czwartek, 14 lutego 2013

Dziękuję, dziękuję, dziękuję

Kochani, dziś lawina podziękowań. Zacznę od uśmiechów w stronę osób, które przyznały mi blogowe wyróżnienia. Pierwszy leci ku blogowi Koko Country, drugi ku blogowi Solne fantazje, gdzie zostałam nominowana do wyróżnienia Za Blogową Przyjaźń:
 
 
Próbowałam znaleźć jakieś zasady przekazania dalej, ale się nie udało, więc po prostu dziękuję. Trzeci uśmiech ślę ku blogowi Wszystko się może zdarzyć za nominację do wyróżnienia Versatile Blogger Award:
 
 
Rozliczam się z niego w zakładce z przyznanymi mi wyróżnieniami i również dziękuję. =)
 
Całusy ślę dla bloga Domowy zielnik, który mnie obdarował paczuszkami cudnie pachnących przypraw - majeranku i tymianku, które bardzo sobie cenię w kuchni:
 

Kolejne całusy dla bloga ZUZIUCHOWE WYTWORY za przepiękny kalendarz, który pragnę jak najszybciej zapełnić ciepłymi myślami:


Całus wielki i ciepły także ślę dla bloga Lilka, który obdarował mnie taką górą przepięknych papierów, że jeszcze szczęki na podłodze nie znalazłam:


Drżyjcie - będzie twórczo - niech no tylko znajdzie się czas, klej i nożyczki. ^^

Kolejne podziękowania dla bloga Trilli - handmade with love za po prostu doskonałą butelkę decoupage:



Zdechły, poranny blask od śniegu, a nie od słońca, sprawił, ze zdjęcia w ogóle nie oddają jej uroku. Żeby obejrzeć butelkę w pełni jej uroku musicie zajrzeć na bloga autorki, o tutaj. =)

Jestem pełna podziwu dla Was dziewczyny, że udało się Wam tak dobrze zapakować przesyłki, że nic nie doznało uszczerbku, choć były to tak delikatne drobiazgi. Dziękuję nawet za to. To też ważna lekcja dla mnie. =*

Żegnam się łykiem pysznej herbaty z niespodzianki, którą sobie sama zrobiłam, a mianowicie zakupem delikatnej jak bańka mydlana filiżanki z najnowszej kolekcji herbaty Lipton:


Fuski jednak z paczuszki wymiankowej, o której niebawem. No nie mogłam się oprzeć. ^^

Pozdrawiam i dziękuję za życzenia zdrówka. Zbieram się w sobie. W kolejnym poście o moich poczynaniach handmade'owych w sanatorium, czyli o szydełkowaniu i nowe candy. Zapraszam.  =)

wtorek, 12 lutego 2013

There's No Place Like Home...?

Kochani, wybaczcie ponad trzytygodniową rozłąkę. Dopiero wczoraj po południu wróciłam z sanatoryjnego oddziału szpitalnego. Źle zniosłam ten powrót. W domu poczułam się obco. Spadło mi bardzo ciśnienie, które w Kudowie Zdrój ciągle miałam podwyższone - urok zmiany klimatu. Nawet nie wiem, kiedy usnęłam. Dziś od rana byłam już poza domem. Musiałam załatwić kilka spraw na cito, w tym odkręcić termin rehabilitacji w przychodni, która mi się pokryła z wyjazdem do sanatorium - będę ją mieć w marcu, ustalić termin wizyty kontrolnej u neurologa - też na marzec. Aż dziw że tak szybko z jednej strony, a z drugiej dobrze, że choć chwilę będę w domu, zwolnię obroty, ogarnę siebie i to, co wokół mnie. Zaległości aż przytłaczają, a jutro i pojutrze znów muszę być poza domem. Na sobotę ktoś się zapowiedział z odwiedzinami... Kiedy czas dla mnie i na gimnastykę, którą mam kontynuować? Nie mam pojęcia. Chciałabym tylko, żeby ból wracał powoli, jeśli inaczej się nie da...


Mówi się, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej (ang. There's No Place Like Home)... Ja się czuję w domu dziwnie po pobycie w sanatorium, gdzie pierwszy raz w życiu byłam pod dobrą opieką medyczną, otoczona troską i życzliwością, gdzie nie musiałam walczyć ze swoimi ograniczeniami i łykać tabletek, żeby przeżyć dzień, żeby przespać noc. Brakuje mi ciepła, rytmu dnia, przedziwnej diety lekkostrawnej, ludzi, przestrzeni, rowerka, basenu, windy...

Dzisiaj musiałam pojechać do miasta sama, sama pokonywać te zaspy rosnące z minuty na minutę. Wróciłam caluśka mokra i przemarznięta. Skarpety można było wykręcać. Pewnie odchoruję ten nawrót zimy, jak przez dwa kolejne dni wezmę poprawkę na wyjścia z domu z konieczności, ale co jeszcze mogłoby mi poszkodzić? Chyba tylko upadek z piłki gimnastycznej, w którą się zaopatrzyłam. Mam ćwiczyć mięśnie odpowiedzialne za utrzymanie równowagi. Bez asekuracji pani rehabilitantki z tyłu będzie to trudne. Będzie mi brakowało jej wsparcia pod każdym względem.

Dziękuję za pamięć każdej osobie, która zajrzała do mnie, napisała w ostatnim czasie. Proszę o czas, żebym mogła podziękować indywidualnie i napisać do każdego. Nawet nie miałam kiedy otworzyć przesyłek. Cierpliwości. Miałam dostęp do Internetu w sanatorium tylko przez tydzień, bo potem padła mi bateria w laptopie, a dostęp po wifi sanatoryjnego był tylko na holu, gdzie nie było wolnego kontaktu. Komputer sanatoryjny był oblegany, a ja nie wzięłam nawet pendriva z domu. Czy z moim pechem coś jest niemożliwe? Chyba nie. Co może się stać, kiedy spuści się mnie na pięć minut a oka? Na przykład mogę spać z wyciągu, co zdarzyło się podczas mojej rehabilitacji w sanatorium. Strach spojrzał w oczy wszystkim - mi, rehabilitantom, lekarzom, pensjonariuszom. Połowa turnusu to było dochodzenie do siebie. W międzyczasie odzyskałam władzę w lewej nodze, wyniszczonej rwą kulszową, dzięki gimnastyce. Mała radość pośród łez.

Mam trochę zdjęć z wyjazdu. Pokażę, jak tylko je zgram. Opowiem wtedy więcej. Dziś życzę Wam tylko dobrej nocy i spokojnych snów. Do usłyszenia. =)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...