Nieplanowany wyjazd poza dom i krótka przerwa w nadawaniu, ale już do Was wracam, by umilić trochę czas i poinspirować. =)
Za oknem dziś leje. Na szczęście to nie burza, tylko obfity deszcz. Dla roślin to dobrze, ale dzieci się dziś pewnie nudzą, w końcu to ostatnie dni wakacji i raczej nie mają ochoty spędzić ich w domu. Ja wręcz przeciwnie - cieszę się, że moje nogi dziś odpoczywają. ^^
Wspomniałam w poprzednim poście o moich "suchotnikach" na parapecie, czyli zbiorze roślin zielonych niekwitnących, a dziś Wam go pokażę:
Trawka na środku to potomek potomka okazu, który mój tato wygrał kiedyś na festynie, a potem wstydził się go do domu zabrać i chciał wyrzucić, ale ja mu absolutnie nie pozwoliłam. Rośnie szybko, lubi dużo pić i jest bardo chętna do rozmnażania. Wysokie po bokach były kiedyś uroczymi maluszkami, w których się zakochałam przy okazji zakupów w Biedronce. Te pomiędzy nimi wyrosły z malutkich szczepek, którymi ktoś mnie kiedyś obdarował. Wśród tych wszystkich moich "suchtników" od wczoraj jest kwitnąca perełka, czyli moja pierwsza mała doniczkowa lawenda, zakupiona wczoraj w kwiaciarni za 5 zł:
Jak pisała koleżanka z blogu kaoriart.blogspot.com, to nie tylko kwiatuszki pachną, ale i listki i łodyżki, to cała roślinka rozsiewa lawendową woń. Po stokroć polecam bliższy z nią kontakt. =)