Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2013

Scrap-jajeczka

Widziałam na wielu blogach kursy z wykorzystaniem resztek scrap-papierów, ale niespecjalnie odpowiadała mi kolejność wykonywanych w nich czynności, bo jak komuś szkoda najdrobniejszego skrawka, to niewiele może zdziałać, więc żadnego Wam nie polecę. Postanowiłam pokazać Wam, jak robiłam sobie mini scrap-jajeczka, w taki sposób, aby przez cały czas mieć kontrolę nad efektem końcowym. ^^

Generalnie jestem za przygotowywaniem wzorów na dłuższą metę, czyli takich wielokrotnego użytku. Oznacza to, że jak już sobie rysuję, czy drukuję jakieś, to na grubszej tekturce, żeby za rok nie robić od nowa i przechowuję je sobie w przeznaczonej do tego celu teczce. Tak też radzę Wam zrobić ze wzorami jajeczek o wysokościach od 4 do 2 cm:

 
Kiedy przygotujecie sobie wzory jajeczek, poszukajcie naprawdę porządnych tekturek, kartonów, żeby baza była solida i sprawiała, że jajeczka wykorzystane do ozdoby sama z siebie będą odstawać od kompozycji, bez jakichś specjalistycznych gąbeczek:
 


Wybierzcie sobie interesujące Was wielkości jajeczka i odrysujcie na tekturkach:


Wytnijcie dokładnie ostrymi nożyczkami:


Wyzbierajcie scrap-ścinki, czy jakiekolwiek inne resztki fajnych, ale nie za cienkich papierów, np. kolorowy blok techniczny:


I do dzieła. Wersja pierwsza, czyli smarujemy tekturową bazę klejem przez środek (polecam taki z końcówką do aplikacji) i przyklejamy poziomy ścinek kontrolując, aby wypadł w połowie:


Do tego pierwszego paseczka dopasowujemy dokładnie i doklejamy kolejne paseczki scrap-ścinków:


Po chwili przeschnięcia przewracamy dzieło i obcinamy równiutko niepotrzebny nadmiar scrap-ścinków:


Gotowe.  =)


Wersja nr 2 pozwala nam wykorzystać ścinki, które nie wiedzą co to linia prosta:
 
 
Montujemy je na podklejonej powierzchni tak samo jak wzór nr 1 - od środka, wykańczając do brzegów naprzemiennie:
 

Oto efekt:


Większe kawałki też się nadają:
 


Wersja nr 3 pozwala nam wykorzystać ścinki papieru potraktowane ozdobnymi nożyczkami:


Przyklejamy kawałek papieru na brzeg i lecimy ze ścinkami naklejając je tak, aby delikatnie zachodziły na siebie:
 


Proszę bardzo. Widać efekt 3D:
 


Propozycja nr 4 to wersja dwuścinkowa przyozdobiona ozdobnym paskiem po środku:



Żeby scrap-jajeczkom dodać uroku przewiązujemy je niteczkami, kordonkami, tasiemkami, wstążeczkami, koronkami:



Oczywiście nadprogramowe scrap-wytłoczki też nie muszą się zmarnować:


Jajeczka mogą stać się częścią czego tylko Wasze dusze zapragną jako dekoracja, nawet magnesem na lodówkę pełną świątecznych pyszności.


Wesołego Alleluja i do przodu, Kochani.  =)

wtorek, 4 września 2012

Malinowy zawrót głowy

Kochani, z kolejnej wycieczki chyba dzisiaj nici, bo po całym dniu sprzątania ogrodu ciężko wklikać kilka zdań, a co dopiero całą historię, a wiecie już chyba, że ja lubię dokładność i jak miałabym zrobić coś byle jak, to wolę zaczekać. Może coś się odwlecze, ale napewno nie uciecze, nie u mnie. Wybaczcie.
 
Ręce mam pokłute, bo właśnie wróciłam z ogrodu ze zbierania malin. Skoro one stały się ostatnim punktem dnia, to o nich Wam krótko opowiem, bo maliny to nie tylko te czerwone, pachnące i słodkie owoce.
 
Wśród ciekawostek dotyczących malin krąży legenda, że kiedyś owoce te były białe, do czasu kiedy nimfa o imieniu Ida, będąca opiekunką małego Jowisza, nie zechciała uspokoić dziecko owocami malin. Schylając się by zerwać owoce, ukłuła się jednak jej kolcem w pierś i na białe maliny spadła kropla jej krwi. Odtąd maliny zmieniły kolor i zyskały unikalną woń oraz słodki smak. Tak wierzyli dawno temu Rzymianie, ale ja spróbuję Was przekonać, ze w tej legendzie jest ziarenko prawdy, ponieważ jest taka odmiana, o której nie każdy słyszał i nie każdy widział, a kto ją zobaczył i spróbował u mnie, był bardzo zdziwiony.
 
Wszyscy znacie zapewne tradycyjne malinowe słodkości w tym kolorze:
 

Co powiedzielibyście jednak na taka odmianę - żółtą:


Spójrzcie jak bardzo różnią się te dwie odmiany wielkością:



Krzewy żółtych malin dorastają 1,5-1,6 m. Rosną ładnie, prosto do góry. Są mocno ulistnione. Dobrze jest zamocować przy nich paliki i owinąć wokół nich jakiś sznureczek, ponieważ jest to odmiana bardzo plenna, krzewy są ciężkie i podatne na złamania podczas owocowania, ale także podczas mocnych wiatrów, szczególnie podczas burz, kiedy łodygi są dodatkowo obciążone od wody:


Odmiana ta nie jest przesadnie wymagająca co do gleby. Owoców im wyżej tym ma więcej. W porównaniu z odmianą czerwoną zaczyna owocować późno, ale ponieważ owoce dojrzewają stopniowo, można się cieszyć nimi dłużej. Początkowo maja kolor prawie biały. Dojrzalsze owoce żółkną, po czym można poznać, że czas je zerwać. Dojrzałe owoce są duże, soczyste, ale bardzo słabo trzymają się krzewu i trzeba je zbierać bardzo ostrożnie. W smaku są słodkie, ale ich słodycz jest wyczuwalna później niż w przypadku odmiany czerwonej. Kiedy je się je pierwszy raz i chce szybko ją poczuć, można się bardzo zdziwić. Według mnie wynika to z nieco mniejszej zawartości cukru w owocach:


Do dekoracji ciast nadają się równie dobrze jak czerwone, niestety do przetworów mniej:

 
Spróbujcie koniecznie żółtych malin. =)
 
I jeszcze taki mały ps. Rozbawił mnie dziś bardzo komentarz od Kingi z bloga MAMA LAURKI TESTUJE , pod jednym z moich postów, abym się "podzieliła kuleczkami, bo wyglądają smakowicie". Chodziło o "ziemniaczki" z tego przepisu. Myślę, ze zgodzicie się ze mną, że dla takich słodkich maluchów jak Laurka, córeczka Kingi, to lepsze będą takie większe, pełne witamin i słodkiego soku "kulki":

 
Kingo, weź tle dojrzałych, pachnących i słodkich brzoskwiń, ile tylko zdołasz udźwignąć. ^^
 
Częstujcie się, kochani, do woli. Całuję. =*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...