonko. Zdecydowanie nie lubię tych niesłonecznych dni i lubię ciepełko, jak drożdże, o czym Wam już kiedyś pisałam. Narcyz jest żółty jak słonko i pojawia się, gdy zaczyna się robić naprawdę ciepło - stąd to skojarzenie, miłe i prawdziwe.
 
Kiedy zaczyna robić się chłodno sięgam po mojego ciepłego przyjaciela - polarowe ponczo:
 

Nie kupione - zrobione z kocyka polarowego zakupionego w Biedronce lata świetlne temu, który w ciepłych porach roku jest po prostu kocykiem:

 
Ceny zakupu ponczo na takim Allegro na przykład po doliczeniu kosztów przesyłki wahają się między 25 a 65 zł, a kocyka o takich samych wymiarach ok. 17 w Biedronce. Przeróbka to chwilka roboty, bo wystarczy naciąć polar na środku tak, aby przechodziła przez niego swobodnie głowa:
 
 
Można oczywiście je zaokrąglić i tak obszyć, ozdobić, np. frędzlami i tak powstanie nam wersja wyjściowa, ale to tylko od Was zależy, co podpowie Wam wyobraźnia.
 
Takie ponczo jest lekkie, mięciutkie, długie, nie krępuje ruchów, świetnie chroni plecy podczas długiego siedzenia przy stole i dłubania w tym, co kogo pasjonuje. Jest też łatwe do wyprania i szybko schnie. Polecam. =)
 
Ostatnio na zakupach zrobiło się ciepło w sklepie na widok takiego oto zestawu na półce:
 

W pudełeczku na nabywcę czekają trzy paczki różnych herbat i składana, zamykana, trzyczęściowa puszka:


 W każdej z trzech części puszki jest miejsce na dokładnie 25 sztuk herbaty:


Kiedy herbatkę wypijemy, puszka będzie idealnym miejscem dla przydasi maści wszelakiej:


Herbatka dzika róża z maliną świetnie komponuje się z malinowym sokiem:

 
Sok Estivo testowałam po raz pierwszy. Minusem jest oczywiście brak korka niekapka, ale smak ma przyjemny, słodki, delikatny, niechemiczny. Nie jest gęsty i szybko się rozpuszcza. "Daru lata" jednak mi nie zastąpi. ^^
 
Jeśli ktoś lubi mocno aromatyzowane herbaty, to polecam poziomkowo-waniliową:
 
 
Cudowny, intensywny i kuszący zapach, wyjątkowy aromat, ciekawe połączenie smakowe. Warto skusić się, choć raz.  =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...